Bezpieczeństwo
O sytuacji w Kompanii Węglowej i rządowym programie naprawczym
19.01.2015

Kompania Węglowa S.A to największa górnicza spółka w Europie, w której skład obecnie wchodzi 14 kopalń, zatrudniających wraz z jednostkami pomocniczymi ok. 47 tyś. osób, a której roczna zdolność wydobywcza to ok. 31 mln ton. Mimo, wydawałoby się znaczącej pozycji na rynku KW nie radzi sobie ostatnio najlepiej. Już pod koniec sierpnia 2013 r. pojawiła się informacja, że spółka do tego momentu zanotowała 340 mln zł strat, a jak wynika ze sprawozdania finansowego, w roku 2013 całkowita strata netto wyniosła prawie 700 mln zł. Na początku 2014 r. Kompania ratowała się przed bankructwem sprzedając jedną kopalnię Jastrzębskiej Spółce Węglowej.

Trudno jednak się dziwić  takiej sytuacji, jak spojrzymy na wyniki finansowe kopalń. Możemy z nich wyczytać, że w pierwszym półroczu 2014 r. tylko 3 (sic!) z 14 kopalni przynosiły zyski. KWK Marcel zarabiał 74,07 zł na każdej tonie węgla, Piast 15,97 zł, a Ziemowit 9,62 zł. Reszta, podobnie jak i cała spółka, była pod kreską. Może się to wszystko wydawać dziwne biorąc pod uwagę faktu, że rok 2012 spółka zamknęła z zyskiem rzędu 170 mln zł. Na tę sytuację składa się jednak kilka czynników.

Przyczyny kryzysu

Pierwszym są spadające przychody ze sprzedaży węgla, co wynika ze spadających cen tego surowca na rynku.  W styczniu 2012 r. ceny węgla według wskaźnika CIF ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia) rozpoczynały się od 100 USD za tonę, by w ciągu roku systematycznie spadać do około 90 USD za tonę i trend ten był kontynuowany w 2013 r. by na koniec tego roku cena wynosiła około 80 USD/t. Rok 2014 lepszy pod tym względem dla branży nie był i 26 grudnia ARA Index wskazywał niewiele ponad 67 USD za tonę. 

Swoje wyliczenia przedstawili także rządowi eksperci, pokazując jak maleją przychody ze sprzedaży węgla w państwowej części sektora. Jak wskazują w swoim opracowaniu w 2012 przychody ze sprzedaży wynosiły jeszcze 340 PLN/t,  w 2013 r. 295 zł PLN/t,  a w 2014 r. już 279 PLN/t. Często przywoływany argument środowisk związkowych, jakoby należy dopłacić do ratowania kopalń, bo ceny ponownie poszybują w górę wydaje się nietrafiony. Prawdopodobieństwo, by ten trend się w najbliższych latach odwrócił jest nikłe, a „strona społeczna” szuka źródła problemu w złym miejscu.

Drugim czynnikiem, który wpłynął na tak dramatyczną sytuację państwowego molocha to ciągły wzrost kosztów wydobycia węgla w upaństwowionym sektorze. Na nie składają się źle zorganizowany system pracy i słaba wydajność pracowników. W Kompanii Węglowej wynosi ona od 120 do 232 ton wydobytego węgla na jednego zatrudnionego. Dla porównania w prywatnej kopalni „Silesia”, należącej do czeskiego inwestora  jest to  459 ton. Sytuacji nie polepszają  kosztowne przywileje górnicze  – niezależne od wyniki spółki czternastki i barbórkowe, a także piórnikowe i deputaty węglowe oraz 5 dniowy tydzień pracy, będący de facto fikcją, bo górnicy pracują i w weekendy, tyle że na umowach zlecenie.

Sytuację podsumowują rządowe wyliczenia, według których  koszty wydobycia węgla przez państwowe spółki systematycznie rosną. W 2012 r. wynosząc jeszcze 287 zł za tonę, w 2013 r. 305 PLN/t, ale w 2014 r. już  309 zł PLN/t, czyli do wydobycia tony węgla trzeba było dopłacać około 30 zł. Analiza Ministerstwa Gospodarki wskazuję, że Kompania Węglowa obecnie traci na każdej tonie węgla 42 zł i jej strata z każdego miesiąca to ok. 200 mln zł, przez co przewidywana jest utrata płynności spółki na koniec stycznia 2015 r.

Trzeba przyznać, że do takiego wniosku Rząd doszedł trochę za późno. Nadzorcy z ramienia Skarbu Państwa nie podjęli próby reformy ani w czasie koniunktury, kiedy część zysków można było zainwestować, by zwiększyć wydajność wydobycia. Dopóki ceny węgla utrzymywały się na wysokim poziomie i Kompania była na plusie, dotąd nikt nie zastanawiał się nad tym jak wiele kosztuje wydobycie węgla.

Stanowczych działań nie podjęto także, gdy na początku 2014 r. nad firmą zawisło widmo bankructwa, a kryzysową sytuację zażegnywał sam Premier Donald Tusk, obiecując, że żadna kopalnia nie zostanie zamknięta.

