Bezpieczeństwo
Energia Dalekiego Wschodu
15.01.2015

Wyrób batoników czekoladowych, oglądanie telewizji, czy rozmowa przez telefon. Energia elektryczna otacza nas na każdym kroku i wyznacza porządek życia. Przeznaczamy na nią cześć naszych zarobków bezpośrednio w rachunkach za prąd, jak i pośrednio w prawie każdym zakupionym produkcie, do którego wytworzenia została użyta. Tak jest na całym świecie. Europa i Ameryka przez wiele lat były niedoścignione jeśli chodzi o branże energii elektrycznej, jednak niewykluczone, że niedługo to się zmieni.

Wraz ze wzrostem gospodarczym wiąże się zwiększenie zapotrzebowania na energię, co z kolei powoduje szybki rozwój sektora energetycznego. Proces ten możemy zaobserwować na Dalekim Wschwodzie. Chiny według rankingu International Monetary Fund World Economic w październiku oficjalnie wyprzedziły Stany Zjednoczone, zajmującich miejsce jako największa gospodarka świata (licząc według parytetu siły nabywczej). Podobnie jej mniej znany konkurent, Indie, w grudniu przerosły Japonię pod względem produktu krajowego brutto(również mierzonego PSN), stając się tym samym 3 gospodarką na świecie. Kraje te wdrażają programy mające na celu rozbudowę potencjału energetycznego, który zaspokoją ich potrzeby na wiele lat i zapewni stałą, niską cenę energii elektrycznej.

Obecnie, zarówno w Chinach, Indiach jak i w Polsce przeważają elektrownie cieplne, zasilane głównie węglem kamiennym, oraz brunatnym. Pod względem efektywności jest to dobre rozwiązanie, gdyż elektrownie tego typu mają relatywnie niskie koszty inwestycyjne, jak również niskie koszty materiałów przetwórczych, które na dodatek są wydobywane na ich terytorium. Problemem natomiast jest stopniowe zmniejszanie się ilości złóż, co zmusza do budowy coraz to głębszych kopalni i na przestrzeni lat spowoduje wzrost cen surowca, przekładający się na coraz mniejszą opłacalność tego typu rozwiązań. Dochodzą do tego jeszcze problemy z ochroną środowiska, przy czym podejście Polski i państw Dalekiego Wschodu jest w tym obszarze skrajnie różne. My mamy przysłowiowe „filtry na kominy”, sprawiające, że uszczerbek dla środowiska jest minimalny. Dzięki nim, wbrew obiegowej opinii, polskie elektrownie wydzielają niewiele prawdziwych zanieczyszczeń, a jedynie dwutlenek węgla. Mimo to na energię cieplną pozyskiwaną ze spalania węgla nakładane są na tyle duże obciążenia pozaprodukcyjne , że w niektórych rejonach funkcjonowanie elektrowni tego typu jest na granicy opłacalności, czy wręcz przynosi straty. Po drugiej stronie globu nie ma prawie żadnych „ponadprogramowych” opłat, czy też przepisów środowiskowych. Powoduje to bardzo dużą opłacalność tego typu przedsięwzięć, niestety kosztem komfortu życia z powodu wszechobecnego, zatrutego powietrza.

Chiny są tego świadome. Przy zachowaniu obecnych elektrowni cieplnych, tak długo, jak będzie to opłacalne, rozwijają również inne źródła energii. Obecnie posiadają 22 pracujących reaktorów jądrowych, a 27 jest w trakcie budowy. Do 2020 roku planowane jest zaspokojenie energią jądrową 20% potrzeb rynku. Podobnie w Indiach, które również posiadają 21 reaktorów, obecnie budują dodatkowe 6 i planują do 2033 roku wybudować kolejne 33. Wydaje się to niewiele w porównaniu do Unii Europejskiej; nawet w porównaniu z samą Francją, która obecnie posiada aż 58 reaktorów i kolejny w budowie. Jednakże patrząc na skalę podjętego przez Chińczyków i Hindusów przedsięwzięcia można dostrzec tytaniczny wkład pracy w rozwój tej gałęzi przemysłu; co więcej, sugeruje to, że w przyszłości zostaną podjęte kolejne inwestycje. „Rozbudowa potencjału chińskich elektrowni jądrowych, to jeden z priorytetów władz” zakomunikował niedawno szef Państwowego Biura ds. Energii Wu Xinxiong. Budowa elektrowni atomowej jest bardzo kosztowna, jednak jej efektywność i bardzo mała ilość surowca energetycznego potrzebnego w procesie produkcji sprawia, że inwestycja zapewnia stosunkowo tanie i bezpieczne źródło energii. Obecnie budowane reaktory konstruowane są z myślą, aby móc pracować przez około 60 lat oraz nie zanieczyszczać w najmniejszym stopniu środowiska i wypuszczać do atmosfery jedynie parę wodną. Największy problem stanowią odpady radioaktywne, które trzeba składować w bezpiecznym miejscu.

Warto też wspomnieć o odnawialnych źródłach energii. Chińskie firmy również w tym przypadku wykazują wysoki poziom inwestycji. W 2014 roku wydały na ten cel 89,5mld dolarów. Odnawialne źródła energii mają tę zaletę, że nie wykorzystuje się w nich złóż, które ulegną kiedyś wyczerpaniu. Jednakże nie są pozbawione wad. Aby ich budowa była opłacalna muszą zajmować olbrzymie połacie terenu, ze względu na bardzo niską efektywność. Szczególnie widać to w Chinach. Chińczycy aby wybudować największą hydroelektrownie, „Zaporę Trzech Przełomów”, musieli wysiedlić prawie 1,3 miliona ludzi. Jednakże elektrownia ta po ukończeniu produkuje olbrzymią dawkę mocy (jej moc maksymalna to 22,5 GW), przewyższającą nawet największe elektrownie atomowe. Niestety wielkość kompleksu nie jest jedynym problemem z odnawialnymi źródłami energii, aby móc z nich korzystać w sposób opłacalny państwo musi mieć predyspozycje geograficzne i terenowe. Brak wiatru bądź niedostateczne nasłonecznienie pociągają za sobą konieczność utrzymywania elektrowni zapasowych, co przez sam fakt poniesienia nakładów kapitałowych, znacząco zwiększa koszty produkcji energii.

Jak na tym tle prezentuje się nasz kraj? Jeśli chodzi o kwestie produkcyjne obecnie jest nieźle, jednak przyszłość rysuje się w barwach rosnących cen i pogłębiającego się spadku konkurencyjności. Polska nie ma dobrych predyspozycji geograficznych, ani terenowych, aby móc korzystać z odnawialnych źródeł energii na dużą skalę, tak aby było to ekonomicznie opłacalne, więc jedyną alternatywą wydaje się energia pozyskiwana z atomu. Są nieśmiałe plany postawienia takiej elektrowni, jednak dopiero na początku 2017 roku zapowiadane są jakieś konkrety, a samo rozpoczęcie budowy miałoby się odbyć w 2020. Dokładnie w tym samym roku, w którym Chiny skończą budować swoje 27 reaktorów.

Marcin Cybulak

Fot. Archiwum