Bezpieczeństwo
ZIELONE LUDZIKI, CZYLI WOJNA NOWEGO TYPU
02.05.2014

Nawet powierzchowna analiza ich działań pozwala postawić tezę, że mamy do czynienia nie ze spontaniczną rewoltą, ale z operacją w wykonaniu wywiadu, sił walki elektronicznej i propagandowej oraz bojowych oddziałów specjalnych. To toczona u naszego sąsiada wojna nowego typu, przed którą ostrzega choćby „Biała Księga Bezpieczeństwa Narodowego RP” sporządzona przez BBN.

Gdyby Rosja chciała podbić militarnie obwody, gdzie separatyści są najaktywniejsi, czyli doniecki i ługański plus charkowski, musiałaby użyć co najmniej kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy, narazić się na ostrą reakcję międzynarodową oraz wyłożyć na te działania setki milionów dolarów. Koszy te nie uwzględniają długotrwałego oporu Ukraińców, gdyby do niego doszło, urosną wielokrotnie, co pokazują choćby rosyjskie doświadczenia z Czeczenii i Dagestanu. Operacja specjalna prowadzona na tych samych obszarach jest tańsza, mniej ryzykowna i pozwala w razie problemów na elastyczny odwrót bez ponoszenia konsekwencji politycznych porażki.

W operacji na wschodzie Ukrainy Rosja używa niewielkich sił. To przerzucane z miejsca na miejsce grupy inicjatywne wywiadu wojskowego GRU i Specnazu, raczej nie ma tam wojsk powietrzno – desantowych, jak na Krymie. Te są rozlokowane po rosyjskiej stronie granicy. Razem na Ukrainie zostało zaangażowanych od kilkuset do tysiąca tzw. operatywów.  Każdorazowo budynki administracji, prokuratury, milicji, czy SBU Ukrainy szturmuje i zajmuje góra kilkudziesięciu ludzi z bronią. Dotychczas nie zdarzyły  się w uderzenia w kilku miastach jednocześnie. To zatem ataki seryjne, a nie równoczesne przeprowadzane przez tych samych ludzi w różnych lokacjach geograficznych.  Kiedy wybrane budynki są już opanowane, GRU organizuje ich osłonę z wykorzystaniem elementu lokalnego – grup przestępczych, autentycznych separatystów (bo tacy naprawdę istnieją) milicjantów, którzy wypowiedzieli posłuszeństwo Ukrainie. Jednak trzonem obrony są zawsze funkcjonariusze i żołnierze przywiezieni z Rosji. Pokazują to choćby walki o Słowiańsk i lotnisko w Krematorsku. W Pierwszym dokonano zestrzeleń dwóch ukraińskich śmigłowców szturmowych MI-24 z przenośnych wyrzutni rakietowych, w drugim helikoptera transportowego strzałem snajperskim w bak paliwa lub z granatnika. Bez dobrego bieżącego wyszkolenia wojskowego trudno dokonać takich czynów.

Operacja specjalna byłaby jednak niemożliwa bez wsparcia na miejscu. Komandosi rosyjscy działają w przyjaznym otoczeniu, dlatego są tak skuteczni. Lokalna milicja oraz SBU albo im sprzyja, albo zachowuje neutralność, podobnie aktywna politycznej część ludności cywilnej. Zwolennicy integralności Ukrainy także są liczni, ale zastraszeni i ani nie mogą, ani – w trosce o własne życie – nie chcą powstrzymywać działań Rosjan.

Owa zbrojna piąta kolumna jest efektem wieloletniej pracy operacyjnej rosyjskich służb specjalnych w niczym nie hamowanych przez kontrwywiad ukraiński. Poparcie znacznych kręgów ludności cywilnej dla operacji specjalnej zaś to efekt jej lęku przed przymusową ukrainizacją językową i kulturową podsycanego przez rosyjskie media. Ich przekaz nie ma  nic wspólnego z relacjonowaniem wydarzeń, choćby stronniczym, to centralnie koordynowane przygotowanie psychologiczne pod operację specjalną, jej integralny element.

Z punktu widzenia kunsztu operacyjnego Rosjanom można tylko pogratulować akcji na Ukrainie. Robią to dobrze, choć nie biorą w wystarczającym stopniu pod uwagę długofalowych konsekwencji swojej agresji. W tym nadzieja. Kijów nie poradzi sobie sam, nie jest przygotowany do takiej wojny, do klasycznej zresztą także nie. „Zielonych ludzików” trudno będzie zneutralizować na polu militarnym, ale politycznym – owszem. Zachód może pomóc w tym Kijowowi podbijając cenę gospodarczą i polityczną, jaką już przychodzi płacić Moskwie za tę wojnę.

„Zielone ludziki” mogą opanować bez strat ukraińskie miasta, nie potrafią jednak powstrzymać ucieczki zagranicznego kapitału z Rosji, nie mają wpływu na ratingi, nie zdobędą zaawansowanych technologii wydobycia gazu i ropy, nie potrafią wreszcie wywalczyć dla Kremla na powrót miejsca w G8.

Andrzej Talaga
Fot.  mon.mil.gov.ua