Remedium na tę sytuacją nie będzie także zakaz lub ograniczenie importu węgla, szczególnie z Rosji, co część polityków i związkowcy postulują, obarczając winą za fatalny stan polskiego górnictwa. Takie stawianie sprawy to czysta demagogia. Ten węgiel jest wykorzystywany na północy kraju, gdzie transport węgla ze śląska byłby nieopłacalny i gdzie lepiej skorzystać z surowca dostarczanego w bałtyckich portów.

Nie zapowiada się także, by niekorzystna koniunktura się zmieniła. W Polsce roku na rok spada zapotrzebowanie na węgiel, co ma związek ze wzrostem efektywności bloków w elektrowniach oraz większym udziale w rynku Odnawialnych Źródeł Energii. Próżno też szukać szansy w eksporcie naszego „czarnego złota”, który przegrywa konkurencję z surowcem z USA, Rosji czy RPA, a do tego nieprzychylnie na niego patrzy Unia Europejska i cała polityka klimatyczna.

Program naprawczy

Jedynym rozwiązaniem jest restrukturyzacja Kompanii Węglowej, obniżenie kosztów produkcji, racjonalne wykorzystywanie zasobów spółki, lepsza organizacja pracy i finalnie spowodowanie, by produkcja węgla była bardziej rentowna. Swój plan na poprawę przedstawiła Rada Ministrów w przyjętym 7 stycznia 2015 r. planie naprawczym. Cele, jakie postawiono to: zapewnienie właściwego poziomu wydobycia i zabezpieczenie dostaw dla polskiego sektora elektroenergetycznego na 30 lat, stworzenie polskiej firmy wydobywczej, która będzie konkurować na europejskim rynku, przeprowadzenie restrukturyzacji z poszanowaniem dla pracowników i wierzycieli.

Rządowi eksperci pod kierunkiem pełnomocnika ds. restrukturyzacji górnictwa Wojciecha Kowalczyka zaproponowali, by 9 rentownych i perspektywicznych kopalń przenieść do nowej spółki, wprowadzając jednocześnie działania naprawcze m.in. poprzez zmianę organizacji pracy, uzależnienie płac od wyników finansowych, wprowadzenie 6-dniowego tygodnia pracy w kopalniach, zachowując 5-dniowym tydzień pracy dla górników.

Wspomniana spółka miałaby zostać stworzona przez państwowy Węglokoks, którego zadaniem będzie znalezienie inwestora, a Rząd nie ukrywa, że najchętniej obsadziłby w tej roli państwowe koncerny energetyczne, motywując to dbaniem o bezpieczeństwo energetyczne kraju.  Jednak w warunkach biznesowych żadna ze spółek energetycznych nie ma interesu, by inwestować w studnię bez dna, jaką wydaje się być na ten moment polskie górnictwo. Działające na północy kraju Enea i Energa większość węgla dla swoich elektrowni czerpią z Bogdanki. Tauron ma swoją spółkę wydobywczą, którą rozwija, inwestując w kolejne kopalnie, by one pokrywały całe zapotrzebowania. Natomiast największy gracz na rynku, czyli Polska Grupa Energetyczna  nie potrzebuje inwestować w aż 9 kopalń.

Odnośnie reszty majątku Kompanii to „Plan naprawczy” proponuje, by cztery nierentowne kopalnie – KWK Bobrek-Centrum, KWK  Sośnica-Makoszowy, KWK Brzeszcze, KWK Pokój, które odpowiadają za 80 % strat Kompanii, zostały przeniesione do spółki restrukturyzacji górnictwa i stopniowo wygaszały działalność. Natomiast pozostałe spółki należące do Kompanii Węglowej oraz inne niekluczowe aktywa maja być wyprzedawane i likwidowane, a jedna kopalnia ma być bezpośrednio sprzedana Węglokoksowi.

Plan naprawczy będzie się wiązał również z redukcją zatrudnienia. Co w tym względzie proponuje Rząd? Z 10,5 tyś pracowników czterech likwidowanych kopalni, 6 tyś ma zostać relokowanych do pozostałych kopalń należących do nowo powołanej spółki, ok. 2,1 tyś pracowników ma przejść na urlopy górnicze, podczas których mają mieć gwarantowane 75 % wynagrodzenia. Rząd proponuje także, by część pracowników (ok. 3,1 tyś) odeszło dobrowolnie w zamian za gigantyczne odprawy (24 krotność wynagrodzenia dla pracowników dołowych, 10 krotność dla pracowników przeróbki mechanicznej i 3,6 krotność dla pozostałych). Są to kwoty, o których pracownicy przedsiębiorstw z innych sektorów mogą tylko pomarzyć.

Ile to będzie kosztować ?

Szacowany koszt planu naprawczego na dwa najbliższe lata to 2,3 mld zł. Do tego Kompania Węglowa ma obecnie zobowiązania na sumę 4,2 mld zł.  Nowo powołana spółka celowa również będzie potrzebować kapitału na działalność.

Działania proponowane przez Rząd to pozorowanie reform i próba zachowania status quo, a nie kompleksowa restrukturyzacja nierentownej spółki. Politycy nie chcą zrezygnować z wpływu na obsadzanie sporej liczby stanowisk w zarządach i radach nadzorczych spółek, a kosztem za to chcą obarczyć jeszcze zyskowne przedsiębiorstwa energetyczne, które z kolei przerzucą koszty na nas – odbiorców energii, oraz bezpośrednio podatników.

 

Michał Płatek