Basen Morza Bałtyckiego
O konieczności racjonalnego zaangażowania się w Region Morza Bałtyckiego
04.05.2014

Do tego obszaru tradycyjnie zalicza się państwa posiadające dostęp do wybrzeża Bałtyku. Geopolitycznie jednak region ten często bywa definiowany również szerzej i wykracza poza basen wód znajdujących się między Półwyspem Skandynawskim, Cieśninami Duńskimi oraz północnymi rubieżami historycznej słowiańszczyzny i plemion bałtyckich. Region związany jest bardzo silnymi relacjami z Morzem Północnym i obszarem arktycznym. Dlatego też uznawany jest funkcjonalnie za jądro Europy Północnej, czego potwierdzeniem bywa nazywanie Morza Bałtyckiego w literaturze przedmiotu „Morzem Śródziemnym Europy Północnej”.

Fernand Braudel definiuje dzieje tego regionu jako „historię kooperacji i konfliktu”. II połowa XX wieku to okres, w którym Morze Bałtyckie stało się frontową areną zimnej wojny, była tylko jedną z odsłon tego procesu, lecz to właśnie jej negatywne skutki widoczne są do dziś. Niewiele wówczas podejmowano starań w celu wykorzystania regionu jako pola współpracy wszystkich państw i narodów zamieszkujących tę część naszego kontynentu. Po dziesięcioleciach izolacji wciąż niestety nie udaje się odbudować wielu dawniejszych więzi gospodarczych.

Dwudziestolecie tzw. przerwy strategicznej (ang strategic timeout) okresu pozimnowojennego zaowocowało tym, że wokół Bałtyku zdążyła rozszerzyć się Unia Europejska. Region pozostawał zaś jakby na uboczu głównych kierunków zainteresowania  geopolityki i polityk realizowanych przez samą Unię. Ten okres ma się jednak ku końcowi. Region Morza Bałtyckiego wrócił do głównego nurtu polityki światowej z dwóch powodów. Rosja rozpoczęła intensywne testowanie determinacji obronnej poszczególnych państw regionu, co świadczy o jej planach odzyskania utraconych tu wpływów. A ponadto – co ważniejsze – nowe technologie poszukiwawcze i wydobywcze oraz łaskawa dla pozyskiwania bogactw naturalnych fluktuacja klimatu czynią z Europy Północnej i graniczącej z nią Arktyki atrakcyjne miejsce dla aktywnej polityki surowcowej.

O wadze Regionu Morza Bałtyckiego nie decyduje jedynie geopolityka, lecz również gospodarka. Region zaliczany jest do najbardziej dynamicznych, stabilnych i odpornych na globalne zawirowania ekonomiczne. Pamiętać należy że ulokowane są tu czołowe pod względem innowacyjności gospodarki, że aktualnie około 15 proc. światowego transportu oraz 15 proc. światowej produkcji i usług koncentruje się właśnie tutaj, choć żyje tu zaledwie 150 mln ludzi. Region ten boryka się jednak również z problemami, które wynikają z wielu przyczyn. Jedną z najważniejszych jest tu nierównomierny poziom rozwoju poszczególnych państw, a właściwie przepaść pomiędzy Skandynawią a państwami post-komunistycznymi. W obecnej dobie kryzysu dotykającego niemal całą Unię Europejską i inne obszary globu, Region Morza Bałtyckiego pozostaje jednak oazą względnego bezpieczeństwa gospodarczego, społecznego i politycznego.

Istnieje szereg powodów, dla których warto monitorować procesy tu zachodzące. Argumenty za głębszym zainteresowaniem polityką i gospodarką poszczególnych państw tego obszaru są wyjątkowo czytelne. I nie pojawiły się dzisiaj. Dlatego zastanawiająca jest polityka, jaką od lat prowadzi wobec tego obszaru Polska. Bałtyk znajduje się oczywiście w agendzie wielu przedsiębiorstw i instytucji. Znajduje się dla niego miejsce w szeregu ogólnopolskich i resortowych strategii. Ale w kraju „tysiąca strategii” są to dokumenty bez „dalszego ciągu”, bez oddziaływania na codzienną praktykę rządzenia politycznego czy gospodarczego. Zainteresowanie jakie przejawiają decydenci Rzeczpospolitej wobec Regionu Morza Bałtyckiego można skwitować jednym przymiotnikiem: Jest to zainteresowanie rytualne! A forma obecności Polski w tym regionie jest głównie geograficzna.

Nasza obecność militarna i zdolności wojskowe ograniczają się do patrolowania wód granicznych i przydzielonej przez NATO przestrzeni powietrznej. Własny transport morski mamy w zaniku, a większość linii promowych do i z naszych portów obsługują skandynawscy potentaci. Poziom polskich inwestycji w państwach bałtyckich jest nikły nawet w branży IT, którą mamy stosunkowo silną i efektywną za granicą. Tzw. Partnerstwo Wschodnie UE, którego Polska jest promotorem, a dla którego pozyskujemy jedynie Szwecję i „pribałtykę” (niekiedy), na razie zalicza porażkę za porażką. Nawet w ochronie środowiska zbieramy głównie cięgi od Komisji Helsińskiej (HELKOM) za trwałe opóźnienia i fatalne wyniki zrzutów substancji niebezpiecznych do wód Bałtyku! Pytanie: Czy możemy sobie pozwolić na taką litanię zaniedbań? Możemy, ale wtedy de facto będziemy dalej „wielkim nieobecnym” Regionu Morza Bałtyckiego. A zatem: nie możemy.

Powstanie platformy BALTIC DESK w ramach tego serwisu nie jest, rzecz jasna, antidotum na braki w zaangażowaniu Polski w Regionie Morza Bałtyckiego. Ale jest to przedsięwzięcie rozpoczynające długofalowy – w naszym zamyśle – program Warsaw Enterprise Institute poświęcony problematyce bałtyckiej. Zapraszamy do merytorycznej debaty, której odsłony znajdą odzwierciedlenie na BALTIC DESK. Chcemy spowodować wzrost zainteresowania i zrozumienia, że procesy zachodzące w tym Regionie mają dla nas znaczenie strategiczne. Chcemy, aby czynniki państwowe i decydenci zracjonalizowali swoje podejście do zagadnienia. Chcemy wreszcie faktycznego, samodzielnego i twórczego zaangażowania Polski w tym Regionie, ponieważ – mamy nadzieję – będzie to profitowało politycznie i gospodarczo.

Fot. na lic CC 3.0/aut. argonowski/Wikipedia