Bezpieczeństwo
Unia Europejska wprowadza obowiązek posiadania inteligentnych liczników zużycia energii ? kto poniesie koszt tej reformy?
24.01.2015

Czym jest  inteligentne opomiarowanie?

Czym to inteligentne opomiarowanie jest i z czym się wiąże? Zaglądając w rządowe i unijne dokumenty można przeczytać o AMI (Advanced Metering Infrastructure), czyli całościowym systemie obejmującym urządzenia pomiarowe (liczniki), sieci, systemy komputerowe, protokoły komunikacyjne oraz procesy organizacyjne przeznaczone do pozyskiwania danych o zużyciu i parametrach energii u każdego odbiorcy. Celem tego projektu ma być wprowadzenie znacznych oszczędności energetycznych mających według prognoz rządowych sięgnąć nawet 27% do 2020 roku. Czy tak będzie w istocie?

Najbardziej widocznym elementem wprowadzenia systemu AMI mają być inteligentne liczniki energii, które zgodnie z dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady 2009/72/WE, będącą częścią tak zwanego trzeciego pakietu klimatycznego, do 2020 roku mają zagościć w 80% polskich gospodarstw domowych. Na czym polegać ma „inteligencja” tych nowych urządzeń?

W aktualnie funkcjonującym systemie dostawca energii nie dysponuje dokładnymi i bieżącymi informacjami na temat zużycia energii u jej odbiorcy. Wiedzę na ten temat uzyskuje poprzez prognozy z poprzednich okresów rozliczeniowych. w efekcie konsumenci często płacą za energię więcej niż wynosi koszt jej  zużytkowania. Z drugiej strony możliwa jest sytuacja w której realny koszt energii elektrycznej okaże się większy od tego zawartego w prognozie. W takiej sytuacji klient przedsiębiorstwa energetycznego zobowiązany jest do dopłaty. Sam system opłat za energię jest trudny do zrozumienia i aż 43% konsumentów przyznaje się, że nie rozumie informacji zawartych w rachunkach za energię.

Inteligentne liczniki mają to zmienić. Założenie według którego będą funkcjonować te urządzenia jest dosyć proste. Liczniki działają w ten sposób, że co 15 minut  dokonują odczytu zużycia energii dla całego lokalu, zbierają dane w większe pakiety i przesyłają je do sieci. Co równie istotne konsument będzie miał wgląd do tych danych, poprzez specjalną platformę internetową będącą w dyspozycji dystrybutora energii. Da mu to możliwość uzyskania dokładnych informacji na temat zużywanej przez niego energii.

Rządowe założenia

W rezultacie na zmianie mają zyskać wszyscy. Konsumenci uzyskają możliwość większej oszczędności energii i nie będą zmuszeni do kredytowania przedsiębiorstw energetycznych czy do uciążliwych dopłat. Znikną kontrolerzy odwiedzający nasze domy w celu kontroli liczników energii. Zmiana przyniesie korzyści również dla przedsiębiorstw energetycznych, które w optymalny sposób będą mogły przekazywać energię. Na zmianach zyskają również operatorzy sieci przesyłowych i dystrybucyjnych, którzy uzyskają cenne informacje dotyczące zużycia i potrzeb.

Analizując rządowe i unijne dokumenty dotyczące systemu AMI trudno oprzeć się wrażeniu, że rozwiązanie to postrzegane jest jako remedium na większość problemów polskiej energetyki. Brak oszczędności w gospodarstwach domowych? Inteligentne opomiarowanie rozwiąże ten problem, wystarczy, że odbiorcy będą mieli rozeznanie kiedy i jak zużywają za dużo energii. Trudności z wprowadzeniem unijnych regulacji dotyczących energooszczędnych żarówek? Kiedy konsumenci zyskają inteligentne liczniki, to na pewno zauważą że energooszczędne żarówki się opłacają. Należy upowszechnić OZE w gospodarstwach domowych? Odczyty z inteligentnych liczników na pewno skłonią właścicieli polskich domów do zaopatrzenia ich w panele słoneczne. Założenia te wydają się bardzo naiwne biorąc pod uwagę fakt, że zgodnie z raportem opracowanym między innymi przez Millward Brown i Ernst & Young, aż 74% ekspertów zgromadzonych na Forum Energetycznym ocenia swoją wiedzę w temacie jako niewystarczającą. AMI bez wątpienia poprawi wydajność krajowego systemu energetycznego. Odrębnym pytaniem jest jednak to czy rządowe, dość optymistyczne, szacunki się spełnią. Poza tym każda wielka systemowa zmiana wiąże się z pewnym ryzykiem i niewątpliwymi kosztami. I nad tym warto się zastanowić.

