Bezpieczeństwo
Powstrzymać wściekłe psy
07.06.2014

Miliard dolarów na wspomożenie bezpieczeństwa wschodnich członków NATO, gwarancja stacjonowania w Polsce oddziału amerykańskich spadochroniarzy oraz samolotów F-16 co najmniej do końca 2014 roku – to obiecał prezydent Obama. Dużo, czy mało? Obiecał także walkę o demokrację, wolność, ideały zachodu, ale to deklaracje „miękkie” znakomicie pasujące do praktykowanego przez kolejne administracje waszyngtońskie idealizmu politycznego, mniej do realnej polityki, w której Europa tkwi po przysłowiowe uszy. Kiedy weźmiemy pod uwagę skalę pomocy USA dla Izraela, Turcji, czy Egiptu (w każdym z tych wypadków około miliarda dolarów rocznie) oraz to, ile sprzętu i żołnierzy amerykańskich stacjonuje w Europie zachodniej, z dala wszak od obszarów potencjalnego konfliktu, deklarowane zaangażowanie Ameryki wydaje się skromne.

Pamiętajmy jednak, gdzie byliśmy jeszcze rok temu. Polska walczyła jak lew o baterie rakiet Patriot, o to, by w ogóle jacyś żołnierze amerykańscy stacjonowali na naszej ziemi. Dostaliśmy niewiele. Rotacyjną obecność Patriotów, ale z nieuzbrojonymi głowicami, potem kilka samolotów F-16 i leciwych transportowych Herkulesów. Gest imperium amerykańskiego był więcej niż skromny, bynajmniej nie z powodu jakiejś niechęci do Polski, przyczyną było przesunięcie uwagi strategicznej USA na Pacyfik i Azję wschodnią. Europa miała już być oazą spokoju.

Niecierpliwość prezydenta Putina zmieniła wszystko, gdyby nie był postacią tak antypatyczną, Polacy mogliby mu właściwie podziękować. Zrobił dla nas więcej niż wszyscy proamerykańscy politycy w okresie 25-lecia naszej niepodległości. Zamiast Patriotów atrap mamy dziś uzbrojone po zęby F-16 i amerykańskie krążowniki rakietowe lub niszczyciele patrolujące rotacyjnie Morze Czarne.

Niewątpliwie, kryzys ukraiński uświadomił Waszyngtonowi, a ściślej demokratom, bo republikanie wiedzieli o tym od dawna, że gra w Europie jeszcze się nie skończyła. Nie tylko nie nastąpił tu, jak sugerował Francis Fukuyama, koniec historii, ale wręcz przeciwnie – historia spuściła ze smyczy wściekłe psy. Nareszcie, można powiedzieć, bo ile można żyć w ułudzie, że oto za naszego życia nastała utopia powszechnej miłości. Zwaśnione narody pokochały się i już zawsze będą żyć w pokoju. Nic z tego. Wojna jest częstszym zjawiskiem w historii ludzkości niż długotrwały pokój, dlaczego teraz miałoby być inaczej? Nieodpowiedzialne i niewątpliwie szkodliwe dla samej Rosji działania Putina pomogły pozbyć się tych złudzeń.

Polska sama nie pokona wściekłych psów, potrzebujemy militarnego, politycznego i finansowego wsparcia Stanów Zjednoczonych. Ich żołnierzy, samolotów, technologii wojskowych.

Oby deklaracje Obamy nie były gołosłowne, oby Amerykanie pozostali w Polsce na długie lata, oby podzielili się z nami zawansowaną technologią militarną i pozwolili ją wykorzystać w przemyśle obronnym, obyśmy razem utrzymali wściekłe psy na dystans od polskich granic. To jest możliwe, pod warunkiem, że Polska da z siebie wszystko, by zorganizować własną obronę, aby Amerykanie zobaczyli, że prosimy ich o pomoc, a nie o łaskę ocalenia z opresji, z której sami nie potrafimy wyjść, bo nie zrobiliśmy nic, by jej uniknąć.

Andrzej Talaga

Fot. domena publiczna aut. Pete Souza/White House/Wikipedia