Gospodarka
Pomoc Kompanii – szkoda Bogdanki
09.03.2015

Powołując się na przykład XIX-wiecznych Stanów Zjednoczonych czy „azjatyckich tygrysów” argumentują, że należałoby także w Polsce pomóc raczkującym przedsiębiorstwom, zwłaszcza inwestującym w nowoczesne technologie i eksportującym swe produkty, aby gdy staną się potężne – znieść bariery ich chroniące i naciskać na inne kraje, by obniżały cła. Oczywiście sytuacja polskiego górnictwa nieco się różni. Nie jest to raczej przemysł przyszłościowy, choć nowe technologie wydobycia i sprzęt z pewnością sprzyjają obniżeniu kosztów i efektywności. Jednak cel pomocy jest podobny – Kompania Węglowa ma w założeniach „stanąć na nogi” czy wytrwać do nadejścia koniunktury na węgiel lub restrukturyzacji. Lub obu tych zdarzeń. Podobny jest też mechanizm pomocy – aby pomóc jednemu należy zabrać komuś innemu, pośrednio bądź bezpośrednio.  Niestety Kompania Węglowa wydaje się zabierać na oba sposoby. Dofinansowanie z budżetu państwa uderza w podatników – tych, którzy mieli dochody, a więc prowadzili dochodowe przedsięwzięcia, które mogli rozwijać, gdyby nie „zrzutka” na Kompanię… Z drugiej zaś, (dość nieoczekiwanej) strony, praktyki sprzedażowe Kompanii Węglowej uderzają w jej polską,  także tę zrestrukturyzowaną i dochodową konkurencję. Bogdanka i Silesia ale też JSW mogą mieć kłopoty ze sprzedaniem wydobytego węgla, gdyż licząca na pomoc z portfeli podatników Kompania Węglowa sprzedaje swój węgiel po cenach niższych niż koszt wydobycia – ok. 7 pln/GJ, w porównaniu z dominującą rynkową stawką 10 pln/GJ. Nie dość więc, że jak w przypadku ochrony przedsiębiorstw raczkujących, na których utrzymanie muszą płacić z podatków i zawyżonych cen efektywne podmioty z innych branż, tak w przypadku Kompanii jej finansowanie z budżetu szkodzi lepiej zarządzanym przedsiębiorstwom nawet z tej samej branży! 

Niektórzy zwolennicy wolnego rynku mogliby podnieść słuszny zarzut, że dumping jest korzystny dla konsumentów i zaniżona cena węgla jest dobra dla rynku. Byłaby to prawda, gdyby cena węgla istotnie taka była. A nie jest. Aby wyliczyć jego prawdziwą cenę należałoby dodać do oficjalnej kwotę dotacji podzieloną na sprzedaną ilość. Nieco inne efekty powoduje bowiem sytuacja, gdy prywatna firma obniża ceny swoich produktów i nikt prócz właścicieli nie ponosi kosztów, a inne, gdy obniżenie ceny wywołane jest zewnętrznym finansowaniem środkami uzyskanymi pod przymusem. Wtedy koszty ponoszą podatnicy oraz konkurencja. Trudno taką sytuację uznać za pozytywną, chyba że będzie się tylko ślepo spoglądać na ceny węgla od Kompanii. 

W przypadku ochrony „raczkujących” przedsiębiorstw sprawa ma się podobnie. Ochrona w postaci ceł czy ograniczeń w handlu przerzuca koszty na konsumentów, którzy będą zmuszeni finansować rozwój firmy kupując jej droższe produkty lub rezygnując z preferowanych towarów z zagranicy. W przypadku subwencji sprawa jest jeszcze oczywistsza – podatnicy pod przymusem dopłacą do niekoniecznie swojej konsumpcji. W przypadku eksportu – do konsumpcji obcokrajowców. 

Czy w takim razie nie warto wspierać rodzimych firm? Przede wszystkim należy je wspierać przyjaznymi przepisami dotyczącymi podatków i podejmowania działalności. Wszelka inna pomoc niesie za sobą niezamierzone negatywne efekty i w przeciwieństwie do tygrysów z wschodniej Azji, pozostaje nieskuteczna.