Gospodarka
MEMORANDUM
06.05.2014

EXECUTIVE SUMMARY
Polska jak mało, który kraj w regionie skorzystała na napływie zagranicznych inwestycji. Dziś trudno sobie wyobrazić  polską bankowość, handel spożywczy, logistykę, bez zagranicznego kapitału. Obcy kapitał jest kluczowy dla modernizacji przemysłu, stabilizacji rynku pracy w czasie kiedy padają spółki państwowe i ograniczane jest zatrudnienie w sektorze publicznym, pozwala na odbudowę akcji kredytowej i ograniczanie deficytu finansów publicznych.

Nie ma dziś  liczącego się ekonomisty, który podważałby ogromny wpływ zagranicznego kapitału na rozwój Polski. Z drugiej strony, po 25 latach imponującego wzrostu gospodarczego, nie brakuje  głosów zaniepokojenia strukturą polskiego przemysłu. Mało innowacyjnego, niekonkurencyjnego i w dużej mierze  prostej, odtwórczej produkcji z przewagą budowaną wciąż na taniej sile roboczej.  

PRZESŁANKI NA PRZYSZŁOŚĆ
Czy możliwe jest przestawienie Polski z gospodarki odtwórczej na gospodarkę  kreatywną? Samym zaklinaniem i odmienianiem przez przypadki słowa innowacja, Polska nie stanie się innowacyjna . Na profil  przemysłowy państwa wpływa całe mnóstwo czynników, od edukacji, przez historyczne uwarunkowania,  rolę państwa po inwestycje zagraniczne.  Polska czeka na kolejny potężny zastrzyk pieniędzy unijnych. Niezależnie od związanych z tym obaw o psucie rynku darmowym pieniądzem, warto zastanowić się nad ich wykorzystaniem. Wielki skok modernizacyjny o którym mówi dziś rząd, może powtórzyć błędu poprzedniego boomu boomu budowy dróg, w efekcie którego niemal wszystkie polskie firmy zbankrutowały. Rynek przejęły zagraniczne koncerny w polskich rękach zostawiając proste prace na placach budowy. Wymaga to jednak rozsądnego podejścia do zarządzania tymi funduszami, mądrego formułowania przetargów i dalekowzrocznego myślenia o polskim rynku. Uczmy się od najlepszych.

MIĘDZYNARODOWE DOŚWIADCZENIA
Stany Zjednoczone , czempion wolnorynkowej retoryki, jak wiele innych najpotężniejszych gospodarek świata, stosują cały szereg restrykcji względem zagraniczne inwestorów. Wybitny brytyjski ekonomista Ha-Joon Chang  w głośnej ostatnio książce – „Mity Wolnego Handlu i Tajna historia Kapitalizmu” dowodzi tezy, że większość dzisiejszych potęg gospodarczych zawdzięcza swoją obecną pozycję całej restryktywnej i planowej politycy inwestycyjnej.  Chang przeprowadził dogłębną analizę rynku azjatyckiego. Porównując Azjatyckie tygrysy do państw, które zostały z jakichś względów z tyłu za Koreą czy Japonią. Okazuje się, że najwyżej rozwinięte państwa Azji  przez wiele lat były jednymi z najbardziej restrykcyjnych obszarów inwestycyjnych. Japonia, Korea, Taiwan  jeszcze do niedawna wpuszczały na swój rynek niemal  jedynie kapitał, który pozwalał im na przechwytywanie technologii, budowę  przewagi konkurencyjnej w wybranych przez siebie branżach.

Przestroga Wietnamu
 Po drugiej stronie azjatyckiego rynku mamy takie kraje jak Wietnam i przez wiele lat Indie, które bez większych  ograniczeń wpuszczały każdy obcy kapitał inwestycyjny. Wietnam jest klasycznym przypadkiem, który dzięki polityce otwartości, w krótkim czasie dokonał ogromnych postępów. Szybko podniósł poziom życia i ograniczył ubóstwo. Rósł, rósł i stanął w miejscu. Ekonomiści zwracają uwagę, że Wietnam nie  wypracował sobie wyraźnej  przewagi konkurencyjnej, poza niską ceną pracy. Inwestycje  lokowane były wyłącznie w największych ośrodkach miejskich, burząc strukturę demograficzną państwa i zwiększając dysproporcje między regionami. W miarę jak ceny siły roboczej zaczęły rosnąć, szybko ubywało też zagranicznych inwestycji.  W 1999 zagraniczne koncerny zostawiły w Wietnamie  179 mld w 10 lat później było to już  zaledwie 143 mld i dziś stopa inwestycyjna spada, podczas gdy w Korei, w miarę usuwania niektórych restrykcji handlowych i otwierania rynku, inwestycje w czasie rosną a nie maleją.  

