Bezpieczeństwo
Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu
12.01.2015

Z danych ONZ (UNHCR Mid-Year Trends 2014) wynika, że całkowita liczba uchodźców międzynarodowych od stycznia 2014 do czerwca 2014 wyniosła 13 milionów. To o 1,3 mln więcej w porównaniu z całym rokiem 2013 (11,3 mln) i 2,1 mln więcej niż w okresie styczeń-czerwiec 2013 (11,1 mln), a jednocześnie najwyższy półroczny wynik od 1996 r. Zaskakujący może być ogromny wzrost uchodźców wewnętrznych, przesiedlonych bez przekroczenia granicy międzynarodowej. Do czerwca 2014 było to 26 milionów osób, aż o 5,2 mln więcej niż rok wcześniej.

W całym roku 2013 do Włoch trafiło prawie 92 tys. uchodźców, od stycznia do czerwca 2014 r. było to już ponad 76 tys., a w ciągu całego roku prawdopodobnie 160 tys.. Niektórzy zrobili to w sposób legalny (głównie drogą lotniczą), inni wybrali ryzykowne oferty przemytników (droga morska). Niestety, w tym drugim przypadku śmiertelność jest bardzo wysoka. Według Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji tylko w 2014 r. na Morzu Śródziemnym zginęło ponad 4700 spośród 207 tys. desperatów. To przerażający wzrost w stosunku do lat ubiegłych! (W 2013 na 60 tys. zginęło 600). Od 1990 roku podczas prób przekroczenia Morza Śródziemnego zginęło już 20 tysięcy emigrantów z Trzeciego Świata. Przemytnicy zmienili też w ostatnim czasie taktykę. Pozostawiają oni migrantów bez sternika, a sami opuszczają pokład. Liczą na humanitarne odruchy państw Unii Europejskiej, których służby nie pozwolą, by śmierć poniosły setki ludzi pozostawionych na dryfujących po pełnym morzu okrętach. Związek akcji ratowniczych z liczbą wysyłanych do wybrzeży Europy migrantów bardzo dobrze widać na wykresie stworzonym przez National Geographic:

NG STAFF; ANGELICA QUINTERO. SOURCE: UNHCR

W październiku 2014 Włochy zawiesiły operację humanitarną pod kryptonimem „Nasze morze” – „Mare Nostrum” w zakresie udziału okrętów marynarki wojennej w ratowaniu ludzi, ulegających katastrofom na morzu. Operacja trwała rok i kosztowała włoskich podatników 9,5 mln euro. Ale, jak podkreślają włoskie władze, nie chodzi o pieniądze. Kraj nie daje sobie rady z lawiną nielegalnej migracji, a mimo restrykcyjnego prawa (na mocy ustawy we Włoszech nielegalna imigracja jest uznawana za przestępstwo, a najwyższa przewidziana za nią kara to grzywna w wysokości 5 tysięcy euro) migracja nie zmniejszała się. Państwa południa UE od dawna skarżą się na brak solidarności ze strony reszty wspólnoty. Spośród dziesiątek tysięcy uchodźców tylko część spełnia wymagania niezbędne do otrzymania azylu. Mimo, że dla wielu z nich końcowym celem podróży są zwykle bogatsze kraje północy, na początku pozostają zmartwieniem wyłącznie rządu w Rzymie (konwencja dublińska z 1997 r. stanowi, że pierwszy kraj, do którego trafia nielegalny imigrant, musi rozpatrzyć jego wniosek o azyl). Berlin, Londyn i Sztokholm nie chcą dzielić się ciężarem patrolowania odległego Morza Śródziemnego czy umieszczania emigrantów w obozach przejściowych. Bronią się, że ostatecznie i tak przyjmują więcej “nielegalnych” imigrantów niż reszta Unii. Co z resztą jest zgodne prawdą, wg danych EUROSTAT-u z 2014 r., najwięcej wniosków o azyl złożonych zostało właśnie w Niemczech, Francji, Szwecji i Wielkiej Brytanii. Państwa Europy Wschodniej odbierają temat jako dość abstrakcyjny, a propozycje rozdzielania azylantów na wszystkie kraje Unii kwitują wymownym milczeniem. Morze Śródziemne jest w tej chwili patrolowane w ramach nowej operacji koordynowanej przez FRONTEX (Europejska Agencja Zarządzania Współpracą Operacyjną na Granicach Zewnętrznych Państw Członkowskich Unii Europejskiej), nazwanej „Tryton”. 21 krajów wyraziło chęć uczestnictwa w akcji, dostarczając sprzęt i ludzi, a miesięczny budżet operacji to 2,9 mln euro. Akcja nie przyczynia się jednak do zmniejszenia liczby uchodźców, jest wręcz odwrotnie. Pokazały to ostatnie dni, kiedy mogliśmy śledzić kolejne wieści z włoskiego wybrzeża. 31 grudnia do Apulii sprowadzono dryfujący, opuszczony przez marynarzy statek pod banderą Mołdawii z 970 uciekinierami, a następnego dnia włoska straż przybrzeżna odebrała prośbę o pomoc od płynącego z Turcji statku handlowego pod banderą Sierra Leone. Imigranci znajdujący się na pokładzie zawiadomili drogą radiową, że załoga uciekła i nikt nie stoi przy sterze. Okazało się, że włączono automatyczne sterowanie, by statek wziął kurs właśnie na włoskie wybrzeże. 3 stycznia 2015 r. statek handlowy z 450 nielegalnymi imigrantami przybił do portu w Kalabrii na południu Włoch. Także bez załogi.

