Demografia
Lepiej późno niż wcale. Ewakuacja Polaków z Donbasu
11.01.2015

Jak wynika z informacji udostępnionych przez wiceministra spraw zagranicznych Konrada Pawlika, w niedzielę 11 stycznia br. grupa 162 osób polskiego pochodzenia dotarła do Konsulatu Polski w Charkowie. Poprzedniego dnia przedstawiciele RP na Ukrainie we współpracy z władzami ukraińskimi zabezpieczyli przejazd Polaków z Donbasu. Z dwóch miejscowości położonych na linii demarkacyjnej rozdzielającej strefę wpływów prorosyjskich separatystów od obszaru kontrolowanego przez armię ukraińską wyruszyło w sumie cztery autokary. Pierwszą z miejscowości była Wołnowocha, położona 50 kilometrów na południe od Doniecka, natomiast emigranci z regionu ługańskiego mieli udać się w podróż do Charkowa z Siewierodoniecka. Aby zachować bezpieczeństwo przewożonych osób, szczegółowa trasa przejazdu została utajniona.

Była to już druga – po falstarcie 29 grudnia – próba ewakuacji Polaków z Donbasu. Niepowodzenie pierwszej wynikało ze złych warunków pogodowych oraz względów bezpieczeństwa, które zostały naruszone poprzez pochopne ogłoszenie daty misji. Pierwotnie do opuszczenia Ukrainy chętnych było 205 osób, jednak część z nich ostatecznie się wycofała. Oprócz 162 osób, które dotarły autokarami, przybyć ma jeszcze około dwudziestu, które zdecydowały się na indywidualny dojazd. Wszyscy, którzy figurowali na liście Konsulatu musieli samodzielnie wyjechać ze strefy kontrolowanej przez separatystów, co w przypadku części osób wyjeżdżających z Doniecka spotkało się z ostrzałem artyleryjskim na południowych rogatkach miasta. Emigranci mogli wziąć ze sobą jedynie dokumenty oraz do 30 kg bagażu.

Po kilkudniowym pobycie w Charkowie cała grupa ma zostać przetransportowana na teren Polski. Tymczasowo zwiększono polski korpus dyplomatyczny w tym mieście, który ma zweryfikować dokumenty oraz nadać wizy i Karty Polaka osobom, które jeszcze ich nie posiadają, a zgodnie z ustawą spełniają warunki do ich otrzymania. W Polsce czeka na nich m.in. zakwaterowanie, pomoc w znalezieniu pracy oraz kursy językowe.

W całej sytuacji najbardziej martwi fakt, że potrzeba było wojny w Donbasie, aby polski rząd zainteresował się – i to nie bez problemów – Polakami na kresach wschodnich, których wg oficjalnych danych na samej tylko Ukrainie jest ok. 200 tys., a szacunki dotyczące osób polskiego pochodzenia, sięgają nawet 900 tys. Na podstawie obowiązującej od 2000 roku ustawy o repatriacji, do tej pory skorzystało z niej zaledwie 4,7 tys. Polaków ze wszystkich byłych republik radzieckich, a prawie 3 tys. nadal czeka na wjazd do Polski. Przedstawiciele środowisk zajmujących się repatriacją wskazują, że ok. 20 tys. Polaków mogłoby przyjechać od razu, ale nie składa nawet wniosków, bo nie wierzy, że kiedykolwiek dostaną się do kraju.

W Polsce nadal niestety brak spójnej polityki imigracyjnej i repatriacyjnej, w której niewiele pomogła wprowadzona w 2008 roku Karta Polaka. Do tej pory przyznano ją zaledwie 120 tys. osób, mimo, że polskie pochodzenie w byłych republikach ZSRR deklaruje łącznie nawet kilka milionów ludzi. Główną przeszkodą w jej nadawaniu są z reguły bariery biurokratyczne.

Pozostaje nam starać się o to, aby kolejni Polacy ze wschodu, którzy mają zamiar osiedlić się w ojczyźnie przodków, nie musieli ze względu na nieudolność państwa oczekiwać miesiącami na rozstrzygnięcie ich sprawy, zwłaszcza w obliczu wojny.

Marcin Bagiński