Bezpieczeństwo
Rosja kusi Amerykę łże-rozbrojeniem
01.11.2020

Analiza potencjalnych konsekwencji amerykańskich wyborów prezydenckich Andrzeja Talagi dla Warsaw Enterprise Insitute

 

Przed amerykańskimi wyborami Rosja złożyła ich zwycięzcy dwie oferty strategiczne. W obu wypadkach adresatem jest bardziej Biden niż Trump. W obu ewentualne podjęcie propozycji przez nową administrację osłabiłoby bezpieczeństwo Polski.

Niewątpliwie nowa administracja amerykańska będzie musiała przedstawić nowe pomysły na dwie kluczowe kwestie w polityce bezpieczeństwa USA. Pierwsza to wybujała asertywności Chin, druga – destrukcyjne działania Rosji. Oba te mocarstwa nie chcą grać w dyrygowanej przez Waszyngton orkiestrze zwanej międzynarodowym ładem ukształtowanym po zimnej wojnie. Oba też zagrażają interesom amerykańskim w dwóch kluczowych dla bezpieczeństwa Ameryki regionach – Pacyfiku i Europie.

 

1.

Dla Polski istotniejsza jest Rosja. W kampanijnej retoryce obu kandydatów prezydenckich znalazła ona poczytne miejsce. Moskwa sparzyła się na Trumpie. Jego poglądy i deklaracje przed poprzednimi wyborami, a nawet już po objęciu przez niego urzędu prezydenckiego, dawały Moskwie nadzieję na ułożenie relacji z USA na zasadzie duopolu i kondominium. Dwa mocarstwa określają swoje strefy interesów i nie ingerują w nie, a jeśli nie da się wyraźnie rozgraniczyć owych stref, sprawują wspólną kontrolę nad interesującymi ich obszarami. To klasyczny układ „koncertu mocarstw”, którego przywrócenie to wręcz rosyjska idee fixe

Nic z tego nie wyszło, Trump nie podjął rękawicy i ani myślał się czymkolwiek dzielić z Putinem.  Przeciwnie, kontrował jego poczynania, czego dowodem zwiększona obecność wojsk USA w Polsce i innych państwach wschodniej flanki NATO, przezbrojenie armii USA do wojny konwencjonalnej z równorzędnym przeciwnikiem, czy dostawy amerykańskiej broni tzw. zabijającej na Ukrainę.

Stawianie znowu na Trumpa byłoby stratą zaangażowanych w to środków. Nie inaczej z Bidenem, który w jednym z wywiadów powiedział, że Rosja jest nawet większym zagrożeniem dla bezpieczeństwa USA niż Chiny. No i ma on w pamięci grę Moskwy w poprzednich wyborach na odebranie zwycięstwa kandydatce demokratów Hilary Clinton oraz bardziej niż nieudany reset z Moskwą, gdy był wiceprezydentem u Baracka Obamy.

 

2.

W takiej sytuacji Kreml zdecydował się na sondażowe wysłanie ofert pokojowych. Rozładowanie napięć międzynarodowych, rozbrojenie, pojednanie zawsze są miłą melodią dla prezydentów zaczynających urzędowanie. Swego czasu Obama, idąc tym tropem, snuł wręcz w czeskiej Pradze wizję świata bez broni nuklearnej. Moskwa stawia zatem wyraźnie na wygraną Bidena i podsuwa mu na razie nieśmiało trop wiodący do nowego resetu. Niezależnie bowiem od tego, co Biden mówił w kampanii wyborczej to Chiny, a nie Rosja są obecnie głównym zmartwieniem Stanów Zjednoczonych i tak już pozostanie. Pojednania z Rosją nie jest w tej sytuacji konstruktem niemożliwym. 

Pierwsza oferta Moskwy to propozycja wzajemnego, bezwarunkowe przedłużenia układu o nuklearnych zbrojeniach strategicznych START (tzw. Nowy START podpisany w 2010 r., którego ważność upływa w 2021 r.) Druga – częściowego przywrócenia wypowiedzianego jednostronnie przez Trumpa układu o rakietach średniego zasięgu wystrzeliwanych z lądu (INF). 

