Bezpieczeństwo
Obywatelscy?
08.03.2015

Pięć problemów polskiego społeczeństwa.

1. Nie ufamy sobie

Według badań CBOS ponad 73% Polaków w ogóle lub w niewielkim stopniu ufa władzom lokalnym.  Zaufanie do Rządu jest w Polsce na najniższym europejskim poziomie: 11% (w Holandii 64%!), bardziej ufamy mediom (37%) i organizacjom biznesowym (42%). Przekłada się to na zaufanie do siebie nawzajem. Aż 86% nie wierzy w dobre intencje innych (dla porównania w Szwecji jest to 51%, a w Wielkiej Brytanii 60%), a tylko 12% uważa współobywateli za godnych zaufania. Ile razy słyszeliśmy komentarz: „i nie bałeś się, że cię wykorzysta, oszuka?!” albo inne wzmagające awersję do współpracy. W szkole nie pracujemy w grupach, bo sami zrobimy wszystko lepiej, a ktoś na pewno zechce żerować na naszym zaangażowaniu. Nauczyciele chodzą po klasie, bo wiedzą, że uczniowie nagminnie ściągają. Za każdym rogiem widzimy złodziei, gwałcicieli, terrorystów, porywaczy. Od dziecięcych lat torpedują nas komunikaty wzbudzające nieufność: „myślał indyk o niedzieli, a w sobotę łeb ucięli”, „jak będziesz niegrzeczny to oddam cię Cyganom”, „lepiej dmuchać na zimne”… Istnieje społeczne przyzwolenie na tego typu zachowania, a katastroficzne doniesienia mediów (którym przecież tak bardzo ufamy) jeszcze te odczucia potęgują.

Brak zaufania degeneruje nasz kapitał społeczny, nie pozwala na swobodne działanie i odważne decyzje. Boimy się nie tylko negatywnej oceny, ale przede wszystkim nie wierzymy we własny sukces, bo przecież na pewno coś stanie nam na drodze. Jednoczymy się na czas wydarzeń sportowych, ale „Polacy nic się nie stało” nie brzmi wcale szczerze. Obwiniamy się nawzajem i szukamy na innych haka. Czyż nie lepiej żyłoby się nam, gdyby zamiast świecących golizną piersi celebrytek tudzież pijanych kierowców – zabójców wokół nas pojawiali się uczciwi przedsiębiorcy i mądrzy nauczyciele?

2. Bogaty to złodziej

Ten punkt w znacznej mierze wiąże się z poruszonym przed chwilą braku wzajemnego zaufania. Dotyka jednak także innej kwestii, a mianowicie pieniędzy. Zarobki to dla Polaków temat tabu, ale właściwie dlaczego? Ostatnio, podczas rozmowy z taksówkarzem usłyszałam obudzony komentarz: „Zaraz mnie zapyta o to ile zarabiam!” A zapytałam i odpowiedział. I wcale tak nie bolało, a temat rozwinął się w bardzo ciekawym kierunku. Dlaczego więc nie chcemy mówić o finansach? Według badań 75% Polaków uważa, że wzbogacić można się jedynie dzięki znajomościom lub kombinowaniu a 20% uważa, że bogaty to złodziej. Połowa z nas wstydzi się rozmowy na temat pieniędzy, 48% nigdy nie poprosiło o podwyżkę, mimo że tylko 1% jest usatysfakcjonowanych swoimi zarobkami. Ale w końcu „pieniądze szczęścia nie dają”, a „polaczkowatość”, mimo iż wyśmiewana, przez wielu jest regularnie stosowana. Nieufność do bogatych wzmagają głośne afery, nierzadko z udziałem polityków. A skoro nasza władza kradnie i oszukuje, to dlaczego nie my?

Warto skupić się na tym problemie w skali ogólnopolskiej. Promować sukcesy gospodarcze Polski i Polaków, chwalić ludzi przedsiębiorczych, dawać wzór polskich milionerów. Organizujemy spotkania ze sportowcami, politykami, celebrytami, a kto z nas uczestniczył kiedykolwiek w spotkaniu ze znanym biznesmenem? Czy znamy w ogóle kogoś takiego? Pokazujmy swoją inteligencję, zaradność, sukcesy, chwalmy się tym!