Przestroga Nigerii
Nie doszukując się nawet zbyt wielu paraleli między Polską a innymi państwami, należy z większą ostrożnością patrzeć na politykę pełnej otwartości. Nie, żeby wolny rynek sam w sobie stanowił zagrożenie, ale wolny rynek w powiązaniu z ograniczenia mi w innych państwach może spowodować, napływ „kapitału oportunistycznego „ – jak go nazwało dwóch innych  amerykańskich ekonomistów badających  inwestycje zagraniczne w Afryce. Michael Paul Todaro i Stephen Smith, autorzy książki  „Ekonomia Rozwoju” . Opisali fenomen ekspansji gospodarczej  w oparciu o  napływ  inwestycji ucieczkowych. Chodzi o ucieczkę od np. sztywnych regulacji środowiskowych i ograniczeń własnościowych w innych krajach w regionie.

W Nigerii łatwy dostęp do ziemi ściągnął wielkie międzynarodowe  tuczarnie  obchodzące wyśrubowane normy ekologiczne w innych państwach. Znacząca część inwestycji to farmy eksperymentujące z najróżniejszymi odmianami hodowli i upraw modyfikowanych. Nie tylko tworzą  zagrożenie środowiskowe, ale również ograniczają  rozwój  lokalnego rolnictwa.

Kolejny, „szkodliwe”  inwestycje – to inwestycje pasywne. Kraje nie stawiające większych ograniczeń inwestorom, przyciągają sporo kapitału nastawionego na prostą produkcję, czy eksploatację surowców. Zjawisko doskonale zostało opisane na przykładzie Nigerii, ale z podobnym fenomenem mamy do czynienia w Wietnamie w Meksyku czy na Węgrzech i nawet w Rosji.

40 lat aktywności inwestycyjnych w Nigerii, podobnie jak w Meksyku, zamiast do wyraźnego wzrostu dobrobytu, doprowadziło do zwiększonego rozwarstwienia. Gdzie obok wąskiej ale silnej, klasy multi-milionerów, mamy duże obszary ubóstwa i  embrionalną klasę średnią.  

Przypadek węgierski
Węgry w 2010 roku, spośród wszystkich państw dawnego obozu  radzieckiego, były państwem  z największym udziałem kapitału zagranicznego. Węgrzy stawali się społeczeństwem „wyrobników”. Właścicielami były niemieckie, brytyjskie, austriackie koncerny.

Brak własnej klasy średniej i węgierskiego kapitału pociągał za sobą szereg konsekwencji, włącznie z zapaścią szkolnictwa, słabymi nakładami w rozwój infrastruktury. Zgadzając się z krytykami Orbana co do  metod  jakimi usiłuje obecnie przywrócić Węgrom  równowagę kapitałową, trzeba zadać sobie pytanie, czy nie należało myśleć o tym wcześniej, decydując się na taki a nie inny model inwestycji zagranicznych.  

Na efekty reform Orbana przyjdzie nam jeszcze poczekać, ale już dziś warto zwrócić uwagę, że Grecja w 2008 była na podobnym, jak nie wyższym poziomie rozwoju od Węgier. Oba kraje zostały boleśnie poturbowane  kryzysem. Oba wciąż znajdują się w kryzysie, z tą różnicą, że Węgry bez pozbyły się zobowiązań względem MFW, deficyt budżetowy   mają poniżej 3 proc. i są niezależne gospodarczo,  z rosnącą a nie zwijająca się, jak w przypadku Grecji, klasą średnią.  Nie mniej Węgry płacą dziś  ogromną cenę polityczną  za wymuszanie zmian i proporcji  rodzimego do zagranicznego kapitału.

Ci którzy inwestorom powiedzieli hola, hola
Na przeciwnym biegunie znajdziemy takie kraje jak Korea czy Japonia, gdzie  od samego początku inwestorzy musieli się liczyć z poważnymi ograniczeniami. Podobnie jak Stany Zjednoczone w XIXw. azjatyckie tygrysy wybiórczo traktowały zagraniczny kapitał.  Pod koniec lat 70 tych Korea Południowa  pod względem PKB na głowę mieszkańca,  była na poziomie Meksyku. W połowie lat 80 tych, na długo przed  stworzeniem NAFTY  50 proc. nowych inwestycji w Meksyku pochodziła z za granicy. W Korei zaledwie 5 proc. Korea dopuszczała wyłącznie inwestorów  oferujących innowacyjne rozwiązania w branży elektronicznej. Dziś  Meksyk wciąż jest ogromnym, poligonem inwestycyjnym, z kapitałem nastawionym na tanią siłę roboczą, bez własnego know-how i możliwości budowy alternatywnego rynku pracy dla przemysłu narkotykowego.

Korea jest niekwestionowanym liderem przemysłu komputerowo-elektronicznego. I choć dziś znacząco ograniczyła liczbę barier handlowych , to wciąż chroni swój rynek  stoczniowy, energetyczny czy medialny.