W pierwszej Moskwa oferuje zachowanie status quo na czas wypracowania nowego porozumienia, które obejmie także inne mocarstwa nuklearne, głównie Chiny, o co zabiegała Ameryka. W drugim przypadku chodzi o propozycje nierozmieszczania w europejskiej części Rosji rakiet 9M729 (SSC-8 w terminologii NATO). To pociski manewrujące wystrzeliwane z wyrzutni systemu Iskander o zasięgu ponad 500 km, a więc przekraczającym limit ustanowiony w INF. W zamian Amerykanie mieliby nie instalować na Starym Kontynencie rakiet manewrujących wystrzeliwanych z lądu. Obie strony miałyby prawo do wzajemnych inspekcji wyrzutni Iskander i systemu Aegis Ashore – to wprawdzie system przeciwrakietowy, ale Rosjanie podejrzewają, że jego wyrzutnie lądowe mogą też służyć do odpalania rakiet manewrujących. 

 

3.

Obie propozycje Moskwy są dla Polski niebezpieczne i miejmy nadzieję, że zwycięzca wyborów prezydenckich w USA nie da się na nie nabrać. 

Na początek strategiczna broń atomowa. Rosja zdołała zmodernizować swoją tzw. triadę strategiczną, a zatem nosicieli broni i samą broń atomową odpalaną z lądu, morza i powietrza. Ameryka dopiero zaczęła taką modernizację i wydaje się na razie w tyle na Moskwą. Rosjanie mogliby wykorzystywać START do torpedowania amerykańskiego wysiłku modernizacyjnego. Korzystniej byłoby nie przedłużać układu i podpisać nowy po zakończonej modernizacji. 

Amerykański parasol nuklearny jest twardym gwarantem bezpieczeństwa tak samej Ameryki, jak i jej sojuszników. Polska także jest nim objęta w ramach NATO i im broń ta nowocześniejsza i bardziej wiarygodna w użyciu, tym nasze bezpieczeństwo większe. Działa tu stara zasada odstraszania; obowiązywała ona w czasie zimnej wojny i obowiązuje nadal, nic się w tym zakresie się nie zmieniło.

Podobnie jest w przypadku rakiet manewrujących średniego zasięgu odpalanych z lądu. Rosja już je rozmieściła w Europie gwałcąc układ INF (choć temu zaprzecza), Ameryka dopiero musi je tu zainstalować. Gdyby nawet doszło do zawarcia takiego porozumienia, przerzut rakiet 9M729 z zachodniej Syberii na przykład do Królewca zajmie ledwie parę godzin, przerzut podobnych systemów z Ameryki co najmniej kilka razy dłużej. Na współczesnej wojnie czas akcji i reakcji ma fundamentalne znaczenie.  

W interesie Polski leży zatem nie tyle wycofanie rakiet rosyjskich – bo nadal grożą nam wciąż systemy dopuszczone przez INF, głównie balistyczne Iskandry, natomiast ewentualny powrót niedozwolonych przez INF rakiet manewrujących średniego zasięgu to kwestia godzin – lecz rozmieszczenie podobnych systemów amerykańskich w Europie, a najlepiej w Polsce. Wtedy ewentualne użycie takiej broni przez Rosję spotka się z analogicznym odwetem USA

Nie bez znaczenia jest też sprawa potencjalnej, wzajemnej inspekcji instalacji rakietowych. Baza systemu Aegis powstaje między innymi w pomorskim Redzikowie. Rosjanie mieliby zatem prawo do inspekcji bazy w Polsce ponad polskimi głowami i bez polskiej zgody.

 

4.

Rozbrojenie czy kontrola zbrojeń są wielką wartością, ale Rosja nie przedstawia swoich propozycji z umiłowania pokoju, to gra na uwikłanie nowego prezydenta USA. Oby jej nie podjął, choćby w imię skaptowania Rosji do nieformalnego sojuszu antychińskiego. Drobne ustępstwa z jego strony mogą bowiem skutkować, niejako przy okazji, znaczącym osłabieniem bezpieczeństwa Polski.  

 

Tekst oddaje prywatne poglądy autora.

 

Treść analizy w wersji pdf dostępna jest w tym miejscu.