3. Obywatelski  egoizm

Polska to ja, ale nie my. Świadczą o tym wyniki Diagnozy Społecznej z 2013 r. Prawie 50% z nas nie dba lub w bardzo niewielkim stopniu zwraca uwagę na uchylanie się od płacenia podatków przez współobywateli, 53% nie postrzega jazdy na gapę jako wielkiego przewinienia. Niewiele mniej z nas widzi coś złego w oszustwach dotyczących zasiłków czy ubezpieczeń (40-45%). Kombinujemy, ale w końcu „każdy sobie rzepkę skrobie”. Czyż nie widać tego nawet na piłkarskim boisku? Polacy są drużyną indywidualnie grających zawodników, a zaczyna się to już od najmłodszych lat. Kiedyś udało mi się podsłuchać rozmowę rodziców na temat meczu ich pociech. Nikt nie szukał w grze współpracy, nikt nie patrzył na drużynę. Każdy z rodzicieli widział gwiazdę w swoim dziecku i planował mu wielką karierę. Czy na pewno o to chodzi? Jak mamy stworzyć społeczeństwo jeśli nie potrafimy zachować podstawowych zasad życia w grupie? Oczywiście, że osobisty sukces jest ważny, prawdopodobnie nie będziemy mogli dobrze spełniać swoich ról społecznych jeśli nie poczujemy się spełnieni w byciu sobą. Warto jednak pamiętać, że ostatecznie strzelamy do jednej bramki i powinniśmy tę grę wspólnie organizować. Skoro ganimy uczestników afery taśmowej za przeklinanie, to sami nie przeklinajmy (a robi to 80% z nas). Jeśli nie podoba nam się, że politycy żerują na sejmowych dofinansowaniach (patrz słynne ostatnio kilometrówki), to spójrzmy krytycznie na swoje postępowanie wobec pracodawców, bo dziwnym trafem 80% z nich jest okradanych przez swoich pracowników.

Pamiętajmy, że suma indywidualnych zachowań każdego z nas tworzy to, na czym powinno nam wszystkim zależeć: naszą ojczyznę. Zanim rzucimy „ten syf” i udamy się na emigrację zastanówmy się, co my zrobiliśmy dla naszego państwa.

4. Nie mogę być nikomu dłużny

Ile razy mama mówiła „trzeba kupić pani doktor jakieś czekoladki”? To głęboko zakorzeniony relikt PRL-u. Każda bezinteresowna pomoc wydaje się być podejrzana, a nawet jeśli tak nie jest, to staramy się nie robić sobie „długów”. „Coś za coś” jak mówi stare polskie powiedzenie. Tak więc dziękujemy lekarzom, robotnikom, nauczycielom… Nie byłoby w tym może nic złego, gdyby nie fakt, że sami oczekujemy zwykle tej samej zapłaty. Niby za darmo i bez zobowiązań, ale jednak szlag nas trafia, gdy nie podziękował! Jeśli takie podejście mamy na poziomie życia prywatnego, to co się dzieje na szczeblu publicznym? A na to odpowie kolejne powiedzenie, czyli „kiełbasa wyborcza”. Politycy doskonale wiedzą o tej naszej mentalnej przywarze i bez skrupułów ją wykorzystują. No bo jeśli zagłosuję na danego kandydata, to będę miał później prawo ubiegać się u niego o odwdzięczenie się. Czyż nie zdarzyło ci się nigdy powiedzieć: „wiesz co, taki jesteś, a ja ci kiedyś pomogłem…”? Wniosek? Boimy się pracować za darmo. A szkoda, bo to nie tylko daje doświadczenie (chociażby zawodowe), ale też umacnia nasze relacje z innymi.

