Gospodarka
Morąg – Warszawa inna sprawa
20.05.2014

Inny dodał: „ Jeżeli tak wygląda cała budżetówka, to ja nie wiem, jak my mamy to wszystko utrzymać”. A jeszcze inny zauważył: „Napiszcie lepiej, ile płacą bibliotekarzom, to się okaże, jakie to jest glamour”.

Nie trzeba pisać, wiadomo, że płacą tak sobie. Mediana wynosi niespełna 2400 zł brutto (dane Sedlak@Sedlak). Gdyby w bibliotece w Morągu była jedna, a nie dwie księgowe i nie było trzech kierowników z jednym pracownikiem każdy, a także jeden mniej „pracownik obsługi”, ale za to dwie pozostałe panie z obsługi zajęłyby się także administracją, to zapewne udałoby się z zaoszczędzonych środków podwyższyć płace pozostałym powiedzmy 15, może 20 procent. W bardziej drastycznym wariancie – o 50 procent. Ale żadnych cudów nie należałoby się spodziewać, nawet gdyby przyszedł gajowy z siekierą.

Choć to banalne, to trzeba powtarzać, że płace w budżetówce zależą od rozwoju gospodarczego, od tego co wypracują przedsiębiorcy i ich pracownicy. Trzeba powtarzać, bo zdjęcia sympatycznych pań z Morąga obejrzałem tego samego dnia, kiedy na stronie Gazety Wyborczej znalazł się wywiad z ministrem pracy, Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem.

Jego recepty na rozwój to dalsze podwyższenie płacy minimalnej, dopłaty do zatrudnienia, kwotowa waloryzacja emerytur (co ostatecznie przekonuje, że głupotą jest liczenie na obietnice rządu w sprawie waloryzacji kont w ZUS), ozusowanie umów cywilno-prawnych itd. Całość to klasyka etatystycznego złodziejstwa podatkowego, czemu zresztą trudno się dziwić.

Kosiniak-Kamysz brał aktywny udział w napadzie na nasze oszczędności emerytalne, pań z Morąga też. Ale w tym zestawieniu ambitnego fotografa i bibliotekarek z Morąga z warszawskim wypomadowanym 33-letnim ministrem jest jeszcze coś więcej. Otóż p. Kosiniak-Kamysz opowiada w wywiadzie (który tylko omyłkowo nie był oznakowany na gazeta.pl jako ogłoszenie wyborcze) dużo o nierównościach, jak są złe, szkodliwe, jak trzeba je zmieniać, jak pomagać przedsiębiorcom, tworzyć miejsca pracy. Opowiada o tym czego to on i rząd w tej sprawie nie robi, tak jakby rozdawał pieniądze z własnej kieszeni, a nie z podatków pań z Morąga i przedsiębiorców.

A na końcu dodajmy jeszcze i to, że pan Kosiniak-Kamysz jest numerem 1 na liście PSL do europarlamentu na Podkarpaciu i gdyby się do niego dostał, zarabiałby netto ok. 40 razy więcej od pani bibliotekarki, nie płacąc zresztą w Polsce żadnego podatku. Ale się nie dostanie.

Piotr Aleksandrowicz

Fot. na lic. CC 2.0/aut. Lukas Plewnia/polen-heute.de/flickr.com