Gospodarka
Liczy się władza, nie gospodarka
25.06.2014

Cóż powinien usłyszeć minister spraw wewnętrznych od prezesa NBP, gdy kreślił scenariusz załamania polskich finansów w 2015 roku, używając barwnego określenia, że są one „w dupie”? Belka, gdyby faktycznie zależało mu na kondycji naszych finansów powinien odpowiedzieć, że rząd by je uzdrowić powinien podjąć reformy. „Ależ drogi Bartku zamiast sięgać po rezerwy NBP powinniście się zastanowić co zrobić, by na trwałe uzdrowić sytuację budżetową” – tak powinien odpowiedzieć prezes NBP, gdyby – jak chce premier Donald Tusk – faktycznie był „zatroskany” o losy naszego kraju. A minister Sienkiewicz, zanim zaczął domagać się pieniędzy banku centralnego, powinien przedstawić Belce plan reform.

Nic takiego się nie stało. Panowie ustawili się do negocjacji, ustalając warunki. Dowodzi to, że dobro wspólne jakim w tym wypadku był stan gospodarki i finansów jest dla nich tłem. Tłumaczenia, że pochylali się z troską o los naszego kraju brzmią równie wiarygodnie jak to, że Platforma Obywatelska podnosi nam podatki by „żyło się lepiej”.

Fot. na lic. CC2.0/aut. MSW/flickr.com