Gospodarka
Przestępstwa karuzelowe, czyli o wyłudzeniach podatku VAT
01.10.2015

Co więcej mechanizm wyłudzenia jest tak prosty, że wymyślić są go w stanie studenci pierwszego roku. Udawanie, że do karuzel VAT potrzebne jest wiele firm i transakcje transgraniczne to mit. Oczywiście skomplikowanie procesu powoduje, że trudniej go wykryć i to jest jedyny powód dla którego cały proceder wygląda tak zaawansowanie.

A intencje były zacne. Podatek VAT miał ograniczyć szarą sferę i wyeliminować problem znikającego ostatniego podatnika występujący w przypadku podatku obrotowego. Tego ostatniego kroku miała pilnować machina tortur zwana kasą fiskalną. I tak uciekając z jednego fiskalnego problemu trafiliśmy na minę – Eldorado dla przestępców. Wyłudzenia z tytułu VAT W Unii Europejskiej są szacowane na ponad 50 mld EUR w skali roku. W Polsce to może być aż 50 mld złotych rocznie.

Sam proceder próbowano ograniczyć wprowadzając mechanizm odwrotnego obciążenia na towary, które najczęściej były używane przez przestępców do wyłudzeń. Idea tego podejścia zasadniczo sprowadza się do przywrócenia podatku obrotowego na określone towary – w handlu między firmami podatek de facto nie obowiązuje – nalicza się go dopiero przy sprzedaży konsumentowi.

To oczywiście spowodowało zabawę w kotka i myszkę. Objecie jednych towarów procedurą doprowadzało tylko do tego, że przestępcy przestawiali się na inne. I tak z nowelizacji na nowelizację rozszerzany jest katalog produktów objętych odwrotnym obciążeniem, bez większych efektów w zwalczaniu przestępczości. Efekty odczuwają jednak przedsiębiorcy, którzy efektywnie muszą dziś obsługiwać zarówno podatek VAT jak i podatek obrotowy. To wiąże się z dodatkowymi obciążeniami administracyjnymi. Dodatkowa deklaracja VAT, która weszła w życie od lipca jest niczym innym jak metodą wyłapywania znikających podatników podatku obrotowego. 1% nieuczciwych znowu determinuje przepisy i koszty dla 99% uczciwych przedsiębiorców. A przecież obiecano nam, że tak się nie stanie.

Brałem ostatnio udział w debacie z udziałem przedstawicieli Ministerstwa Finansów, Prokuratury oraz ojcem polskiego VATu profesorem Modzelewskim. Wszyscy zgodziliśmy się, że odwrotne obciążenie nie jest rozwiązaniem problemu. Zupełnie różniło nas jednak podejście do rozwiązania problemu. Oczywiście Ministerstwo i Prokuratura odśpiewały tradycyjna pieśń o zwiększaniu uprawnień służb, wyższych karach, współpracy międzyresortowej. Tyle tylko, że służby skarbowe już dziś mają więcej uprawnień niż służby specjalne – i co? I nic! Podejście naszej biurokracji jest osadzone w świecie papierowym, a nie rzeczywistym. Kontrolując dokumenty nigdy nie dogoni się przestępców.

Dlatego też, najczęściej łapane są firmy zamieszane w proceder pośrednio, z naiwności, głupoty lub chciwości. Tymczasem organizatorzy procedery są bezpieczni i nieuchwytni. Prokurator z radością obwieścił, że udało się w końcu uzyskać wyroki więzienia bez zawieszenia dla sprawców. Uniknął jednak odpowiedzi na pytanie czy byli to szefowie gangów czy płotki. Tymczasem wiele firm jest paraliżowanych kontrolami na długie miesiące ze względu na „solidarność” w zakresie wyłudzeń VAT. Oznacza to tyle, że jeśli towar przewinął się przez nasza firmę to odpowiadamy za nieodprowadzony VAT przez naszych kontrahentów. Czyli zasadniczo stajemy się zakładnikami wydarzeń poza nasza kontrolą.

Kolejne pomysły rozwiązania problemów były nie mniej kuriozalne. Z solidarności mogłoby nas zwolnić przelewanie płatności na dwa osobne konta – osobno części netto, a osobno VAT. Ta druga część trafiałaby na rachunek powierniczy, co uniemożliwiałoby wyłudzenia. W teorii brzmi zachęcająco. W praktyce dla malej firmy, która handluje z kilkoma tysiącami kontrahentów to wyzwanie znacząco podnoszące koszty funkcjonowania – od tych informatycznych po koszty opłat bankowych. No ale w Polsce tworzy się prawo sądząc, ze operuje u nas 2 miliony Orlenów, które stać na dostosowanie się do dowolnych przepisów.

To czego brakuje w tej dyskusji to próba podejścia systemowego, które uniemożliwi przestępcze działania. Administracji wydaje się, że wystarczy „uszczelnianie” poprzez fiskalizm i działania służb. Problem polega na tym, że przy tym poziomie szczelności wielu uczciwych się podusi, przestępcy zaś będą operowali nadal bezkarnie. A wystarczyłoby przecież na przykład objąć procedurą odwrotnego obciążenia wszystkie towary efektywnie wracając do podatku obrotowego. Karuzele Vat skończą się wtedy natychmiast. Oczywiście pojawią się nowe pola do nadużyć, ale z budżetu nie uda się wydrzeć ani złotówki. Pomysłów na rozwiązania problemów może być znacznie więcej. Tylko czy w interesie prawodawców jest rozwiązanie problemu czy tez ciągłe jego rozwiązywanie poprzez poszerzanie intruzyjności organów państwa?

Tomasz Kasprowicz