Bezpieczeństwo
Stawiajmy na innowacje w wojsku, stwórzmy Gwardię Narodową
25.08.2014

WEI: Czy niezależnie od zwiększenia wydatków na zbrojenia powinniśmy myśleć o budowie Gwardii Narodowej z prawdziwego zdarzenia?

Paweł Kowal*: Kwestie obronności stają się jednym z głównych tematów polityki. Ale myśląc etapami, to po pierwsze należałoby przypilnować, aby te ustawowe 1,95% PKB na obronność było faktycznie wydawane na zbrojenia. Bo w rzeczywistości, obecnie nawet, gdy jest to zapisywane w budżecie, to te budżety od dawna nie są wykonywane.

Po drugie, powinny być podniesione wydatki na zbrojenia. Ale nie chodzi tu o zakupy sprzętu, zwłaszcza nie chodzi o zakupy sprzętu za granicą. Chodzi przede wszystkim o badania na rzecz wojska, współpracę z wydziałami informatyki na politechnikach, jeśli chodzi o cyberbezpieczeństwo.

Chodzi o taką konstrukcję tego “wojskowego budżetu”, aby wspierał on innowacje, patenty, rozwój, także, jeżeli chodzi o sferę cywilną. W dalszym etapie, należy pomyśleć o Gwardii Narodowej i innych różnych formach przygotowania do obrony, przeszkoleń wojskowych. Obserwowałem kilka dyskusji na Twitterze, w których młodzi ludzie pytali ministra obrony narodowej, gdzie mogą się przeszkolić na wypadek wojny, gdyby chcieli. Okazuje się, że nie ma na to dobrej odpowiedzi.

W obecnej sytuacji – ilu żołnierzy powinna liczyć w pełni gotowa formacja do działań zbrojnych na najwyższym poziomie NATO w Polsce?

Trudno powiedzieć. Polska nie jest obecnie krajem, który sam się będzie bronić. Istota polega na tym, aby przez kilka dni bronić się samemu, a potem działać w ramach wspólnej armii NATO. Mimo to, że armie są obecnie nowoczesne, to, gdy szczerze rozmawia się z ekspertami od obronności, to oni wciąż uważają starą zasadę za aktualną – armia powinna być powyżej 100 tys. żołnierzy.

Jak może wyglądać teraz dynamika wydarzeń? Czy Putin będzie parł do dalszej ekspansji, manewry w Kaliningradzie będą przyrywką do konfliktów z Estonią lub Łotwą, czy na jakiś czas zatrzyma się i zadowoli tym, co ma na Ukrainie?

Putin i jego działania będą reakcją na opór na Zachodzie. Jeżeli Zachód będzie stawiał realny dyplomatyczny, polityczny opór, to wtedy Putin powstrzyma swoją ekspansję. Dzisiaj działanie Putina to odpowiedź na słabość Zachodu, jeśli chodzi o reagowanie i tempo, bo przede wszystkim Zachód reaguje zbyt późno. Unia Europejska ma złą koncepcję ustalania warunków zgody z Putinem. W UE obowiązuje zasada mówienia Putinowi: Jeżeli ty nie wykonasz następnego kroku, to my znormalizujemy stosunki z tobą i wtedy osiągniemy cel, jakim jest stabilizacja. Putin odbiera to jako słabość, ponieważ powinno się zdecydowanie oczekiwać od Putina, aby wycofał się na pozycję sprzed zajęcia Krymu, czyli na pozycję, która odpowiada normom prawa międzynarodowego.

Na ile skuteczne wydają się zachodnie sankcje?

Dzisiaj są skuteczne umiarkowanie, dlatego, że one w ogóle mogą zadziałać z pewnym opóźnieniem. Z pewnym opóźnieniem zadziała także aneksja Krymu, bo nie przyjechali tam turyści i ludzie na Krymie zaczną odczuwać biedę za kilka miesięcy. Tak samo dopiero za jakiś czas zaczną być odczuwalne sankcje. Dzisiaj są jeszcze magazyny. Za kilka miesięcy sytuacja będzie wyglądać zupełnie inaczej. Albo sankcje będą masowo omijane, np. za pośrednictwem Kazachstanu i Białorusi, albo jeśli będą realnie wykonywane, to Rosjanie ich skutki poczują i zrozumieją, że ta putinowska polityka prowadzi donikąd. Ale to na pewno potrwa jeszcze kilka miesięcy, bowiem sankcje prawie nigdy nie działają w sposób natychmiastowy.

Rozmawiała Katarzyna Bańbor

 

* Paweł Kowal jest politykiem, historykiem i politologiem. Był posłem na Sejm V i VI kadencji oraz posłem do Parlamentu Europejskiego VII kadencji, obecnie związany jest z Polską Razem Jarosława Gowina.

Fot. Chor. Artur Zakrzewski/DPI MON/mon.gov.pl