Gospodarka
Gaz: gra do końca
15.05.2014

Nie wiadomo, czy rzeczywiście media źle zinterpretowały wypowiedź Oetingera, czy komisarz powiedział to co powiedział, a potem szybko wycofał się ze swoich słów, czy też po prostu świadomie przedstawił pogląd odmienny od poglądu Polaków, by wysondować reakcje polityków (nie tylko naszych). Nie jest to w tej chwili kwestia pierwszorzędna. Meritum problemu sprowadza się do tego, że unia energetyczna nie jest wspólnym pomysłem zjednoczonej Europy, ale koncepcją co najwyżej kilku państw. Z kilkupunktowego programu Tuska może uda się ocalić jeden lub dwa elementy, co i tak będzie bardzo dużym sukcesem. Scenariusz unii energetycznej zawiera kilka założeń raczej nie do przyjęcia przez całą UE. Przypuszczam, że jest to świadomy zabieg Polaków, którzy raczej nie liczą na akceptację en block. Chodzi bardziej o to, by na drodze targów, wzajemnych ustępstw i negocjacji zostawić te elementy unii energetycznej, które są tak samo ważne jak każde inne.

W tej chwili wygląda na to, że zgodę można osiągnąć w dwóch istotnych dla nas punktach: powiększenia magazynów i rozbudowy połączeń gazowych, zwłaszcza dotyczących krajów takich jak Polska – bardzo mocno uzależnionych energetycznie od Rosji.

Oetinger popiera ten pomysł. Pytanie tylko, kto zapłaci za jego realizację. Według założeń polskiego rządu, powinna zrobić to Bruksela: aż 75 proc. pieniędzy na inwestycje gazowe ma pochodzić z jej kasy. Gdyby takie środki udało się zdobyć, byłby to sukces.

Gra o unię energetyczną już się toczy. Z pewnością jest to jedna z najważniejszych batalii, jakie Polska ma do rozegrania w ciągu najbliższych kilku lat. Nie będzie łatwo osiągnąć zwycięstwo, na pewno pojawi się w niej wiele zaskakujących wypowiedzi, przecieków prasowych, „źle zrozumianych” deklaracji polityków. Stawka w tej rozgrywce jest tak wysoka, że do końca nie możemy być pewni wygranej.

Stanisław Koczot

Fot. pochodzi z domeny publicznej/aut. Jacques Grießmayer/Wikipedia