Gospodarka
Najwyższy czas na reformę szkolnictwa! – rekomendacje WEI
17.09.2020

Polskie szkoły wymagają reformy. Oczywiste, prawda? A jednak w kwestii reformy edukacji polska klasa polityczna ma pamięć złotej rybki: mówi się o niej od kryzysu do kryzysu i na słowach się kończy. Znów mamy kryzys – i to na samym początku roku szkolnego! Media alarmują, że w wyniku pandemii z pracy w oświacie zrezygnowało nawet dodatkowe 10 tys. nauczycieli, a kolejek chętnych zająć ich miejsce nie widać.

 

Pandemia pokazała w pełnej krasie to, jak bardzo polskie szkolnictwo jest niedostosowane do wymogów rzeczywistości. Najpierw – w trakcie lockdownu – zupełnie nieprzygotowani pod względem kompetencji cyfrowych nauczyciele zostali zmuszeni do prowadzenia z uczniami lekcji online, a teraz – po rozpoczęciu nowego roku – kazano im, improwizując pseudo-reżim sanitarny, wierzyć że powrót do szkół jest bezpieczny i nic im nie grozi. Owo pomiatanie pedagogami odbywa się w zgodzie z, niestety, tradycyjnie polskim złorzeczeniem „obyś cudze dzieci uczył”, a więc towarzyszą mu symbolicznie zaledwie podwyżki wynagrodzeń. Nauczyciel stażysta, najniższy rangą, zarabia dzisiaj 2166 zł podstawowego wynagrodzenia na rękę, a nauczyciel dyplomowany, najwyższy rangą 2940 zł. Te kwoty rosną, gdy doliczyć do nich dodatki (do 2690 zł w przypadku stażysty i 4750 zł w przypadku nauczyciela dyplomowanego), jednak należy pamiętać, że dodatki nie biorą się z powietrza, a z przepracowania dodatkowych godzin, albo z objęcia wychowawstwa.

Celem istnienia systemu szkolnictwa nie są jednak nauczyciele, a uczniowie. Nie możemy liczyć, że w takich warunkach otrzymają oni edukację na poziomie dostosowanym do wymogów XXI w. Dzisiaj tylko szczególnie zdeterminowani nauczyciele z wewnętrznym poczuciem misji dostarczają wysoką jakość kształcenia. Brakuje bodźców. Niestety, reformy, czy też „reformy” edukacji, które dotąd w Polsce miały miejsce, tego nie zmieniły. Od samego mieszania herbata nie robi się słodsza. Trzeba dodać cukru. Czyli? Nie chodzi o kolejne symboliczne podwyżki, zmiany liczby klas i nazewnictwa szkół, czy zabawy podstawą programową. Trzeba zmienić sposób zarządzania i kontroli jednostek oświatowych, przekształcając je w spółki non profit. Tylko w ten sposób – umożliwiając zdecentralizowaną, oddolną kontrolę nad jakością nauczania – można sprawić, by uczniowie wynosili ze szkoły coś więcej niż stres zmieszany z poczuciem znudzenia i straty czasu.

Warszaw Enterprise Instytutem już w 2018 r. proponował to już w raporcie Szkoła dla życia. Kto zapłaci za nasze emerytury?”, który powstał pod kierownictwem prof. Krzysztofa Konarzewskiego.

Padły w nim następujące rekomendacje:

  1. Szkołami nie powinny dłużej zarządzać jednostki samorządu terytorialnego, lecz spółki not for profitmające własny budżet i radę nadzorczą. Spółkę prowadzącą szkołę powinna obowiązkowo wybierać jednostka samorządu terytorialnego w drodze zamówienia publicznego. Po rozstrzygnięciu przetargu samorząd zawierałby ze spółką umowę na prowadzenie placówki.
  2. Gruntowną zmianę w systemie finansowania. Na budżet szkoły powinny się składać: subwencja wypłacana przez jednostkę samorządu terytorialnego, dotacje i darowizny z innych źródeł oraz dochody z własnej działalności. Samorząd pozostawałby właścicielem nieruchomości oświatowych i miałby obowiązek utrzymywać je w należytym stanie.
  3. Powołanie Rady Programowej przy Ministrze Edukacji Narodowej, do której zadań należałoby tworzenie projektów zmian podstawy programowej kształcenia, analizowanie wyników pomiaru osiągnięć szkolnych oraz rekomendowanie podręczników zasługujących na dopuszczenie do użytku szkolnego.
  4. Powołanie, wzorem Anglii, Walii i Irlandii Północnej, szkolnej rady nadzorczej z udziałem przedstawicieli nauczycieli, rodziców, lokalnych przedsiębiorców, organizacji pozarządowych, fundacji, uczelni, która bada efekty nauczania, wysuwa nowe cele i kieruje zmianami, po to, by zbliżyć szkołę do oczekiwań lokalnej społeczności.
  5. Polska szkoła powinna nauczać i wymagać o wiele więcej przydatnych umiejętności praktycznych, przy jednoczesnej rezygnacji z nadmiaru treści. Kluczowe jest także powszechne korzystanie z technologii informacyjnej w nauczaniu i uczeniu się poszczególnych przedmiotów.
  6. Zerwanie z przestarzałymi i nieefektywnymi metodami pracy na lekcjach, wykorzystanie metod aktywizujących inteligencję ucznia.

Słabości polskiego systemu edukacji publicznej nie są wyimaginowane, ani wyolbrzymione. Świadczy o tym prosty fakt: z roku na rok przybywa dzieci kształcących się w placówkach niepublicznych. W latach 2014-2018 ich liczba wzrosła o 30 proc. Liczba owych placówek zaś wzrosła o 17 proc. Rodzice liczą, że dziecko, ucząc się w szkole niepublicznej, będzie lepiej wyedukowane i faktycznie coś takiego ma miejsce: przeciętne wyniki uczniów szkół niepublicznych w egzaminach ośmioklasisty są lepsze niż uczniów szkół publicznych. Problem jest taki, że nie każdego rodzica stać na opłacenie czesnego w szkole prywatnej. W świecie, w którym to edukacja decyduje o dobrobycie społeczeństw, Polska nie może pozwolić sobie na to, by marnować talenty swoich obywateli. Propozycje sformułowane przez WEI pozwolą wydobyć i rozwinąć te talenty wśród wszystkich młodych Polaków.

Pełny raport dostępny jest tutaj.