Państwo i Prawo
Odebrana własność
19.02.2015

Na początku istnienia Polski Ludowej władze przeprowadziły brzemienną w skutkach reformę rolną w wyniku której przejęto prawie 10 tys. majątków ziemskich o łącznej powierzchni ok. 3,49 mln hektarów. Inaczej mówiąc zostało nią objętą  ponad 11% obecnej powierzchni kraju. Wbrew literalnemu brzmieniu dekretu, który zaczęto interpretować rozszerzająco wkrótce rozpoczęto również przejmowanie dworów szlacheckich, a warstwa ziemiaństwa w wyniku tego praktycznie uległa likwidacji. Warto dodać, że dotknęła ona także bogatych chłopów, którym odebrano część dorobionego się mienia. Kilka miesięcy później na podstawie dekretu o własności i użytkowaniu gruntów na obszarze m. st. Warszawy z dnia 26 października 1945 r. na własność gminy m. st. Warszawy przeszły wszystkie grunty leżące w przedwojennych granicach miasta. Dekret Bieruta (jak potocznie nazywa się ww. akt prawny) nie dotyczył natomiast budynków, które miały pozostać w rękach dotychczasowych właścicieli. Ponieważ wielu właścicieli nie chciało lub nie było w stanie remontować często niemal całkowicie zniszczonych nieruchomości, które dodatkowo nie leżały już na ich gruncie, władze wydały wkrótce kolejny dekret nakładający na nich obowiązek renowacji zniszczonych domów. W przypadku zwlekania z odbudową, miasto dokonywało tego koszt właściciela, a do czasu spłacenia powstałych w ten sposób należności budynek pozostawał własnością gminy. Wielu Polaków straciło także swoje majątki wyniku przymusowego wysiedlenia z Kresów Wschodnich. Kilka lat po wojnie przejęto natomiast na rzecz państwa grunty należące do Kościoła Katolickiego i innych związków wyznaniowych.

Po zmianie ustroju władze III RP zmuszone były zmierzyć się z roszczeniami przedwojennych właścicieli, którzy na wielką skalę zaczęli składać wnioski o odzyskanie zagrabionych nieruchomości. Z przykrością należy ocenić, że generalnie polskim władzom nie udało się podołać temu wyzwaniu. To że obecnie Polska nie musi obawiać się masowych roszczeń obywateli Stanów Zjednoczonych oraz obywateli innych państw Zachodu zawdzięczamy paradoksalnie umowom międzynarodowym, które zostały zawarte w latach 1948-1970. Te tak zwane umowy odszkodowawcze polegały na przekazaniu przez Polskę określonych sum pieniężnych rządom państw, z którymi zostały zawarte. W zamian za to, te zobowiązywały się nie przedstawiać Rządowi Polskiemu roszczeń oraz nie popierać roszczeń składanych przez swoich obywateli, które miały zostać zaspokojone dzięki przekazanym pieniądzom. Problem w tym, że polski rząd, a szczególnie ministerstwo spraw zagranicznych nie do końca potrafiło skutecznie wykorzystać te umowy do obrony wizerunku Polski na arenie międzynarodowej. W wyniku tego zaczęto postrzegać nasz kraj jako nieskory do rozliczenia się z przeszłością oraz zarzucano antysemityzm. Nie jest to zresztą pierwszy przypadek gdy bierność władz przyczynia się do kreowania negatywnego wizerunku Polski i szkodliwych stereotypów.

Jak zwykle w najtrudniejszej sytuacji znaleźli się sami Polacy, którym od 25 lat ustawodawca nie był w stanie zapewnić ustawy reprywatyzacyjnej. Jesteśmy pod tym względem niechlubnym wyjątkiem wśród postkomunistycznych państw należących do Unii Europejskiej. Warto wspomnieć, że w 2001 r. prezydent Aleksander Kwaśniewski zawetował projekt ustawy,   która zakładała rekompensatę w wysokości 50 proc. utraconego mienia w zamian za rezygnację z roszczeń. Na podobnej zasadzie, przynajmniej teoretycznie, rozwiązano problem mienia zabużańskiego.  Byłym właścicielom przysługuje do 20 proc. ich wartości, choć do dnia dzisiejszego kilkudziesięciu tysiącom wysiedleńców lub ich spadkobiercom wciąż nie wypłacono obiecanych rekompensat. W dalszym ciągu możliwe jest jednak odzyskanie utraconych nieruchomości w Polsce, choć jest to trudne i żmudne przedsięwzięcie.

