Gospodarka
Warto pomyśleć, a nie pleplać
28.05.2014

A pani wiceminister gospodarki Ilona Antoniszyn-Klik dodała, że „minęły czasy przychodzenia do Polski tylko i wyłącznie ze względu na niskie wynagrodzenia, teraz inwestorzy przychodzą do nas, bo jesteśmy w stanie wykonywać prace wymagające wysokich kwalifikacji i tworzyć zaawansowane produkty”.

Oczywiście, że jesteśmy najbardziej atrakcyjni jako największa unijna gospodarka regionu CEE, czyli centralnej i wschodniej Europy. Co do zaawansowanych produktów – można by podyskutować, pamiętając, że tym roku największą inwestycją będą pewnie magazyny Amazona. Natomiast na pewno szkoda, że zamiast ple ple nie pojawiła się refleksja, dlaczego w 2013 roku liczba pozytywnych deklaracji biznesmenów (to oni tak Polskę ocenili)  zmalała o jedną piątą w porównaniu z poprzednim. Może pani Antoniszyn-Klik zajęłaby się też wyjaśnieniem, czy ten spadek aby nieprzypadkowo wydarzył się  akurat w roku, w którym badani przez E&Y na pierwszym miejscu listy przesłanek dla dokonywania inwestycji umieścili stabilność i przejrzystość otoczenia politycznego, regulacyjnego i prawnego, natomiast u nas rząd dokonał skoku na prywatne fundusze emerytalne.

Drugi problem jest taki, że nadal korzystne dla Polski oceny, to jedynie deklaracje biznesmenów. Czym innym natomiast są konkretne przedsięwzięcia i inwestycje bezpośrednie (FDI). Ernst and Young w swoim raporcie nie podaje wartości FDI w poszczególnych krajach, a jedynie stworzone miejsca pracy i liczbę projektów. Miejsc pracy w Polsce powstaje relatywnie sporo, liczba projektów zmniejsza się. Natomiast dane NBP (a za nim OECD) o inwestycjach bezpośrednich w 2013 roku pokazują, że w tej kategorii zanotowaliśmy w 2013 roku spadek a nie wzrost o ponad 6 mld dol. (4,5 mld euro) i był to pierwszy  taki rok od 20 lat. Oczywiście statystyka NBP ujmuje zagraniczne inwestycje bezpośrednie w Polsce inaczej niż E&Y, ale nie jest tak, że nadal inwestorzy ciągną do Polski jak muchy do miodu, a w każdym razie nie ci, którzy chcą zainwestować poważne pieniądze.

W tym samym raporcie nie ma Warszawy na liście najbardziej atrakcyjnych miast w Europie, choć są Moskwa i Praga – tak mówią ankietowani biznesmeni. Nie ma też z Polski  żadnego regionu wśród przyciągających w dużej liczbie projekty FDI. W tej ostatniej kategorii są natomiast obok Wielkiego Londynu także m.in. Barcelona, Helsinki, Dublin i Istanbuł. Wreszcie na liście miast, gdzie może urodzić się następny Google, z Europy jest tylko Londyn, natomiast biznesmeni wymieniali najczęściej 6 miast w Azji i 3 w USA. No, ale tu wielkiego zaskoczenia nie ma.  

Piotr Aleksandrowicz

 Fot. na lic.CC/aut. CassadeyFedel/flickr.com