Gospodarka
Grecka tragedia trwa. Co dalej z eurolandem?
15.01.2015

Przyspieszone wybory odbędą się w związku z nieudanymi próbami zmiany na stanowisku prezydenta. Wyboru głowy państwa dokonuje w Grecji parlament. Kandydatem popieranym przez premiera Andonisa Samarasa był Stawros Dimas, lecz nie zdobył on poparcia parlamentarzystów w żadnej z trzech prób, które przewiduje greckie prawodawstwo w ramach procedury wyboru prezydenta. Konsekwencją tego impasu muszą być przyspieszone wybory parlamentarne, które odbędą się już 25 stycznia. Nowi parlamentarzyści będą mieć wtedy 20 dni na wybór nowej głowy państwa.

Oczy polityków, analityków i publicystów są skierowane na Helladę z tego powodu, że faworytem przedwyborczych sondaży jest SYRIZA (Koalicja Radykalnej Lewicy). Skrajnie lewicowe ugrupowanie ma w swoim programie zakończenie dotychczasowych reform i oszczędności, które narzucili, zdaniem SYRIZY, zagraniczni kredytodawcy. SYRIZA chce renegocjacji umów kredytowych i zerwania z dotychczas prowadzoną polityką. Partia uważa, że Grecja poradzi sobie bez tzw. trojki, czyli Komisji Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Oprócz tego – w polityce wewnętrznej partia domaga się radykalnego podniesienia wysokości płacy minimalnej i emerytur. W postulatach ugrupowania pojawia się też walka z korupcją i biurokracją. Wyborczy sukces lewicowej koalicji byłby kolejnym krokiem w kierunku zostania najsilniejszą partią w Grecji. Przypomnijmy, że SYRIZA wygrała ubiegłoroczne wybory do Parlamentu Europejskiego, zdobywając wtedy 26,6% poparcia. W dwóch poprzednich krajowych elekcjach partia zdobywała drugie miejsce (27% głosów w ostatnich wyborach, a 17% w przedostatnich). Choć SYRIZA nie nawołuje do wyjścia z eurolandu, to jednak możliwość przejęcia władzy przez tę partię stała się przyczyną szerokich spekulacji co do możliwości opuszczenia strefy euro przez Grecję („Grexit”).

O sprawie głośno jest w niemieckich mediach. Tygodnik „Der Spiegel” donosił, że niemiecki rząd jest już przygotowany na „Grexit”. Choć informacja ta została zdementowana przez zastępcę rzecznika rządu, to trudno jest sobie wyobrazić, aby Niemcy nie brali pod uwagę również takiego scenariusza. Ciekawe informacje ujawnił też dziennik „Bild”. Gazeta twierdzi, że niemiecki rząd obawia się ewentualnego wyjścia Grecji z eurolandu, gdyż mogłoby to spowodować run na greckie banki, którym ostatecznie musieliby pomóc europejscy podatnicy. Rozważanym scenariuszem jest też zablokowanie kolejnej transzy międzynarodowej pomocy w przypadku, gdyby Grecja odeszła ze ścieżki reform i oszczędności. „Die Welt” donosi z kolei o wzrastającym poparciu dla umorzenia części greckiego zadłużenia wśród unijnych decydentów. Jeśli byłoby to prawdą – możliwości negocjacji między nowym greckim rządem a Unią byłyby łatwiejsze, a prawdopodobieństwo opuszczenia strefy euro przez Grecję zostałoby zredukowane.

W sprawie „greckiej tragedii” zabrała też głos kanclerz Angela Merkel. Choć wcześniej media donosiły jakoby Merkel miała pogodzić się już z możliwością „Grexitu”, to szefowa niemieckiego rządu stwierdziła kilka dni temu, iż Grecja na pewno pozostanie w eurolandzie, także po przyspieszonych wyborach. W podobnym tonie wypowiedział się Pierre Moscovici, unijny komisarz ds. gospodarczych i walutowych, a także Martin Schultz, przewodniczący Parlamentu Europejskiego. Zdaniem tego ostatniego – spekulacje dotyczące „Grexitu” są nieodpowiedzialne i przekonują Greków, że to unijni politycy decydują o losie Grecji, a nie sami Grecy.

Kryzys polityczny i gospodarczy w Grecji przekłada się też na kondycję finansową tego kraju. Giełdowy indeks ASE w ciągu roku stracił ok. 35%. W ostatnim czasie do największych wyprzedaży na giełdzie dochodziło w grudniu. W styczniu, co ciekawe, indeks nieco się uspokoił, a rynki finansowe wyczekują na dalszy rozwój sytuacji. Od września konsekwentnie spadały za to ceny greckich papierów dłużnych. Rentowność dziesięcioletnich obligacji wzrosła o około połowę w ciągu zaledwie 5 miesięcy i oscyluje obecnie w okolicach 9%.

W ostatnich miesiącach euro konsekwentnie traci na wartości w stosunku do dolara. Ostatni raz europejska waluta była tak słaba pod koniec 2005 roku. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy euro osłabiło się o niemal 14% wobec amerykańskiej waluty.

Polska, myśląc o ewentualnym wejściu do eurolandu, może dziś spokojnie czekać na rozwój sytuacji. Szczególnie interesujące będą kolejne tygodnie, które staną się okresem wzmożonej europejskiej debaty nad dalszym kształtem unii walutowej. Polska ma komfort obserwowania tego sporu z zewnątrz i chłodnego rozważenia wszelkich za i przeciw jeśli chodzi o ewentualne przyjęcie euro i termin tejże operacji. Wnioski będą z pewnością dyskutowane w czasie nadchodzących kampanii – prezydenckiej i parlamentarnej.

Marcin Surowski