Największe szanse mają osoby próbujące odzyskać majątki w Warszawie. Dzieje się tak dzięki wspomnianemu  Dekretowi Bieruta, który przewidywał szczególny tryb ubiegania się o przyznanie praw do przejętych na jego podstawie nieruchomości. Wynikające z niego roszczenia nie wygasły i co do zasady nie są objęte możliwością przedawnienia. Po raz kolejny  najlepsze narzędzia do odzyskania utraconego mienia otrzymaliśmy w spuściźnie po Polsce Ludowej.  Wiara w potęgę komunizmu objawiała się lekceważeniem obowiązujących wówczas przepisów i skutkowała przejmowaniem mienia z naruszeniem prawa. Ponieważ nie obawiano się żadnych konsekwencji nie dokonywano odpowiednich wpisów w księgach wieczystych, pozostawiając wcześniejszych właścicieli.  Umożliwiało to im w latach 90.  odzyskanie swojej własności. Mimo upływu lat w stolicy uporano się jedynie z częścią potencjalnych roszczeń, których liczba według szacunków władz miasta wynosi ok. 17 tys. i opiewa na łączną kwotę kilku miliardów złotych.  Sądy przyznały już 1,4 ?mld zł odszkodowań, a Warszawa i Skarb Państwa wypłaciły dopiero 860 mln zł. Jeszcze trudniejsze może okazać się dochodzenie roszczeń poza stolicą. Skarb Państwa zaczyna bowiem podnosić zarzuty przedawnienia roszczeń lub fakt zasiedzenia nieruchomości.  Jak dotąd do września 2014 r. rozliczono się z ok. 1 tys. byłych właścicieli i wypłacono im 1,6 mld zł.

Warto przez chwilę zastanowić się nad sytuacją prawną nieruchomości, które znajdują się obecnie w rękach prywatnych. Co do zasady o ile nowi właścicieli dokonali odpowiedniego wpisu w księdze wieczystej chroni ich rękojmia wiary publicznej ksiąg wieczystych. Oznacza to, że poprzedni właściciele nie będą mogli żądać wydania nieruchomości a jedynie wypłacenia odpowiadającego ich wartości odszkodowania od miasta. W gorszej sytuacji znajdują się osoby zamieszkujące w mieszkaniach komunalnych, które mogą zostać zwrócone poprzednim właścicielom. Miasto powinno w zastępstwie zaoferować dotychczasowym lokatorom inne mieszkania, choć w zależności od skali tego zjawiska może być faktycznie nie wykonalne zapewnienie tego wszystkim. Z drugiej strony oddanie często kosztownych w utrzymaniu i przynoszących straty nieruchomości, konstruowanych w starym budownictwie, wydaje się być dla budżetu lepszym wyjściem niż wypłacenie kosztownych odszkodowań. Wygospodarowane w ten sposób środki pieniężne można przeznaczyć na budowę tańszych w utrzymaniu mieszkań w mniej prestiżowych lokalizacjach.

Jak widać kwestie związane z dochodzeniem odszkodowań za utracone mienie to czasochłonne i często kosztowne sprawy. W mojej opinii bez odpowiedniej ustawy reprywatyzacyjnych jeszcze przez dziesiątki lat możemy borykać się z tym problemem. Z roku na rok wysokość potencjalnych roszczeń będzie rosnąć obciążając coraz bardziej budżet państwa.  Niestety nie wydaje się żeby obecna koalicja rządząca traktowała priorytetowo ten problem i w obecnym układzie sił politycznych do potrzebnych zmian w prawie szybko nie dojdzie. Uprawnieni do dochodzenia swych roszczeń muszą uzbroić się w cierpliwość lub odsprzedać swoje roszczenie firmom specjalizującym się reprywatyzacji.

Marek Wolf