Na szczęście trend ten zmienia się na lepsze. Spośród badanych przez CBOS w 2008r. Polaków tylko 47% zadeklarowało, że kiedykolwiek nieodpłatnie i dobrowolnie pracowało na rzecz swojego środowiska, kościoła, osiedla, wsi, miasta lub pracować społecznie. W 2012 było to już 58%. Warto jednak zaznaczyć, że w 2002 wartość była równie wysoka, trudno więc mówić tu o regularnym wzroście, a raczej o kryzysie roku 2008. Podobnie rzecz ma się z wolontariatem: od 10% ankietowanych w 2001r. przez 23% w 2005, 11% w 2008, aż do 26% w 2013. Znacząco wzrosła natomiast liczba organizacji pozarządowych, z 27,4 tys. w 1997 r. do 83,5 w roku 2012. Co z tego, skoro jednocześnie liczba ich członków spadła w latach 2005-2012 o ¼. Członkami wszelkiego rodzaju organizacji i wolontariatów są osoby z najwyższym wykształceniem (doktorskim lub magisterskim). Jednak czy trzeba uczyć się tyle lat, by zrozumieć korzyści płynące z działania na rzecz innych?

5. Nie ma na kogo głosować

Średnia frekwencja w wyborach parlamentarnych wynosi w Polsce 45,99%. Jest to najniższy w Europie wynik. Brak prawnego obowiązku głosowania to jedno, ale przyczyny absencji, to zupełnie inna sprawa. Jak Polacy argumentują swoją nieobecność przy urnach wyborczych? Najczęściej tak, że nie było na kogo zagłosować. Oczywiście żadna z tych osób nie znała wszystkich kandydatów, ich sylwetek i programów wyborczych. Opinia o tym, że politycy to oszuści i złodzieje (patrz punkt 1.) upowszechniła się na tyle, że ponad połowa obywateli uznaje ją za swoje credo. Smutnym jest fakt, że pośród wielkich nieobecnych ogromną liczbę stanowią młodzi. Tylko 14% dziewiętnastolatków deklaruje zainteresowanie polityką, 27% przyznało, że w ogóle się nią nie interesuje. Mało tego, co piąty młody Polak i prawie co drugi spośród dorosłych ankietowanych ogółem (43%) popiera rządy niedemokratyczne. Najmłodsi wyborcy rzadziej niż ich rodzice oglądają serwisy informacyjne, mniej czytają i nie orientują się kto jest kim w polityce. Polityka jest dla nich nudna, konfliktowa i niezrozumiała. Jednocześnie, jeśli już zagłosują, to wybierają tzw. „partie antysystemowe”. Spoglądając na wyniki frekwencji w ostatnich latach możemy zauważyć pewną skokową zmianę. Chodzi o rok 2007, kiedy to obywatele zmobilizowali się, by walczyć o sprawę bliską ich codzienności. Byli to w dużej mierze właśnie ludzie młodzi, a problemy dotyczące m.in. systemu edukacji, które wypłynęły po 2005 r. oraz towarzyszące im niepopularne reformy przyczyniły się do wzrostu wskaźnika frekwencji wyborczej. Być może teraz, po dość niestabilnym politycznie i społecznie okresie ponownie nadejdzie czas na rekordowo wysoką aktywność w lokalach wyborczych.

Niska partycypacja polityczna wiąże się ze zjawiskiem, które jest przyczyną wielu klęsk polskości. Jest to brak internalizacji wartości państwa demokratycznego. Jeszcze raz to powtórzę, jeśli nie zrozumiemy, że jesteśmy częścią tego państwa i nasze działanie ma bezpośrednie przełożenie na jego działanie, to nigdy nie zbudujemy silnej demokracji z dojrzałym społeczeństwem obywatelskim. Deklarujemy poczucie dumy z bycia Polakiem (54% badanych jest bardzo dumna, kolejne 36% to osoby dość dumne), czujemy przywiązanie do najbliższej okolicy i do Ojczyzny (71%, podczas gdy do Europy tylko 3%), tymczasem nie bardzo wiemy jak w tej Polsce funkcjonować. Podczas rozmów z dziećmi na temat Ojczyzny wyciągnęłam smutne wnioski. Przede wszystkim myślą o niej na poziomie symboli, które nie zawsze rozumieją (godło, hymn, flaga). Drugie powszechne zjawisko, to postrzeganie Ojczyzny jako czegoś zagrożonego, czego trzeba bronić, o co zobowiązani jesteśmy walczyć. Na pytanie „po co nam jest Ojczyzna” niemal wszyscy odpowiadali, że po to, aby ginąć za nią na wojnie. A czy wojna polsko-polska też się liczy?

Magdalena Piskorek