Państwo i Prawo
Niebezpieczne zmiany w systemie oświaty
02.02.2015

Obecnie w Senacie jest procedowany kolejny projekt zmian w Ustawie o systemie oświaty z 7 września 1991 r. Tym razem przyczyną inicjatywy ustawodawczej było zobowiązanie przez Trybunał Konstytucyjny strony rządowej do wykonania jego wyroku z 24 września 2013 r. W orzeczeniu stwierdzono niekonstytucyjność jednego z artykułów (22 ust. 2 pkt 4) ustawy, przyznającego delegację ustawową dla Ministra Edukacji Narodowej, by ten w drodze rozporządzenia ustalił ”warunki i sposoby oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów oraz przeprowadzania sprawdzianów i egzaminów”. Źródło problemu stanowił fakt, iż kwestia ta była regulowana właśnie przez rozporządzenie, czyli akt stosunkowo łatwy do zmiany. Jak stwierdził autor wniosku, Rzecznik Praw Obywatelskich, rodzice i uczniowie skarżyli się na “częste i radykalne zmiany w systemie”, których konsekwencją była “nieporównywalność osiągnięć uczniów zdobywających wykształcenie w różnych rocznikach”. Ponadto, wnioskodawca stwierdził, że wspomniany artykuł nie ustanowił wystarczających wytycznych co do treści aktu wykonawczego, czym przyznał zbyt dużą swobodę organowi mającemu wydać rozporządzenie. Tym samym, przedmiotowy przepis uznany został za niezgodny z art. 92 ust. 1 Konstytucji RP. Na marginesie warto dodać, że wcześniej był on na celowniku Trybunału już dwukrotnie (w 2007 i 2009 r.), jednak w obu przypadkach postępowanie umarzano.

Przy okazji spełniania przez rząd nałożonego na niego obowiązku, w projekcie znalazły się także inne poprawki, niezwiązane z przedmiotem wyroku Trybunału. Część z nich wzbudziła poważne kontrowersje wśród polityków samorządowych oraz niektórych organizacji społecznych. Sprawą zainteresowali się m.in. prawnicy z Instytutu Ordo Iuris, którzy opisali problem w swojej analizie i nadal go monitorują.

 Część szkodliwych przepisów została usunięta w toku procesu legislacyjnego. Przykład, bez wgłębiania się w szczegóły, mogą stanowić przepisy, które pozwalały na odwoływanie bez wypowiedzenia dyrektorów, którzy nie spełniliby wymagań dość swobodnie ustalanych przez Ministra (art. 34 ust. 2 i 2a projektu ministerialnego). Mimo odejścia od najbardziej niebezpiecznych propozycji, kontrowersje pozostały. W projekcie nadal zawarte są regulacje zwiększające wpływ organów sprawujących nadzór pedagogiczny na dyrektorów. Po pierwsze, przedstawiciele kuratora oświaty, a więc osoby zatrudnionej w administracji rządowej, mają prawo wstępu na zajęcia w charakterze obserwatora bez uprzedniego zawiadomienia. Po drugie, zwiększone zostają ich uprawnienia dotyczące zaleceń co do funkcjonowania szkoły. Co więcej, z projektu nie usunięto przepisu delegującego Ministra do ustalenia rozporządzeniem wymagań dla szkół i placówek, których niespełnienie spowoduje w określonych przypadkach usunięcie dyrektora ze stanowiska. Pozornie nie ma niczego niewłaściwego w powyższych zmianach – kto nie chciałby podnieść jakości nauczania i pracy kierownictwa szkół albo umożliwić szybką, legislacyjną reakcję na okoliczności zewnętrzne? Jednak by spostrzec problem, należy spojrzeć na sprawę szerzej.

Omawiane propozycje zmian nasuwają dwie obserwacje: wyposażają one Ministra i będące częścią administracji rządowej kuratoria oświaty w kolejne uprawnienia wobec szkół, co automatycznie równa się zmniejszeniu wpływu samorządu na placówki oświatowe. W rzeczywistości będzie to krok w kierunku centralizacji i upolitycznienia oświaty

 Centralizacja stoi wprost w sprzeczności z obecną w polskim prawie zasadą pomocniczości: „tyle państwa na ile to konieczne, tyle społeczeństwa, ile to możliwe”. Lokalna społeczność, reprezentowana przez władze samorządowe, woli decydować sama o tym, jak zaspokajane są jej potrzeby – zadania z tym związane traktuje się wtedy jako tzw. zadania własne danej jednostki samorządu. Tę regułę dostrzeżono i wpisano do Konstytucji (art. 166) oraz potwierdzono w tzw. ustawach samorządowych. Stąd też, to jednostki samorządu terytorialnego (gmina, powiat, województwo) stały się głównymi organami prowadzącymi szkoły. Drugi zarzut, czyli upolitycznienie pojawia się ze względu na charakter zmian – są one nastawione na zwiększenie nacisku władzy państwowej, sprawowanej przez konkretną ekipę polityczną, na dyrektorów szkół, by ci, w razie potrzeby, byli posłuszni odgórnym poleceniom. Przy tej okazji ucierpi również prawo rodziców do wychowania swoich dzieci zgodnie z własnym światopoglądem. O ile ich wpływ na lokalne władze może być wymierny, o tyle ich zwycięstwo w walce z centralną administracją to rzecz o wiele mniej prawdopodobna. 
 Oprócz omówionych powyżej obaw co do losu systemu oświaty, krytycy podnoszą, że delegacja, na podstawie której ma być wydane rozporządzenie o wymaganiach dla szkół i placówek, może być niekonstytucyjna. Fundamentalna dla polskiego prawa zasada demokratycznego państwa prawa oraz regulacja dotycząca wydawania rozporządzeń stawiają prawodawcom konkretne wymagania w zakresie formułowania treści aktów prawnych. Ich sedno stanowi precyzja – w razie jej braku, delegacja może spotkać się z zarzutem m.in. braku rzetelności legislacyjnej. Przypomnijmy – paradoks stanowi to, że u początku kontrowersyjnych zmian leży wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który zakwestionował przepis, stosując takie same argumenty, jakie podnosi się obecnie przeciw nieszczęsnej delegacji. Dodatkowo, groźba częstych zmian w rozporządzeniu może destabilizować polską edukację, narażając uczniów na wymierne straty.
 

W czasach powolnego, ale konsekwentnego powiększania obszarów życia społecznego regulowanych, kontrolowanych przez państwo, każdy, nawet mały, krok w tym kierunku budzi niepokój. Historia pokazuje, że każdy totalitaryzm dąży do całkowitego podporządkowania sobie młodego pokolenia – przyszłych obywateli. Edukacja jest szczególnie newralgiczną działką, ponieważ na tym polu władza państwowa ściera się z autonomią rodziny, prawami rodziców i dziecka.  Omówiona pokrótce rządowa propozycja nowelizacji ustawy o systemie oświaty wzbudza zbyt wiele kontrowersji, by dopuścić do jego uchwalenia. Niebawem projekt ma trafić na posiedzenie Senatu. Można tylko życzyć wszystkim Polakom – w szczególności rodzicom i dzieciom – że niepotrzebne zmiany zostaną usunięte, a kolejny krok w stronę panowania wszechwładnego Lewiatana nie zostanie postawiony.

Kacper Chołody