Demografia
Rusza karta dla rodzin. To szansa dla gmin i biznesu
13.06.2014

Co przewiduje program? Karta ma przysługiwać rodzinom wychowującym troje i więcej dzieci. Rodzice dostaną ją bezterminowo, a dzieci do ukończenia 18 lat. W przypadku kontynuowania nauki – do 25. roku życia.

Na pierwszym, ogólnopolskim poziomie KDR ma wprowadzić zniżki za wstęp do instytucji podległych rządowi. Będą to m.in. ulgi w cenie wejściówek do muzeów, parków narodowych, rezerwatów przyrody. Program przewiduje, że każdy minister będzie deklarował pakiet dla rodzin wielodzietnych. Najważniejszy państwowy bonus na karcie stanowić mają zniżki na PKP. Wyniosą one, obejmując rodziców i dzieci, 20 proc., jeśli w rodzinie jest troje potomstwa, 25 proc., gdy jest ich czworo i pięcioro, oraz 40 proc., gdy jest ich sześcioro lub więcej. Będą one doliczane do zniżek ustawowych.

Drugi poziom działania kart to poziom gminny. Karty zostaną zatem „dopełnione” zniżkami oferowanymi przez lokalne władze, np. na wstęp do prowadzonych przez nie instytucji kultury, baseny, na przejazdy lokalną komunikacją czy czesne w przedszkolach. Dla samorządowców będzie to nowy sposób promowania siebie jako miejsca przyjaznego rodzinom. Nie ma nic cenniejszego niż ludzie. Te gminy, które wykorzystają mądrze możliwości jakie daje Karta, będą w batalii o ludzi przed innymi.

Jednak najważniejszy i najbardziej namacalny dla rodzin może się okazać poziom trzeci, czyli biznesowy. Jeśli do programu, w zamian za uzyskanie prawa do używania określenia „Tu honorujemy Kartę Dużej Rodziny”, przystąpią na przykład duże sieci handlowe, księgarnie, apteki – będzie to prawdziwa ulga dla portfeli rodzin. Zyska też biznes. Wprawdzie rodziny wielodzietne nie należą do najzamożniejszych, ale w swojej masie wydają całkiem sporo. Mogą zatem istotnie zwiększyć obroty firm, które przystąpią do programu.

Oczywiście KRD nie wyczerpuje rzeczy do zrobienia, by zapobiec naszemu demograficznemu dramatowi. W Polsce przestały rodzić się dzieci, znad Wisły masowo uciekają nasi młodzi obywatele, nie prowadzimy praktycznie żadnej polityki imigracyjnej. Te trzy ostrze demograficznej gilotyny prowadzą nas na manowce rozwoju.

Doświadczenia krajów które poradziły sobie z problemem braku dzieci uczą, że potrzebne są co najmniej cztery rzeczy. Cały pakiet działań (jedna karta nie załatwia sprawy), własny mix rozwiązań (to co działa nad Sekwaną nie musi działać nad Wisłą), długofalowa strategia (rodziny czują się bezpieczne gdy nie zmienia się co kadencję adresowanych do nich rozwiązań) i pieniądze (nie da się bez nich robić żadnej polityki, a już na pewno nie demograficznej; poza tym wydatek na dzieci to inwestycja!).

Dlatego sama karta nie wystarczy. Ale dobrze, że jest. Przy bardzo niewielkim wysiłku finansowym państwa można zrobić całkiem sporo.

Fot. na lic. CC2.0/aut. Photoflurry/flickr.com