Przypadek Ameryki
W stanach Zjednoczonych obcokrajowcy do dziś nie mają prawa posiadania gazet, stacji radiowych czy telewizji. W  XIX w. Ameryka była jednym z najbardziej restryktywnych rynków i wiele z tych ograniczeń wciąż jest w mocy.
Obowiązujący do dziś w USA  zakaz inwestycji w wydobycie, czy posiadanie zasobów energetycznych przez zagraniczne firmy stał się  jedną z ości niezgody w negocjacjach nad Atlantycką strefą wolnohandlową.  Jeżeli chodzi o energię atomową, to tu obostrzenia są jeszcze bardziej drastyczne. Zagraniczne firmy, nie tylko, że nie mogą  zarządzać elektrowniami, ale nie mogą tez  uczestniczyć w budowie, ba nie mogą być nawet mniejszościowym udziałowcem.  

Specjalny akt z 1976 daje amerykańskiemu prezydentowi prawa, o których węgierski rząd, nie mógłby nawet śnić. Włącznie z prawem do informacji o wszystkich obcokrajowcach  inwestujących w Ameryce, charakterze ich działań, i korzyściach z prowadzonej działalności. Obcokrajowcy wykluczani są ze wszystkich przetargów na inwestycje w obiekty czy infrastrukturę  finansową z pieniędzy podatników.  Nie mogą posiadać  samolotów, statków powyżej 5 ton wyporności, nie mogą być operatorem na wewnętrznych liniach powietrznych, czy wodnych

Kraje takie jak Francja, Wielka Brytania dopiero w latach 70 tych zaczęły otwierać się na dopływ obcego kapitału. Wielka Brytania w przypadku przemysłu samochodowego, do dziś wyznacza  procent w jakim  koreańskie czy japońskie koncerny  mogą wykorzystywać rodzimą technologię, a w jakim muszą czerpać z wiedzy  brytyjskich uczonych.  Toyota musiała co najmniej 40 proc. najbardziej skomplikowanej technologii tworzyć w Wielkiej Brytanii. W latach 80 tych, Ford  żeby móc produkować samochody w Wielkiej Brytanii, musiał ograniczyć w swoich modelach  ilość  amerykańskiej technologii do 61 proc..

Irlandia i Finlandia
Patrząc na polski rynek firm budowlanych, dopatrzymy się wiele  podobieństw z krajami  pozbawionymi polityki zarządzania inwestycjami zagranicznymi. Po 25 latach transformacji mamy jedną polską firmę w stanie rozkładu i drugą z poważnymi  kłopotami finansowymi,  reszta albo zbankrutowała, albo przeszła w obce ręce.

Irlandia czy Finlandia, dwa kraje często wskazywane jako wzór szybkiego rozwoju i przyjaznego podejścia  do inwestorów, w rzeczywistości zaczynały swój rozwój od  palisady ochronnej przed zagranicznym kapitałem.  Irlandia, czasem nazywana  celtyckim tygrysem, faktycznie w latach 60 tych postanowiła nastawić się na  ściąganie zagranicznych inwestycji. Obniżono skalę podatkową , firmy zwalniane były z  podatku od zysków kapitałowych. Każdy inwestor zagraniczny musiał  jednak wykazać że firma  dysponuje najlepszą technologią w swojej branży (farmaceutyka i nowe technologie miały pierwszeństwo), że  przekazuje  irlandzkim oddziałom najlepsze rozwiązania technologiczne. Co więcej, rząd wskazywał wybrane regiony kraju, jako  preferowane lokalizacje. I te otrzymywały szybkie zezwolenia. W rezultacie kraj mógł rozwijać się równomiernie.

Do końca lat 80 tych Finlandia była jednym z najbardziej restrykcyjnych gospodarek w Europie . W 1980 firmy posiadające tu więcej niż 20 proc. obcego kapitału, były oficjalnie uznawane za  „groźne przedsiębiorstwa”. Inaczej traktowane były w przetargach, nie mogły liczyć na rządowe finansowanie. W 1987, po silnych naciskach ze strony rządów europejskich,  ograniczenia podniesiono do 40 proc.  W 1990 roku, kiedy Polska była już mekką inwestycyjną, a hotel Marriott hubem dla poszukiwaczy łatwych przejęć, każdą inwestycje firm z kapitałem zagranicznym powyżej 50 proc . musiał akceptować minister Handlu. Finlandia jest dziś jednym z najbogatszych państw na świecie. Z  w pełni otwartym rynkiem i w awangardzie nawołujących do strefy wolnego handlu z Ameryką.

Warszawa 2014,  Warsaw Enterprise Institute
 

Fot. na lic. CC3.0/aut.  Lukas Varhol/Wikipedia