Bezpieczeństwo
Ukraina potrzebuje pomocy, aby zwyciężyć
06.07.2014

Separatyści nie są w stanie pokonać sił rządowych, a siły rządowe nie są w stanie pokonać separatystów. Ci ostatni bowiem wykazują się dużą mobilnością, kiedy przegrywają w Słowiańsku i Krematorsku przerzucają aktywność w inne rejony.

Ten pat bardzo przypomina sytuację z Bałkanów z lat dziewięćdziesiątych, kiedy w Bośni i w Chorwacji serbskie ruchy odśrodkowe były silnie wspierane przez państwo serbskie, położone tuż obok. Żaden z tych krajów nie znajdował się de facto w stanie wojny z Serbią. Mimo to wysyłała ona na wojnę żołnierzy (bez serbskich oznaczeń państwowych), a oprócz tego broń, doradców i pieniądze dla ruchów separatystycznych. To samo dzieje się w wypadku Ukrainy i Rosji. Rosja niby nie jest stroną konfliktu, ale pompuje środki finansowe, ludzi i sprzęt wojskowy wspomagając rebelię. Bez skontrowania tej aktywności nie da się wygrać wojny. Separatyści na Ukrainie mogą liczyć w każdej chwili na pomoc Rosji, zupełnie tak samo jak separatyści serbscy w Bośni i Chorwacji – na pomoc Serbii. Raz będzie ona słabła, raz narastała w zależności od sytuacji tak militarnej, jak i dyplomatycznej.

Porównując te dwa konflikty, widać wyraźnie, że na Bałkanach rozejm, a potem pokój – porozumienie w Dayton, zostało zawarte dopiero po tym, gdy jedna strona militarnie pokonała drugą. Siły bośniackie i chorwackie dostały wsparcie ogniowe i lotnicze NATO (przede wszystkim w Bośni), armia chorwacka – otrzymała sprzęt i wiedzę wojskową od Amerykanów. I wtedy dopiero mogła realnie wygrać wojnę z Serbami w Krainie i to w błyskotliwym stylu. Widzieliśmy wtedy, że Serbia jako państwo nie włączyła się do konfliktu, czyli nie wysłała swoich regularnych wojsk na pomoc pobratymcom w Bośni i Chorwacji. Zaakceptowała nawet rozwiązania pokojowe, bo nie miała później zbytnio innego wyjścia.

Obecnie trudno wyobrazić sobie jakąkolwiek interwencję NATO po stronie ukraińskiej. Z oczywistych powodów  jest to niemożliwe. Ale można sobie wyobrazić pomoc logistyczną oraz szkoleniową po to, aby armia ukraińska po prostu zwyciężyła militarnie. Wtedy Rosja zachowa się jak Serbia w latach 90., czyli prawdopodobnie zaakceptuje stan faktyczny i dopiero wtedy przystąpi do prawdziwych rozmów pokojowych, bo to, z czym mamy do czynienia obecnie, jest tylko udawaniem, że Moskwa chce rokowań, de facto nie robi nic, aby nie eskalować dalej tego napięcia. Na razie nie ma żadnego realnego powodu, aby zawierać jakiekolwiek porozumienie pokojowe, bowiem cały czas separatyści dają jej możliwość wpływania na rząd w Kijowie, rozgrywania karty donbaskiej.

Ukrainie należy pomóc nie w tym, aby zawarła pokój tu i teraz, bo jest to niemożliwe, tylko w tym, by zdobyła przewagę strategiczną i taktyczną nad separatystami i realną możliwość ich militarnego pokonania. Ukraina ma nie więcej niż 10 tysięcy żołnierzy zdolnych do walki, separatystów jest kilka tysięcy, więc siły są prawie wyrównane, z wyjątkiem tego, że separatyści oczywiście nie używają lotnictwa. Ale można powiedzieć, że przy takiej proporcji sił trudno będzie mówić o zwycięstwie w wojnie partyzanckiej, która jest bodaj najtrudniejszym wyzwaniem dla regularnej armii.. Ukraina, by zwyciężyć potrzebuje wiedzy wojskowej i doradców, którzy pomogliby wyszkolić jej siły i przygotować taktykę antypartyzancką. Wtedy zwycięstwo jest możliwe, a wraz z nim pokój w Donbasie i obwodzie Łużańskim. Wcześniej – wątpliwe. Ta wojna może wszak trwać latami.

Fot. mon.mil.gov.ua