Gospodarka
Swissleaks. Podatki i bodźce.
21.02.2015

Ponad 500 ujawnionych klientów jest powiązanych z Polską, ich środki w HSBC szacowane są na 865 mln dolarów. W następstwie tych faktów wybuchła afera zwana “Swissleaks” i  w jej następstwie wszczęto śledztwa między innymi w Stanach Zjednoczonych, Francji czy Argentynie. Nie chodzi w nich bynajmniej o ściganie tych, co dane zdobyli i ujawnili. Śledztwa dotyczą owych 100 mld dolarów, które po części pochodzą z przestępstw, a po części z uczciwej działalności ale nie zostały opodatkowane. Do wycieku danych doprowadził jeszcze w 2007 roku analityk Herve Falciani pracujący dla HSBC w Genewie, jednak informacja, przekazana francuskiemu dziennikowi Le Monde a następnie innym mediom, upubliczniona została dopiero z początkiem lutego 2015 roku. Co ciekaw sam Falciani został postawiony przez szwajcarską prokuraturę w stan oskarżenia o szpiegostwo przemysłowe i udostępnianie tajnych informacji władzom obcych państw. 

100 mld dolarów to ogromna suma i nawet gdyby nie było w niej podlegających konfiskacie  dochodów z przestępstw, to nieopodatkowanie takich środków oznacza znaczne straty dla budżetów państw. Bank HSBC miał od 2005 roku miał proponować swoim klientom pomoc w uniknięciu opodatkowania rachunków oszczędnościowych. W 2012 HSBC zapłacił 1,9 mld dolarów kary za pranie brudnych pieniędzy a obecnie istnieje podejrzenie, że jest zamieszany w podobny proceder z brazylijską firmą Petrobras. O ile szkodliwość prania brudnych pieniędzy nie budzi większych kontrowersji, o tyle unikanie opodatkowania może być postrzegane jako zjawisko pozytywne dla gospodarki a nawet etyczne. 

Jeśli uznajemy przestrzeganie prawa pozytywnego za wartość samą w sobie, to bez wątpienia ukrywanie dochodów jest złe. Jednak wielu zwolenników wolnego rynku postrzega urzędy skarbowe jako rabusiów, którzy od tych pospolitych – można rzec „prywatnych”, różnią się jedynie tym, że mają wsparcie większej i jawnej organizacji – „publicznej”. Pomijając jednak kwestie etyczne, dzięki unikaniu opodatkowania więcej pieniędzy pozostaje w prywatnych rękach, co wpływa pozytywnie na funkcjonowanie gospodarki rynkowej. Prywatne pieniądze zostaną bowiem wydane na cele zaspokajające potrzeby tych, którzy je uczciwie zarobili, na inwestycje – co polepszy koniunkturę lub pozostaną na kontach, co przyczyni się do stabilności systemu bankowego. Jeśli zostaną źle zainwestowane – będzie to karą samą w sobie dla inwestorów, gdyż tylko oni poniosą straty, jeśli zainwestują z zyskiem – to znak, że przysłużyli się klientom „oszukując” fiskusa i robiąc inny użytek z pieniędzy. 

Nie należy jednak zapominać o drugiej, ciemniejszej stronie medalu. Pieniądze w rękach tych, którzy je wypracowali to jedno, a planowany budżet to drugie. Jeśli ministerstwo finansów miało w planach zabrać te pieniądze w formie podatków, to z pewnością zaplanowało, na co je następnie wydać. Ukrycie tych dochodów nie spowoduje zniknięcia planowanych wydatków. W takiej sytuacji możliwe jest oczywiście ich obcięcie, jednak to wyjście trudne i politycznie niemal niewykonalne. Bardziej prawdopodobne możliwości to zwiększenie długu, podwyższenie podatków lub polepszenie ściągalności przy istniejących stawkach. Dwie ostatnie możliwości oznaczają dociśnięcie mniejszych, choć dochodowych, przedsiębiorców, których nie stać na działania antypodatkowe, lub chcących uczciwie łożyć na swój kraj. Ta sytuacja przypomina żebraka, który zwraca się o pomoc do człowieka, który pomógł mu już nieraz i mówi „do kogo mam się zwrócić po pomoc, do tego co mi nie da? Wolę do ciebie, do wiem, że coś mi dasz”. Z tą zasadniczą różnicą, że żebrakowi jednak można odmówić i nie straci się za to firmy lub wolności. 

Ukrywanie dochodów przed fiskusem jest jednym z przykładów niekorzystnych i przeciwskutecznych efektów wysokiego opodatkowania, opisanych w teorii znanej szerzej pod skrótową nazwą „Krzywej Laffera”. Praktyki HSBC i jego klientów można zinterpretować jako szczególny przypadek zjawiska opisanego przez Arthura Laffera. Otóż podwyższanie stawek podatkowych powoduje, że ludzie o wyżej opodatkowanych dochodach zaczynają postrzegać ryzykowne, balansujące na granicy prawa sposoby uniknięcia opodatkowania, jako korzystne. Ryzyko z nimi związane wydaje się im warte podjęcia, gdyż w przeciwnym wypadku oddadzą państwu zbyt wygórowaną sumę pieniędzy. W efekcie, wysokie podatki same w sobie stanowią pobudkę do nielegalnych działań. Dodatkowo obserwacja sceny politycznej, także(zwłaszcza?) polskiej zwiększa poczucie, że łamiąc w ten sposób prawo nie robi się czegoś naprawdę złego. W końcu rządzący codziennie przepuszczają nasze ciężko zarobione pieniądze na inwestycje o bardzo wysokich kosztach lub na premie za… właściwie nie wiadomo za co. O gorszych przypadkach już nie wspominając. A gdy pojawia się problem z płynnością budżetu – cóż, sięga się jeszcze głębiej do kieszeni podatników. 

Dziwić może, że bardzo rzadko pojawiają się próby eksperymentowania ze stawkami podatkowymi przez ich obniżenie. Rządzący Polską działają tak, jakby ślepo wierzyli ekonomistom sugerującym, że Polska jest daleko przed punktem optymalnych wpływów podatkowych i może śmiało zwiększać stawki. A takich ekspertów niestety nie brakuje. Jednak nawet jeśli to prawda, korzystne dla naszego dobrobytu byłoby, gdyby rząd spróbował się kiedyś o tym przekonać empirycznie i obniżył podatki. W końcu ściganie oszustów podatkowych samo w sobie jest kosztowne i licząc owe koszty nie należy zapominać o finansowaniu całych struktur ścigających takich „przestępców”. Kto wie, czy nawet w przypadku niższych wpływów po obniżeniu podatków, cięcia w takich, mniej wówczas potrzebnych, strukturach nie sprawiłyby, że i tak budżet by na tym skorzystał. 

Jacek Kubisz