Gospodarka
Podatki za gaz, którego nie ma
31.05.2014

Inwestorzy są jednak innego zdania i na razie szukają dla siebie bardziej przyjaznych miejsc. Z Polski uciekł już ExxonMobil, Talisman, Marathon Oil, ENI, a liczba koncesji poszukiwawczych spadła z 115 do 80. Gdyby gazu było w bród, nawet nieprzyjazne przepisy by ich nie zniechęciły. Widocznie jednak biznes jest ryzykowny, gaz trudny do wydobycia, a nawet trudno potwierdzić, że jest go dużo, urzędnicy nie są przychylni, a społeczności lokalne czasami wręcz wrogie. Czyli same kłopoty, a perspektywa zysków niepewna.

Skąd więc taka pazerność rządzących na pieniądze? Podatki i opłaty warto nakładać na coś, co istnieje, a skoro nie ma nic, po co kruszyć kopie? Przy tak wyraźnych ciągotach do restrykcyjnej polityki fiskalnej wobec firm poszukiwawczych i wydobywczych lepiej uciekać z naszego rynku gdzie pieprz rośnie. Zwłaszcza, że rośnie on niedaleko, bo w Rosji, która chce szukać gazu łupkowego u siebie. Nawet, gdyby tylko symulowała zainteresowanie niekonwencjonalnymi złożami, i tak jest to dla niej świetny interes, bo odciąga wielkich graczy od Polski. Po co ryzykować, że jednak ktoś z wielkich dowierci się do bogatych złóż w naszym kraju? Dla Moskwy to śmiertelnie niebezpieczne.

Warszawa jakby tego nie rozumiała. A już wydawało się, że jest inaczej. Dla byłego ministra skarbu Mikołaja Budzanowskiego gaz łupkowy był nie tylko sposobem na uzyskanie niezależności energetycznej (gdyby okazało się, że mamy go dużo), ale także elementem gry z Gazpromem. Gaz łupkowy, a nawet jego determinacja w poszukiwaniu, mogła być sposobem nacisku na Rosjan, by obniżyć cenę gazu konwencjonalnego, nie wspominając już o tym, że czekają nas twarde negocjacje w sprawie kolejnej długoterminowej umowy z Moskwą. Z jakimi argumentami do nich przystąpimy? Z niepewnymi gwarancjami stworzenia jednego wspólnotowego rynku gazu? Wspólnych zakupów surowca przez państwa unijne? Do tego jeszcze bardzo długa droga. O wiele mocniejszy byłby argument posiadania, przynajmniej potencjalnego, własnych złóż, a także obecność u nas wielkich koncernów wydobywczych, które – jeżeli nie eksploatują, to przynajmniej poszukują gazu łupkowego.

Tymczasem rząd robi wiele, by pozostały u nas tylko krajowe firmy. Finansowo nie udźwigną tego problemu, a to znaczy, że poszukiwanie gazu będzie ciągnęło się jeszcze długo. Oby nie okazało się, że z polskich marzeń o energetycznej wolności nie zostało nic i że będziemy musieli podpisać kolejny gazowy kontrakt z Gazpromem na jeszcze dłużej, niż zrobiły to Chiny.

Stanisław Koczot