Bezpieczeństwo
Wojna na Ukrainie pokazuje skuteczność reform w rosyjskiej armii
12.05.2014

Z jednej strony słuchać o ich niedoinwestowaniu i nieudolności, z drugiej o imponującej sprawności. Oba głosy są uzasadnione, ale w odniesieniu do różnych formacji. Te skupione wokół Ukrainy podpadają pod pierwszy opis, to armia, która może rozgromić ją bez większego wysiłku.

Odziedziczona po ZSRR machina militarno – przemysłowa zupełnie nie nadawała się do przeciwdziałania zagrożeniom nowego typu, co pokazała podczas dwóch wojen czeczeńskich, a nawet konfliktu z Gruzją w 2008r. Przez okres rządów Jelcyna i wczesnego Putina właściwie rozpadała się. Od 2006r. trwa jednak wielka reforma sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej, konsekwentnie rosną też budżety obronne. w 2013r. Federacja Rosyjska wydała na armię ok. 70 mld dol. W 2016r. – według planów – ma to być już 105 mld dol., a więc blisko obecnego poziomu wydatków zbrojeniowych w Chinach.

Reforma bardzo przyspieszyła właśnie po wojnie z Gruzją w 2008r., która pokazała, że rosyjskie siły zbrojne ciągle są w kiepskim stanie, szczególnie jeśli chodzi o koordynację działań wojsk lądowych i lotnictwa, rozpoznanie, wyznaczanie celów, łączność, dowodzenie, choć – trzeba pamiętać – że w Gruzji walczyły oddziały ówczesnego okręgu kaukaskiego, czyli najgorzej wyposażonego i wyszkolonego w Rosji, a nie najlepszych: moskiewskiego i leningradzkiego. Obecnie nie ma już tych okręgów, w ramach restrukturyzacji zostały zmienione na: zachodni, południowy, wschodni i centralny.

Reforma to po pierwsze – zmiana struktury armii z dywizyjnej na brygadową, po drugie – czystka zbędnych i niekompetentnych oficerów, po trzecie – zmiany procedur szkolenia, po czwarte – przezbrojenie na lepszy sprzęt. W ramach tego wszystkiego postępuje uzawodowienie armii, czyli ograniczenia poboru. Obecnie idzie on głównie do najgorszych jednostek.

Na wiele miesięcy przed wojną na Ukrainie, w lutym 2013r. w całej Rosji rozpoczęły się punktowe, niezapowiedziane ćwiczenia wszystkich rodzajów sił zbrojnych. Rzecz bez precedensu po upadku ZSRR. Ich celem jest zwiększenie gotowości bojowej, czyli skrócenie czasu niezbędnego do wejścia do walki. Pokazały one, że owa gotowość konsekwentnie wzrasta, szczególnie w siłach specjalnych, powietrzno-desantowych, lotniczych i rakietowych, a także desantu morskiego. Wszystkie one są w pełni uzawodowione.

Według ustaleń NATO Rosja ma obecnie ok. 35 tysięcy dobrze wyszkolonych i wyposażonych żołnierzy gotowych wejść do walki w ciągu dwóch do pięciu dni bez żadnych przygotowań wstępnych. Dla porównania NATO posiada ich od 15 do 20 tys. (docelowo 25 tys.) w ramach sił szybkiego reagowania (NATO Response Force).

Gdyby przeliczać to na brygady, Rosja dysponuje ok. 10-15 brygadami gotowych do wojny w każdej chwili. NATO – 7- 9. W dłuższym czasie, do dwóch tygodni, może miesiąca przygotowań, Moskwa może zwiększyć tę liczbę do 45 brygad. Nie oznacza to jednak, że pozostała część armii rosyjskiej jest złomem, zapewne około połowy – owszem, ale reszta, jak wszędzie indziej na świecie, potrzebuje czasu na mobilizację i osiągnięcie zdolności bojowej, choć wyposażenie tych jednostek będzie gorsze niż „frontowych”. Zasada ta dotyczy całych okręgów wojskowych. Lwia część pieniędzy z budżetu obrony i najnowocześniejsza broń idzie do okręgu zachodniego gotującego się na wojnę z NATO, w drugiej kolejności do wschodniego, kontrującego Chiny, najgorsza zaś do południowego (Kaukaz) i centralnego (rezerwa strategiczna). Dzieje się tak, pomimo iż przed wybuchem konfliktu na Ukrainie, to kręg kaukaski był zaangażowany w wojnę antypartyzancką, pozostałe okręgi nie toczyły.

Podsumowując, w zachodnim okręgu wojskowym naprzeciw Polski i krajów bałtyckich stoją siły zdolne do skutecznej walki, nieźle wyposażone, uzawodowione i zdyscyplinowane. Armia rosyjska ciągle cierpi na wiele mankamentów, ale ciężkim błędem byłoby lekceważenie skutków wprowadzanych reform. Z roku na rok jej siła będzie rosła.

Andrzej Talaga

Fot. na lic. CC2.0/Bundeswehr/Bienert/flickr.com