Gospodarka
Rubel grozi dolarowi
13.05.2014

To idee fix rosyjskiego rządu realizowana sukcesywnie przez tamtejsze ministerstwo finansów. Urzędnicy się naradzają, rosyjskie banki przytakują, koncerny paliwowe – które pierwsze będą miały kontakt z nową rzeczywistością – też w zasadzie są za, choć zdaje się, mają pewne wątpliwości.

Wynikają one z prostej konstatacji, że nikt – poza Kremlem – rubla nie kocha. Kreml też pewno za nim nie przepada (nie darmo rosyjski establishment lokuje krocie swoich zysków w zachodniej walucie) ale wiadomo, że jeszcze bardziej nienawidzi dolara. Tak oto polityczna niechęć do Waszyngtonu bierze górę nad zdrowym rozsądkiem.

Po co przerzucać się na rubla, skoro wiadomo, że jest to słaba waluta, o marnych perspektywach, oparta na gospodarce zagrożonej recesją? Rubel traci w rozliczeniach międzynarodowych nie tylko do renomowanej czołówki – dolara amerykańskiego, euro i jena – ale również do peso meksykańskiego czy dolara nowozelandzkiego.

Jak widać, politycy o wybujałych ambicjach chętnie wrzucą trochę piachu w tryby gospodarki. A przynajmniej będą próbowali…

Jednak w tym szaleństwie jest metoda. Rosyjskim bankom koncepcja powrotu do rubla podoba się, bo zarobią krocie – według informacji Rzeczpospolitej, nawet około 1 mld dol. tylko w tym roku. Zachodnią walutę od zagranicznego kontrahenta trzeba będzie przecież przyjąć, przeliczyć, przetransferować… Marże na takich operacjach są wysokie, do tego dochodzą różnice kursowe.

Całkiem możliwe, że pomysł ma też drugą stronę – przejście na ruble w konsekwencji… wzmocni rosyjską walutę. Urzędowe wypromowanie rubla – skoro stanie się on obowiązkowym pieniądzem w rozliczeniach międzynarodowych – siłą rzeczy zwiększy jego wartość.

Z tej konfrontacji dolar – rubel, oczywiście zwycięski wyjdzie ten pierwszy. Ale cóż szkodzi spróbować? Zwłaszcza, że na tym pomyśle na pewno uda się sporo zarobić.

Stanisław Koczot

Fot. na lic. CC2.0/aut. jouchka/flickr.com