Państwo i Prawo
Polska strefowa
24.02.2015

SSE w Polsce to 14 wyodrębnionych obszarów kraju (łącznie 16,2 tys. ha), na terenie których przedsiębiorcy mogą działać na zasadach preferencyjnych, jak np. zwolnienia z podatku dochodowego i od nieruchomości przez pierwszych kilka lat. SSE działają od 1996 roku, jednak prawdziwe zainteresowanie wśród zagranicznych inwestorów wzbudziły po akcesji Polski do Unii Europejskiej. 

Zgodnie z wytycznymi Komisji Europejskiej od połowy 2014 roku do końca 2020 roku obowiązują nowe, niższe limity pomocy publicznej. Jedynie ściana wschodnia utrzymuje swoje przywileje – w województwach podkarpackim, lubelskim, podlaskim i warmińsko-mazurskim inwestorzy mogą wciąż liczyć na zwrot aż do 50 proc. kosztów kwalifikowanych otwieranego projektu. W pozostałych województwach maksymalny poziom dofinansowania to 25-35 proc., a w Warszawie i  okolicach od 15 do 20 proc. Przy czym na najwyższy poziom ulg liczyć będą mogli mali i średni przedsiębiorcy.

Kolejna istotna zmiana dotyczy wygaszania zezwoleń na działalność w SSE. Traktując rzecz skrótowo, od roku 2015 inwestorzy nie będą mogli wnioskować o wygaszenie zezwolenia, jeżeli uprzednio korzystali z dostępnej pomocy publicznej. Po trzecie wreszcie, według nowych przepisów przedsiębiorca – o ile nie wywiąże się z wcześniej podjętych zobowiązań (np. liczba nowo utworzonych miejsc pracy) – będzie zobowiązany do zwrotu niezapłaconego podatku dochodowego wraz z odsetkami.

Warto podkreślić, że rozporządzenie przyjęte przez rząd w sprawie zmniejszenia pomocy publicznej   poprzedzone było sporem pomiędzy ministrem finansów a ministrem gospodarki. Pierwszy z nich odpowiada za ulgi podatkowe, drugi natomiast wydaje zezwolenia na działalność w SSE. Z tego względu oba resorty dążyły do różnych punktów końcowych negocjacji. Ustalono, że od roku 2017 pomoc publiczna ulegnie dalszemu obniżeniu, ale rząd będzie musiał jeszcze doprecyzować szczegóły.

Co wynika z przedstawionych faktów? Przede wszystkim, polskie SSE nie będą już postrzegać każdego inwestora jako wartość samą w sobie. Konkurencyjność finansowa rozumiana jako wysokość pomocy publicznej będzie coraz bardziej ustępowała miejsca innowacyjności, na dotowanie której w perspektywie 2014-2020 UE przeznaczy duże środki (głównie w ramach  Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój, którego budżet wynosi 8,6 mld EURO). Na najbliższy czas uprzywilejowana zostanie ściana wschodnia, jako obszar borykający się z największym bezrobociem i najniższym PKB per capita. Powyższe zmiany będą również utrudniać wielkim graczom swobodne otwieranie działalności i przenoszenie jej do innych miejsc w momencie wyczerpania się ulg podatkowych. Innymi słowy, nowe prawo to również wypowiedzenie wojny nadużywaniu zwolnień podatkowych. Eksperci podkreślają, że SSE pozostaną w nowej perspektywie finansowej jedynymi liczącymi się zachętami inwestycyjnymi, dlatego nie musimy się obawiać początkowego spadku napływu projektów. Polska i tak pozostanie atrakcyjnym importerem bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) w Europie, choć po piętach depczą nam Czechy czy Węgry, podbierając potencjalnych inwestorów.

SSE spełniają swoją rolę katalizatorów rozwoju gospodarczego, jeżeli ich utrzymanie jest opłacalne z punktu widzenia budżetu państwa oraz jeżeli niosą ze sobą pozytywne przemiany ekonomiczne i społeczne, np. zawiązywanie trwałej współpracy z regionalnymi firmami, plany reinwestycyjne czy tworzenie dobrej jakości miejsc pracy (zwłaszcza w jednostkach typu research&development). W raporcie E&Y „Specjalne Strefy Ekonomiczne po 2020 roku” widzimy, że stosunek wartości pomocy publicznej do wartości BIZ w Polsce w latach ubiegłych był dość wysoki, choć niższy niż u naszych największych konkurentów z grupy wyszehradzkiej. Jednocześnie inwestorzy wskazują zwolnienie od podatku dochodowego jako główną zachętę do lokowania swoich biznesów w SSE.  Pierwsza połowa ubiegłego roku stanowi ilustrację tych deklaracji – do Ministerstwa Gospodarki wpłynęła w tym czasie rekordowa liczba zgłoszeń przedsiębiorców, którzy chcieli „załapać się” ze swoimi projektami na stare zasady finansowania (co nastąpiło w przypadku wydania zezwolenia na działalność do 1 lipca 2014 roku). W myśl maksymy „co jest dobre dla części, jest dobre dla całości” można postulować rozszerzenie przywilejów dla przedsiębiorców na teren całego kraju, czyli uczynienie z Polski jednej SSE. Na to jednak nie ma żadnych szans politycznych. Wydaje się też wątpliwe, by skorygowanie podatku dochodowego choć o kilka punktów proc. w dół przyciągnęło wielu inwestorów zagranicznych – i w takim wypadku rząd musiałby raczej zrezygnować ze stref z przyczyn fiskalnych. Istnienie SSE w polskich warunkach wciąż przynosi pewne korzyści (choć zapewne będą one maleć) i w obecnej sytuacji politycznej ich likwidacja nie byłaby dobrym posunięciem.

Natalia Szpurko