Bezpieczeństwo
Rosja nie pójdzie na konfrontację gazową
15.05.2014

W obecnej sytuacji ma właściwie pełne prawo konfiskować cały płynący przez nią gaz rosyjski jako rekompensatę za dobra utracone wskutek okupacji Krymu przez Federację Rosyjską, co zapewne spotkało by się ze zrozumieniem na zachodzie, choćby w Polsce.

Nie robi tego jednak, bo podobny ruch podgrzałoby atmosferę, chce więc płacić, ale 268 dol. za tysiąc metrów, co jest ceną uczciwą. Odcięcie dostaw wciąż wisi w powietrzu, lecz ostatnie wypowiedzi Dmitrija Miedwiediewa oraz szukanie przez Rosję pośrednictwa w UE świadczą o tym, iż Kreml nie zdecyduje się na tak radykalny ruch. Wystarczy, by Ukraina zapłaciła cokolwiek, nawet wyliczając cenę po swojemu. Rosja będzie głosić, że to wciąż tylko część długu, ale uzna, iż jest on regulowany, co da jej pretekst do utrzymania dostaw.

Surowiec będzie więc nadal płynął w rurach. Takie rozwiązanie to wzór na przyszłość, manewr z częściową spłatą bez zgody na narzuconą cenę można powtarzać niemal w nieskończoność. Moskwa zapewne z konieczności po cichu zaakceptuje nagie fakty, bowiem kolejny kryzys gazowy, wskutek którego gaz przestałby płynąć także do państw UE tylko wzmacnia szansę na powołanie unii energetycznej postulowanej przez premiera Polski, a to już z całą pewnością podważałoby dotychczasowe energetyczne status quo w relacjach z Europą, tak korzystne dla Kremla.

Andrzej Talaga

Fot. na lic. CC3.0/Wikipedia