Gospodarka
Dłużnicy górą
03.06.2014

Tax Care i Idea Bank przeprowadziły szczegółowe wyliczenia dla niewielkiego importera win, który ma kilku małych klientów i jednego większego. Kiedy zobowiązania są regulowane w ciągu dwóch, trzech tygodni, interes dobrze się kręci. Kiedy zapłata przychodzi po miesiącu – robi się nerwowo, kiedy główny klient zwleka z pieniędzmi 60 dni – firma pada.

Wyliczenia pokazują niewielki, ale kluczowy wycinek rzeczywistości gospodarczej. Opóźnienia w płatnościach to zmora naszego systemu. W wielu przypadkach zaległości w realizacji zobowiązań okazały się gwoździem do trumny dobrze prosperującego przedsiębiorstwa, zawsze są elementem ryzyka i powodem do niepotrzebnych zmartwień. Duże firmy jakoś sobie z tym problemem poradza– mają zapas gotówki, w razie czego bank udzieli im kredytu, a czasami po prostu swoim drobnym kontrahentom zapłacą z opóźnieniem.

Gorzej z małymi firmami, które nie mają zaskórniaków, banki nie są zbyt chętne w udzielaniu im kredytów, nie mają też wielu klientów, z którymi mogłyby postąpić podobnie, jak ich dłużnicy, czyli zwlekać ile się da z płatnościami.

Drobny biznes potrzebuje stalowych nerwów, często czuje się jak na pierwszej linii frontu, prosperuje na granicy ryzyka. Prawo na niewiele mu się przydaje, skoro nawet terminy realizacji zobowiązań wyznaczone przez Unię – ustawowy miesiąc, lub dwa miesiące po uzgodnieniu z kontrahentem – są trudne do wyegzekwowania. Owszem, Polska to eldorado, ale dla kogo? Wygląda na to, że głównie dla firm windykacyjnych.

Stanisław Koczot

Fot. na lic. CC2.0/aut. Images of money/flickr.com