Gospodarka
W stopach procentowych NBP bez zmian. Do marca.
11.02.2015

Co jakiś czas „rynki finansowe” oczekują informacji o ewentualnych zmianach stóp procentowych, by post factum zareagować w pewien sposób. Najistotniejsze są oczywiście stopy procentowe amerykańskiego Systemu Rezerwy Federalnej czy Europejskiego Banku Centralnego. Jednak, przynajmniej lokalnie, istotne są również stopy procentowe mniejszych graczy – jak na przykład Narodowego Banku Polskiego. I tak w zeszłym tygodniu Rada Polityki Pieniężnej ogłosiła, że stopy procentowe NBP na razie nie ulegną zmianie. Możliwe wszakże, iż okres oczekiwanej deflacji ulegnie wydłużeniu. Jeśli tak się stanie, należy się w marcu spodziewać obniżenia obecnych wartości: 2 proc. stopy referencyjnej, 3 proc. lombardowej, 1 proc. depozytowej i 2,25 proc. redyskonta weksli. Czy to dobre wiadomości czy złe? 

Konsensus

Obecnie w mediach ekonomicznych głównego nurtu, jak również w nauce, panuje konsensus dotyczący metod polityki pieniężnej. Wprawdzie kryzys finansowy zapoczątkowany w 2008 roku ukazał słabość standardowych narzędzi banków centralnych, jednak nie obalił podstawowych zasad ich funkcjonowania czy roli. Banki centralne wciąż stoją na straży stabilności cen, wartości emitowanego przez się pieniądza(co jest w zasadzie drugą stroną medalu stabilności cen) czy ewentualnie wspierać wzrost gospodarczy. Przyjmuje się założenie, że niewielki wzrost cen jest korzystny dla wzrostu gospodarczego – dla przykładu w Polsce od 2004 roku cel inflacyjny(czyli pożądany roczny wzrost poziomu cen) wynosi 2,5 proc z dopuszczalnym odchyleniem 1 punktu procentowego. Jeśli inflacja jest większa stopy procentowe z reguły się podwyższa. Jeśli jest mniejsza lub poziom cen spada(deflacja – też generalnie uznawana za niepożądaną) stopy procentowe zwykle się obniża. Dlaczego tak się dzieje?

Cena pieniądza i cena kredytu 

Stopy procentowe banków centralnych mają wpływ na koszt pozyskania emitowanego przez nie pieniądza bazowego(M0) – gotówki i rezerw w banku centralnym. Banki komercyjne nie mają możliwości tworzenia tego pieniądza, a jedynie kolejnych agregatów – M1, M2 itd, na bazie M0 i ewentualnie rezerw kapitałowych. Wysokość stóp procentowych wpływa na możliwości kreowania innych agregatów pieniężnych i ich koszt. Z tego tytułu stopy procentowe są niekiedy nazywane „ceną pieniądza”, jest to jednak błędne ujęcie, gdyż „ceną” pieniądza jest jego wartość czyli siła nabywcza, a stopy determinują cenę kredytu czyli specyficznego instrumentu finansowego. Gdy kredyt jest tani(stopy niskie) ilość pieniądza na rynku może rosnąć szybciej, czym prędzej czy później(jak obecnie) doprowadza do wzrostu cen. Wzrost stóp procentowych hamuje wzrost ilości pieniądza w obiegu, w efekcie ogranicza inflację. Dlaczego tym razem RPP nie obniżyła stóp, skoro statystyki odnotowały w Polsce deflację?

