Gospodarka
Przemyt, kontrabanda i szara strefa
06.05.2014

Wynaturzonych pomysłów na biznes polegających na oszukiwaniu straży granicznej i niemal wszystkich organów państwa. Regulacja, nie tylko, że bezpośrednio godzi w nasz rynek pracy i przedsiębiorców, ale też stanowi groźny precedens prawny. Naciągania unijnych przepisów dla osłabienia polskiego przemysłu, skutecznie konkurującego „mentolami” z zachodnimi producentami.

To nie jest pierwsze rozporządzenie UE idące w poprzek głoszonym przez ojców założycieli, idei wolnego rynku i otwartości, to może być jednak szczególnie dotkliwe. Dyrektywa Tytoniowa opublikowana została 29 kwietnia w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej. Wchodzi ona w życie 20 maja. Polska ma dwa lata do zastosowania się do zaleceń UE.

Dla palaczy dyrektywa oznacza, że za 6 lat, legalnie nie zapalą już “mentola”. A na papierosach, które pozostaną na rynku pojawią się szokujące i wyolbrzymione ilustracje, np. raka języka, które mają zajmować aż 65% powierzchni paczki. Eksperyment może i byłby godny spróbowania, gdyby nie wcześniejsze doświadczenia z państw, gdzie potworności zamiast odstraszać od palenia, odstraszały od papierosów w oficjalnym obrocie. Australijczykom zajęło zaledwie rok, żeby przestawić się na normalne paczki tyle, że z przemytu. 
Przemycane mentole, czy normalnie wyglądające paczki papierosów, nie musza pokonywać Oceanu, żeby znaleźć się w polskich rękach. Tuż za naszą wschodnią granicą, specjalnie z myślą o drugim obiegu w Polsce, produkuje się rok rocznie miliony sztuk papierosów. Teraz będzie można, bez większego ryzyka podwoić produkcję. Chętnych do przenoszenia ich przez granicę, przy tak atrakcyjnej marży, wynikającej ze zbyt szybkich podwyżek akcyzy w Polsce (powyżej wymogów unijnych), nie zabraknie.

Sięgnięcie po paczki z nadrukami cyrylicą jest naturalną konsekwencją postanowień unijnych. 20% konsumentów pali “mentole”, trzeba być wyjątkowo naiwnym, żeby sądzić, że teraz zmienią gusta. Ba, że ten zakazany owoc, nie zacznie im jeszcze lepiej smakować. Szara strefa wyrobów tytoniowych (papierosów i tytoniu) co roku wzrasta, w czwartym kwartale 2013r. wyniosła 20-25% całego rynku. Gdyby przemytnicy byli firmą , to już dziś dołączyliby do grona największych koncernów tytoniowych w Polsce. Gdyby zechcieli płacić podatki i akcyzy, to rozwiązaliby dziury w budżetach na szkolnictwo. Ale to nie koniec. Według badania instytutu Homo Homini z końca ub.r., prawie połowa konsumentów, którzy nie będą mogli znaleźć w sklepie swoich ulubionych papierosów, będzie ich szukać na czarnym rynku. O tyle też skurczą się wpływy do budżetu.

Branża tytoniowa w swoich fabrykach, zatrudnia 6,5 tys. osób. Do tego dodajmy 60 tys. plantatorów i ponad pół miliona osób pracujących w 120 tys. punktach sprzedaży sprzedających tytoń. Nie trzeba zagłębiać się w wyliczenia Polskiego Związku Plantatorów Tytoniu, wystarczy zdrowy rozsądek, żeby zrozumieć, że wraz z rodzimymi papierosami zmniejszać będzie się zapotrzebowanie na polski tytoń. A w krótkim czasie uprawa stanie się nieopłacalna i tysiące rolników będzie musiało szukać pracy gdzie indziej. Możemy mieć tylko nadzieję, że i oni nie zostaną wypchnięci do szarej strefy, która chętnie przytuli nowych ludzi do rozprowadzania, czy skręcania nielegalnego tytoniu, albo nie pójdą na trwałe bezrobocie.

Na tym nie koniec unijnego plonu. Według szacunków Polskiej Izby Handlu, dyrektywa zagrozi 560 tys. miejscom pracy w Polsce. Dla wielu punktów sprzedaży papierosy stanowiły jeden z najważniejszych towarów. Teraz gros tego rozprowadzał będzie kto inny.

Polscy parlamentarzyści w Parlamencie Europejskim, zachowywali się bardzo racjonalnie w dyskusji o antytytoniowych obostrzeniach. To jednak nie wystarczyło by zatrzymać przyjęcie dyrektywy. W momencie jej przyjęcia nie powinniśmy jednak rezygnować z walki. Dyrektywa Tytoniowa została bowiem przyjęta w oparciu o artykuł 114 Traktat o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE) dotyczący m.in. harmonizacji rynku wewnętrznego. A zakaz sprzedaży papierosów mentolowych, to żadna harmonizacja, to ingerencja w wybór jednostki i arbitralnie wprowadzony zakaz. Nie ma żadnych przesłanek prawnych żeby zakazać jednego wybranego gatunku papierosów na co wskazuje opinia Komisji Prawnej Parlamentu Europejskiego z czerwca 2013. Czy na podstawie artykułu 114 TFUE można będzie za chwilę zakazywać sprzedaży innych produktów, które unijni biurokraci uznają za szkodliwe? To groźny precedens i asumpt do przyjmowania w przyszłości do innych regulacji gdzie Unia, pod pozorem harmonizacji będzie pozbawiać nas przewagi konkurencyjnej i niszczyć nasz rynek pracy.

Dyrektywa jeśli nie zostanie zaskarżona będzie musiała wejść do naszego porządku prawnego. Szczególną uwagę będziemy więc zwracali na jej implementację. Na ile będzie to wykonanie, koniecznego minimum, a na ile polscy urzędnicy, z własnej woli, wykorzystywać będą to do wymuszania dodatkowych absurdalnych zakazów i nakazów tak, jak to miało miejsce w przypadku regulacji w zakresie obrotu żywnością. Zarówno WEI jak i Związek Przedsiębiorców i Pracodawców nie pozostanie tu obojętny i będzie bronił dobrej zasady „UE + 0” przy wprowadzaniu dyrektywy tytoniowej jak i innych dyrektyw. To dobry okres do podnoszenia i dyskutowania tych kwestii w długim sezonie wyborczym jaki nas czeka. To doskonała okazja do zademonstrowania racjonalnego myślenia kandydatów, którym WEI chętnie udostępni w nadchodzących miesiącach swoje łamy.

Tomasz Wróblewski