Skąd jednak pochodzą współcześni migranci? Niechlubne rekordy w ostatnim czasie bije Syria, której obywateli jest w Europie pięciokrotnie więcej niż w roku 2011. Uchodźcy pochodzą też z Ukrainy, Afryki (głównie północnej) i pozostałych państw Bliskiego Wschodu. Somalijczycy, Sudańczycy, Syryjczycy, Irakijczycy i Afgańczycy uciekają przed wojną. Malijczycy i Libijczycy – przed powojennym chaosem. Erytrejczycy mają dosyć dyktatury, która zmusza ich do wieloletniej służby wojskowej, Nigeryjczycy korupcji i religijno-etnicznych konfliktów (po ostatniej masakrze Boko Haram liczba ta może znacząco wzrosnąć), mieszkańcy Beninu, Togo, Senegalu i Ugandy są zmęczeni nędzą i brakiem perspektyw. Niektórzy emigranci pochodzą z tak odległych miejsc, jak Demokratyczna Republika Konga i Tanzania, a nawet z południowoafrykańskiego Lesoto. Wielu z nich ginie w trakcie wędrówki na wybrzeże. Umierają z głodu, zmęczenia i po ciężkich chorobach, wielu trafia do burdeli, niewolniczych kopalń, partyzantek albo po prostu ginie z ręki napotkanych bandytów. W Europie widzą nadzieję na lepszą przyszłość, szansę dla siebie i swoich dzieci. Mimo nierzadkiego rozczarowania, nie chcą wracać. Czasami w obawie przed upokorzeniem, częściej po prostu nie mają dokąd wrócić.??Europa potrzebuje migrantów, bo brakuje jej wykształconych pracowników. Stary kontynent naprawdę staje się stary, a imigranci dają szansę na utrzymanie przyrostu naturalnego na stabilnym poziomie. Takie są argumenty zwolenników przychylnej polityki azylowej. Należy jednak pamiętać, że uchodźcy z ogarniętych wojną państw Afryki, to nie są z reguły ludzie wykształceni. Wielu z nich nigdy nie chodziło do szkoły. Ponadto są to osoby, które nie chcą się asymilować, niechętnie uczą się języka, nie idą do pracy. Oczywiście nie można generalizować, ale taka jest smutna rzeczywistość dotycząca większości z nich. Obecnie 8% Włochów to imigranci, we Francji jest jeszcze gorzej- ponad 11%. Ostatnie wydarzenia z Paryża powinny zmusić nas do przemyśleń: czy współczucie i humanitaryzm powinny dominować nad rozsądkiem i myśleniem o własnej przyszłości? Jakie rozwiązania powinna podjąć UE, żeby nie skazując ludzi na śmierć, zabezpieczyć też własną przyszłość? Jaką postawę powinna w tej kwestii przyjąć Polska i czy nasz kraj nie okaże się wkrótce celem tysięcy uchodźców ze Wschodu?

Magdalena Piskorek

Fot. http://migrante.eu/2014/09/15/500-migrants-feared-dead-after-boat-sinks-in-mediterranean/