Państwo i Prawo
Demokracja paneuropejska nie istnieje. Skończcie z erzacami
06.06.2014

Zachował on inicjatywę ustawodawczą, prestiż i pieniądze na organizację nieformalnych spotkań, czy klawych wypadów za miasto. Ale to nie jest niezależny polityk, z silnym mandatem społecznym, z własnym programem politycznym.

Konflikt między Londynem a Berlinem o to kogo mianuje Berlin i wysunie pod głosowanie, sprowadza się do konfliktu dwóch różnych wizji Europy. Federacji państw, które oddają większość swoich kompetencji Parlamentowi Europejskiemu. .I wspólnoty niezależnych narodów reprezentowanych w Brukseli przez rodzimych przywódców, którzy wspólnie dochodzą do kompromisów w najważniejszych dla nich kwestiach.

Federacyjny model forsowany przez Angelę Merkel podszyty jest niemieckim kompleksem. Niechęcią do wszystkiego co narodowe. Ponad narodowa formacja, w przekonaniu pani kanclerz, lepiej będzie służyć demokracji.

Ciężko obronić ten argument. W końcu to narody, każdy ze swoją odrębnością kulturową i językową, z własną mądrością historyczną i własnym modelem gospodarczym jest fundamentem autentycznej demokracji. Można oczywiście zdublować i stworzyć wielką replikę narodowych parlamentów w Brukseli, ale nie można stworzyć europejskiej repliki narodowego człowieka. Wykrzesać z ludzi emocje i porównywalną energią z która będą wybierali swój autentycznie własny europejski rząd. Parlament złożony z 28 nacji, w większości zupełnie sobie obcych ludzi i z zupełnie inną agendą polityczną, zawsze będzie obcym tworem. Porównywanie Unii do Stanów Zjednoczonych jest chciejstwem ideowym. Europa w przeciwieństwie do Ameryki, ostatnie 200 lat spędziła na podkreślaniu a nie niwelowaniu różnic. Ostatnie 25 lat unii para-politycznej niewiele tu zmieniło. Żyć w pokoju nie znaczy być jednym bytem narodowym. Obrońcy europejskiego federalizmu, mają nadzieję, że zwiększając kompetencje parlamentu europejskiego zwiększą zainteresowanie jego pracami. Łudzą się, że z czasem więcej ludzi weźmie udział w wyborach a kiedyś może zaczną się utożsamiać bardziej z repliką niż z oryginałem.

Argument przypomina jako żywo eksperyment z euro. Twórcy wspólnej waluty wierzyli, że jeżeli wszystkie narody i ich różne gospodarki wepchnie się w objęcia jednego systemu monetarnego, to z czasem dojdzie do unifikacji gospodarczej. I tak długo się zbliżały, aż wszystko wreszcie zderzyło się z hukiem. Z siłą której fala uderzeniowa do dziś nie pozwala nam wyjść z kryzysu.

Teraz wmawia nam się, że jeżeli oddamy kompetencje narodowych parlamentów temu pan-europejskiemu tworowi, to zanikną różnice narodowe. Tego zderzenia wolelibyśmy nie doświadczyć. Stąd nasz postulat, żeby zarzucić, póki czas, utopijne rozważania o pan-europejskiej demokracji. Niech naprawdę demokratycznie wybrani przywódcy, każdego z 28 państw, sami siądą i wskażą z pośród siebie tego jednego, który będzie wynikiem kompromisu i będzie autentycznym reprezentantem państw a nie kukła na podobieństwo prezydenta.

Tomasz Wróblewski

Fot. na lic. CC2.0/aut. tiseb/flickr.com