Ryzyka i koszty

Pierwszym z oczywistych niebezpieczeństw jest możliwość opóźnienia wdrożenia systemu. Zgodnie z rządowymi prognozami do końca 2015 roku liczniki te powinny znaleźć się w pięciu procentach gospodarstw domowych. Na ten moment inteligentne liczniki prądu pojawiły się w części gospodarstw domowych  w  Kaliszu, Drawsku Pomorskim, Opalenicy, Ostrowie Wielkopolskim, Wałczu, Koszalinie, Szczecinie czy Gliwicach. Należy się cieszyć, że pewne działania w zakresie wdrożenia AMI zostały już poczynione jednakże nie mają one charakteru systemowego, są to działania poszczególnych przedsiębiorstw energetycznych i na ten moment nie zanosi się, że nabiorą one charakteru masowego.  Warto dodać, że możliwości opóźnień nie wyklucza Ministerstwo Gospodarki  o czym mowa we wniosku skierowanym 22 sierpnia 2014 roku do Komisji Europejskiej. Rzecz jasna każde opóźnienie projektu generuje dodatkowe koszty i zmniejsza potencjalne korzyści.

Kolejną kwestią związaną z wdrożeniem AMI jest  ryzyko, w mojej opinii graniczące z pewnością, że umożliwienie pozyskiwania dokładniejszych informacji o wydatkowaniu energii nie skłoni polskich konsumentów do szczególnej oszczędności. Analizując to zagadnienie trudno o jakiekolwiek pewne dane. Jednakże skoro nawet liderzy opinii  zajmujący się energetyka nie mają dostatecznej wiedzy o inteligentnym opomiarowaniu, trudno oczekiwać aby właściciele gospodarstw domowych powszechnie zdali sobie sprawę z możliwości zaoszczędzenia na energii elektrycznej, którą da nowy system. Kluczowe jest tutaj to, że oszczędność w tym wypadku musi wiązać  się z pewnymi nakładami czasu i zmianą nawyków życiowych. Mimo istniejącej od 2007 roku możliwości zmiany sprzedawcy energii elektrycznej praktyka ta nie jest rozpowszechniona wśród Polaków. Trudno oczekiwać, że w przypadku AMI będzie inaczej. Niechęć społeczeństwa do nadchodzących zmian spotęgować może odczucie, że nowe liczniki przyczynią się do gromadzenia przez przedsiębiorstwa i organy państwa wrażliwych danych. Mimo, że na gruncie prawa  energetycznego informacje te chronione są w podobnym stopniu co dane osobowe, nie można z góry wykluczyć takich sytuacji.

Ostatnim ryzykiem, które nie zostało w należyty sposób uwzględnione przy tworzeniu projektu wdrażania AMI, są koszty legalizacji liczników energii elektrycznej. Zgodnie z aktualnym porządkiem prawnym co do zasady wynosi 8 lat. Po tym czasie licznik musi być ponownie dopuszczony do eksploatacji bądź też wymieniony na nowy jeżeli nie spełnia określonych wymogów. Tego typu wymiany generują koszt, który w przypadku „inteligentnych” a więc nowocześniejszych liczników będzie odpowiednio większy. Warto zwrócić uwagę na deklaracje polskiego rządu, w świetle których koszt wdrożenia AMI w jednym punkcie pomiarowym, czyli w uproszczeniu instalacji jednego licznika będzie wynosił około 360 złotych. Dla porównania analizy PSE Operator mówią o nakładach rzędu 552 złotych za punkt pomiarowy.  Co zatem idzie, jest wielce prawdopodobne, że koszty legalizacji liczników nie zostały odpowiednio uwzględnione w materiałach rządowych.

Kto za to zapłaci?

Mimo iż sam system inteligentnego opomiarowania jest bez wątpienia postępem technologicznym to wiąże się ze sporymi kosztami. Kosztami, które w rządowych szacunkach zostały w dużym stopniu zaniżone i przy ocenie których nie zostało uwzględnione pewne ryzyko. Co więcej, model wdrożenia systemu opiera się na przesadnie optymistycznych szacunkach dotyczących zaangażowania konsumentów, nie uwzględniając ich zachowawczego i ostrożnego nastawienia. Ministerstwo Gospodarki szacuje, że koszt wdrożenia systemu AMI wyniesie ponad 3,5 miliarda złotych do 2024 roku. Jest to wydatek duży, który najprawdopodobniej ulegnie jeszcze zwiększeniu. Polscy konsumenci chronieni są przed bezpośrednim przerzuceniem na nich kosztów reformy poprzez konieczność zatwierdzania taryf cenowych przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki. Jednakże żaden urząd nie jest w stanie zniwelować ekonomicznych kosztów tej reformy. Wydatki, które w celu wdrożenia inteligentnego opomiarowania poniosą przedsiębiorstwa energetyczne będą musiały zostać zbilansowane. Odbędzie się to albo poprzez pomoc publiczną, której koszty zawsze w końcu poniesie podatnik, albo poprzez zaniechanie innych inwestycji mających na celu modernizację i utrzymanie potrzebnej infrastruktury. Zaistniałą sytuację można podsumować stwierdzeniem, że żadna nowa „inteligentna” technologia nie jest w stanie zastąpić mądrej polityki energetycznej.

Szymon Dziubicki