Greta Thunberg modelowa rewolucjonistka
04.11.2019

Nic dziwnego, że tweet Grety Thunberg o podróżowaniu w złą stronę globu na odwołany szczyt klimatyczny, wzbudził tyle prześmiewczych wpisów. Greta nie tylko podróżuje w złym kierunku, ale pomimo całej swojej naiwnej szczerości i pasji poniosła spektakularną porażkę. Wyrządziła ogromną krzywdę swoim największym fanom, wszystkim, którzy na chwile przystanęli żeby zastanowić się nad dewastacją klimatu. Youtube, Facbook i Tweeter pełene są jej cytatów, zaangażowanych, ale rzadko kiedy rozumnych. Płaczliwych apeli do komisji Europejskiej, że czas już zacząć panikować. Odgrażanie się Jean-Claude Junckerowi: My zaczęliśmy sprzątać planetę, wy nie zamiatajcie brudów pod dywan.

 

Ze ściśniętym gardłem wyczytywane fragmenty z gazet, potykając się o trudne do wypowiedzenia uczone słowa, Thunberg nie zostawia miejsca na refleksje, dyskusje. Kiedy jest krytykowana, odpowiada łkaniem. Bezceremonialne żądanie bezwzględnego podporządkowania i poświęcenia, przy czym jedyną wyrocznią ma być nauka, którą ona sama traktuje wybiórczo i od przypadku do przypadku. W progresywnym wydaniu Joanny D’Arc zdaje się być szczególnie tandetna i odrzucająca, dla milionów nieprzekonanych i zniechęconych agresywnością klimatystów. Gra na najniższych ludzkich słabościach, litości nad zagubioną małą istota w świecie bezdusznych dorosłych. 

Bezcelowe byłoby zadawanie Grecie poważnych pytań odnoście twardych naukowych faktów, które legły u podstaw jej klimatycznych imperatywów. Przecież nikt nie poprosi o chwilę poważnej refleksji nad prognozami i symulacjami klimatycznymi sięgającymi 1979 roku, kiedy powstawały zręby współczesnej klimatycznej doktryny, a dziś widać jak dalekie były od rzeczywistości. Czy ktoś odważy się zapytać małą dziewczynkę o interpretacje badań naukowych, z których wynika, że największe skoki temperatur następowały podczas kolejnych faz  El Niño, pasatów nad środkowym i zachodnim Pacyfikiem, które hamują proces podnoszenia chłodnych wód głębinowych we wschodniej części oceanu? Czy wie o odkryciach w Peru masowych grobów z epoki Chimu w XIII i XV wieku  składanych w ofierze bogom odpowiedzialnym za ciepłe prądy El Niño, które „powodują zmiany w globalnym obiegu atmosferycznym” i gwałtowne ocieplenie klimatu co kilka wieków? Zadawanie trudnych pytań drobnej blondyneczce byłoby niegodne. Co prawda, Greta sama sobie daje sobie prawo do pouczania Kongresmenów, że powinni słuchać naukowców, ale niech tylko ktoś spróbuje jej zasugerować, żeby czytała u źródła a nie powoływała się na tendencyjne przeróbki medialne. Niechby tak ktoś odczytał jej na głos streszczenie IPCC, że ​​„globalne ocieplenie prawdopodobnie osiągnie 1,5°C między 2030 r. a 2052, jeżeli nadal będzie rosło w obecnym tempie”. To, że nie ma tam ani słowa o tym, że ten jedne stopień ocieplenia może spowodować nieodwracalne zmiany dla całej planety. 

Gdyby Greta była odpowiedzialnym rzecznikiem sprawy, którą reprezentuje, to pewnie umiałaby odpowiedzieć na pytanie czy w sytuacji kiedy, jedynym realnym sposobem zmniejszenia emisji CO2 jest przejście na energię jądrową, powinniśmy popierać rozwój atomu. Odróżniałaby demagogię klimatyczną, od rynkowych rozwiązań, pozwalających na stopniowe ograniczanie szkodliwej emisji. 

Problemem Grety Thunberg nie jest jej wiek, tylko jej fanatyzm. Obezwładniający tupet doktrynerstwa przykrytego niewinną twarzą dziecka. Ideologii, która w swojej istocie niczym nie różni się od wszystkich innych lewicowych dyktatów dążących do zburzenia porządku społecznego i przekazania kontroli nad gospodarką grupce fanatycznych rewolucjonistów nazywanych klimatystami, nic nie wnoszących do naszego życia, poza poczuciem winy większym, niż strach przed ubóstwem. 

A więcej o klimacie w odcinku #29.