Deflacja nie taka zła

Otóż zdania analityków sugerują szersze spojrzenie członków Rady, niż tylko automatyczne reakcje na dane statystyczne. Spadek wartości złotego spowodowany obniżeniem stóp mógłby negatywnie odbić się na sytuacji frankowych kredytobiorców(jeszcze droższy frank…) Z kolei  sam spadek poziomu cen w Polsce może być spowodowany przez spowolnienie gospodarcze u naszych sąsiadów czy też przez spadek cen ropy. Ten drugi powód przekłada się bowiem na spadek wielu kolejnych kosztów(na przykład transportu czy energii), co umożliwia obniżenie bądź utrzymanie cen produktów finalnych. Możemy więc mieć do czynienia z deflacją cen spowodowaną wzrostem produktywności, co nie jest powodem do niepokoju, gdyż nie hamuje wzrostu gospodarczego. Takie szersze spojrzenie na deflację, rozróżniające jej rodzaje i nieupatrujące w każdej niebezpiecznego zjawiska jest zbieżne z poglądami ekonomistów szkoły austriackiej. Jednak „austriacy” nie ograniczają się do odmiennych od dominujących poglądów na politykę pieniężną. Inaczej postrzegają sens stóp procentowych jako takich.

Cena kredytu i zysk z kapitału

W teorii austriackiej cena kredytu jest częścią szerszego zjawiska rynkowej stopy procentowej, czy też struktury zysków z kapitału w gospodarce. Zyski z poszczególnych inwestycji kształtowane są poprzez wydatki zarówno inwestorów jak i nabywców wytwarzanych dóbr – nie tylko konsumentów, także(a może przede wszystkim) innych producentów potrzebujących przetworzonych dóbr do dalszej produkcji. Do tego dochodzą także płace pracowników i ceny surowców czy energii. Kapitaliści-przedsiębiorcy widząc określoną strukturę zysków rozważają, czy zainwestować w jakiś realny proces produkcji, czy może udostępnić swoje środki finansowe dla innych przedsiębiorców – w efekcie wpływając na cenę kredytu. Według „austriaków” wskutek powyższych działań ustala się pewne status quo. Bank centralny owo status quo zaburza. Nie jest bowiem uzależniony od sygnałów rynkowych, gdyż nie może zbankrutować i realizuje określoną politykę w sposób mniej lub bardziej niezależny polityczne, jednak zawsze niezależny gospodarczo. W imię określonych teorii ekonomicznych stymuluje popyt obniżając stopy procentowe. Ma to wpływ nie tylko na inflację, ale także na opłacalność określonych inwestycji w gospodarce. Nieopłacalne uprzednio inwestycje przy niższym oprocentowaniu kredytu stają się kuszące i działania przedsiębiorców doprowadzają do zmiany alokacji zasobów w gospodarce. Tak jak z pieniądzem rynkowym zyskowność inwestycji wpływała na cenę kredytu, tak w przypadku „papierowego” pieniądza cena kredytu banku centralnego wpływa na zyskowność przedsięwzięć na rynku. Banki centralne emitując nowy pieniądz i ułatwiając emisję bankom komercyjnym niejako „grają przeciw” innym uczestnikom rynku, których decyzje gospodarcze mają teraz mniejszą „moc”, lecz są wciąż znaczące. Szczególnym przypadkiem takiej niezgodności działań uczestników rynku i banków centralnych jest cykl koniunkturalny. Jest to zjawisko nie tylko pieniężne ale także przekładające się na realne inwestycje w dobra trwałe. W chwili kryzysu(końcowej fazy cyklu) utrudnia to dostosowania i skutkuje marnotrawstwem fabryk czy kopalni, bezrobociem i spadkiem poziomu życia. Większość „austriaków” za modelowy przykład kryzysu kończącego „austriacki” cykl wskazuje obecny kryzys finansowy – kryzys fiducjarnego pieniądza banków centralnych.

Podsumowanie

Utrzymanie dawnego poziomu stóp procentowych utrzymuje pewne status quo. Obecnie oznacza ono lekką deflację. Jednak w wyniku wzrostu cen ropy czy nałożenia nań przez rząd nowych opłat możemy już niedługo być świadkami wzrostu poziomu cen. Czy sytuacja zmieni się do marca, gdy Rada otrzyma prognozy inflacyjne? Trudno przewidzieć. Z pewnością zmiana reżimu monetarnego na bardziej rynkowy, do której nie tak daleko było niedawno w Szwajcarii(referendum w sprawie pokrycia franka w złocie) do marca Polsce nie grozi. Może trochę szkoda… 

 Jacek Kubisz