Państwo i Prawo
Piwo pod chmurką?
20.04.2015

Jakiś czas temu siedziałem ze znajomymi w restauracji w mojej rodzinnej miejscowości. Dyskutowaliśmy na różne tematy polityczne, jednak dominował temat zakresu wolności w Polsce. Nagle do rozmowy włączył się starszy mężczyzna siedzący stolik obok. Przedstawił się jako obywatel Luksemburgu posiadający w Polsce rodzinę. Spytał się nas, czemu gdy poprzedniego dnia był na ulicy Mariackiej (popularna ulica z wieloma lokalami w centrum Katowic- dop.) to Policja wlepiła mandaty dwóm siedzącym na ławce między ogródkami piwnymi chłopakom, którzy w spokoju pili piwo. Dla niego to niezrozumiałe, że karze się osoby które chciały zaoszczędzić parę złotych, a nie np. wandali których widział później niszczących kosze na śmieci. Na koniec stwierdził, że jako zawodowy przewodnik turystyczny, nie wyobraża sobie sytuacji w której  francuska żandarmeria robiła by jakiekolwiek problemy, gdy ktoś siedzi na trawce w parku ze swoją grupą i w spokoju spożywają lunch pijąc do tego wino w plastikowych kubeczkach. Nie pozostało nam nic innego jak przyznać mu rację.

W Polsce kwestię spożywania alkoholu reguluje ustawa z 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Zabrania ona między innymi spożywać  alkoholu na „ulicach, placach i w parkach” (ust. 2a). Ciekawy jest też ust. 1 który zakazuje spożywania alkoholu w domach studenckich, czyli akademikach, chyba nie można sobie wyobrazić bardziej martwego przepisu. Jednak mnie najbardziej interesuje fragment o parkach. Według opinii prawnej warszawskiego Ratusza, na bulwarach wzdłuż lewego brzegu Wisły można spożywać alkohol. Na popularnych „schodkach” co tydzień gromadziły się tłumy ludzi. Nigdy nie widziałem tam żadnych pijackich awantur ani innych większych problemów. Brakowało toalet i koszy na śmieci, jednak tą kwestię da się łatwo rozwiązać. Mimo tego, stołeczna komenda Policji doszło do wniosku, że interpretacja zezwalająca na picie alkoholu nad Wisłą jest błędna, że bulwar to normalna ulica, więc wystawianie mandatów jest jak najbardziej uzasadnione. Już w czwartek posypały się pierwsze grzywny.

Zastanawiam się – po co? Rozumiem sprzeciw mieszkańców Powiśla, dla których hałas może być uciążliwy. Rozumiem, że Policja może chcieć prewencyjnie karać osoby pijące, żeby te nie spowodowały zagrożenia. Jednak tak naprawdę zdecydowana większość osób siedzących przy piwie nad Wisłą lub w dowolnym parku w Polsce nie stwarza zagrożenia, nie śmieci ani nie awanturuje się. Straż Miejska wyjątkowo często zdaje się nabijać po prostu statystyki wykrywalności tych wyjątkowo groźny „przestępstw”.

Na Zachodzie sprawa wygląda inaczej. W Wielkiej Brytanii na przykład spożywanie alkoholu w miejscach publicznych jest jak najbardziej legalne. Są wyznaczone strefy w których zaleca się nie wnosić alkoholu (m.in. place zabaw) jednak i tam gdy polica interweniuje to kończy się na upomnieniu i ewentualnej konfiskacie trunku. W Paryżu, Berlinie, Brukseli, Amsterdamie, Wiedniu, Madrycie i w Lizbonie regulacje są podobne. Policja  karze osoby śmiecące i zakłócające porządek i słusznie, a osoby kulturalne mogą w spokoju delektować się złocistym napojem na ławce w parku w słoneczny dzień.

Państwo z założenia traktuje nas jak przestępców. Zakłada, że każdy będzie łamał prawo i zatruwał życie innym obywatelom. Oczywiste, że zawsze istnieje element który się tak zachowuje. Jednak rozszerzanie go na wszystkich jest krzywdzące. Takie traktowanie Polaków podważa zaufanie do państwa i cofa nas mentalnie do czasu PRLu, gdy widząc milicję przechodziło się na drugą stronę ulicy. Oczywiście wyolbrzymiam, aczkolwiek pamiętam dobrze stwierdzenie mojego kolegi który przeprowadził się z Polski do Holandii. Stwierdził on „na Zachodzie gdy człowiek widzi policjanta to czuje się bezpiecznie. W Polsce trzeba się zastanawiać, za co za chwilę dostanie się mandat lub naganę”.

Dlatego marzy mi się, że pewnego dnia się to zmieni, że nie będzie się miało problemu z powodu przejścia przez ulicę, gdy nie jechał żaden samochód czy z powodu wypicia piwa w parku. Że fotoradary będą ostrzegały przed miejscami niebezpiecznymi na drodze, a nie służyły do uzupełnianiu budżetu gminy. To jest możliwe, ale wymaga to zmiany nastawiania ludzi i pewnego dnia to się stanie.

Piotr Celiński