Gospodarka
Trudne czasy dla Pendolino
21.05.2014

Pociągi Pendolino kupiło PKP Intercity od Alstomu w maju 2011 r. Wartość kontraktu to aż 665 mln euro. Pendolino testuje już swoje osiągi na polskich torach, problem jednak w tym, że do tej pory nie dostało homologacji na najwyższe prędkości. Wicepremier Janusz Piechociński stwierdził wręcz, że kontrakt na Pendolino może zostać zerwany, podpisanie umowy było błędem, a podobne pociągi można było zamówić w Polsce.

Trudno powiedzieć, ile w deklaracji Janusza Piechocińskiego było polityki, a ile twardej gry o kondycję polskiego przemysłu – nasi producenci taboru kolejowego to rzeczywiście europejska ekstraklasa. W każdym razie historia z Pendolino może mieć zaskakujący finał. To polityczny projekt, poważnie obciążony jej grzechami – wysoką ceną, rozdmuchanymi kalkulacjami wizerunkowymi, niedopasowaniem do polskich realiów. Sam produkt wygląda atrakcyjnie, jest rzeczywiście nowoczesny, choć w polskiej wersji mocno okrojony. Kłopot w tym, że o ile dobrze spisuje się na zachodzie Europy (choć i tam dochodzi do tragicznych wypadków, jak w lipcu 2013 roku w Santiago de Compostela, kiedy pociąg dużych prędkości Renfe Class 730 wykoleił się na łuku trasy), nasza infrastruktura kolejowa jeszcze długo nie będzie przystawała do jego możliwości.

PKP Intercity pociągi kupiła, ale kolej nie przygotowała dla niego odpowiednich torów, nie zmodernizowała tras, nie zamontowała urządzeń, które pozwalają na bezpieczne rozwijanie wysokich prędkości. Według nieoficjalnych informacji, brakuje rozwiązań elektronicznych, które informują maszynistę, że za chwilę będzie miał czerwone światło. Pociąg pędzący z prędkością 250 km na godzinę musi mieć sygnał ostrzegawczy dużo wcześniej niż tradycyjna lokomotywa.

Pojawiła się koncepcja, by pendolino homologować na trasach np. niemieckich czy na torze Velim w Czechach , ale czy ma to sens, skoro pozwolenia dotyczą kraju, w którym pociąg ma jeździć? I kto ma dać odpowiedni certyfikat, urząd niemiecki, a może czeski?

Wątpliwości jest dużo, a termin grudniowego oficjalnego startu – coraz mniej prawdopodobny, o ile w ogóle możliwy. Czy sprawy zaszły już tak daleko, że Polska jest skazana na pendolino, czy też kontrakt można rzeczywiście zerwać? Jeżeli szybki pociąg nie uzyska homologacji, całkiem możliwe, że wróci do Włoch. Dziennik Gazeta Prawna cytował w połowie kwietnia rzeczniczkę PKP Intercity, Zuzannę Szopowską, według której na odbiór pociągów z niższą niż zamówiona prędkością nie pozwala prawo zamówień publicznych. Szopowska podkreśliła, że prawo w bardzo restrykcyjny sposób określa zasady prowadzenia przetargu, jak również odbioru zamówionego produktu.

Gdyby kontrakt został zerwany, będziemy mieli skandal, duży międzynarodowy konflikt i sprawę sądową ciągnącą się latami. A także spore straty finansowe, bo trudno sobie wyobrazić, by Alstom bez walki oddał miliony euro, które już dostał od Polaków.

Stanisław Koczot

Fot. na lic. CC2.0/flickr.com