Duda przestrzelił
Tomasz Wróblewski 19.09.2018

Niedosyt po wizycie prezydenta Dudy w Waszyngtonie wynika z rozhuśtanych oczekiwań, niż ze złej woli Donalda Trumpa. W polityce jak w handlu – nawet najlepiej skrojona oferta musi trafić na odpowiednią aurę i moment. A moment do składania Ameryce wiążących ofert nie był dobry. Ani w kwestii stałej bazy wojskowej, ani sankcji dla firm uczestniczących w budowie Nord Stream 2.

 

Prezydent Andrzej Duda długo czekał na swoją kolej w Białym Domu. Dłużej, niżby to wynikało z kalendarza amerykańskiego prezydenta i zdecydowanie za długo, jak na to jak bardzo polscy dyplomaci zabiegali o to spotkanie. Włącznie z ekspresowym odkręcaniem felernej nowelizacji ustawy o IPN.

Kiedy już przyszedł ten moment, prezydent robił wszystko, żeby na koniec wizyty w Ameryce wystrzeliły fajerwerki, a nie kapiszon. Stąd też wyśrubowana oferta 2 mld dolarów na poczet stworzenia amerykańskiej bazy wojskowej w Polsce. Pomysł sam w sobie trafiony. Bliski sercu Donalda Trumpa, który wprost mówi państwom sojuszniczym, że jeżeli chcą amerykańskiej ochrony wojskowej, to muszą za to płacić. Kupować więcej amerykańskiej broni. I tu Polska jest wzorowym uczniem. Powoli, bo powoli, ale wreszcie kupiliśmy dwa amerykańskie helikoptery dla brygad anty-terrorystycznych. Drogo, bo drogo, ale kupujemy systemy obrony rakietowej i teraz ten „Fort Trump”. To mógłby być ciekawy koncept, problem tylko skąd wziąć tych żołnierzy.

Skąd wziąć żołnierzy

Stosunkowo najłatwiej byłoby przesunąć amerykańską dywizję z Niemiec. Problem w tym, że Pentagon ani myśli się przeprowadzać. Nie z jakichś głębokich strategicznych powodów, ale ze zwykłych ludzkich. Amerykanom jest bardzo dobrze w Niemczech. Nie tylko, że baza obrosła najlepszymi szkołami, restauracjami, ośrodkami wypoczynkowymi dla rodzin, ale też całym zapleczem mieszkalnym. W Niemczech, praktycznie na stałe, mieszkają amerykańskie rodziny, w drugim pokoleniu już mówiące po niemiecku, czasem już z niemieckimi rodzinami i dziećmi w niemieckich szkołach. Część z nich doczekuje tu emerytury. To może wydawać się bardzo prozaiczny i mało ważny powód, ale pro-niemieckie lobby w Pentagonie jest naprawdę silne. Charakterystyczne, że zaraz po wstępnych deklaracjach prezydentów amerykańskie portale specjalistyczne odnotowały anonimowe wypowiedzi wysokich urzędników Pentagonu, którzy oświadczyli, że 2 miliardy to dużo za mało, że technicznie przeprowadzka byłaby zbyt wielkim wyzwaniem. 2 mld to za mało? Za mało na co? A no na tak komfortowe warunki życia jakie wojskowe rodziny uwiły sobie w Niemczech przez te wszystkie lata od końca II Wojny Światowej. Gdyby projekt przeprowadzki faktycznie zaczął przybierać jakieś realne ramy, to wojskowi znaleźliby tysiące innych powodów żeby nie ruszać się dalej na wschód. W tym pewnie powody militarne, z którymi Trump już ostrożniej by dyskutował. Jeżeli Polska faktycznie chciałaby ściągać tu  jednostki woskowe z Niemiec, to nasza dyplomacja powinna zacząć swoją kampanię dużo wcześniej i nie od Białego Domu, ale od żon amerykańskich oficerów. Najpierw należało przekonać je, że życie w Polsce może być lepsze. Najpierw żony, potem mężowie, a dopiero na koniec elementy strategiczne i zachęty finansowe.

Prezydenckie ego

Oczywiście można sobie wyobrazić, że do Polski wysłane zostałyby wojska z którejś z amerykańskich baz. W praktyce jest to jeszcze trudniejsze do przeprowadzenia, a zwłaszcza przed wyborami. Pomijam już całą izolacjonistyczną retorykę Trumpa i obietnice ściągania żołnierzy z powrotem do kraju. Lokalizacja baz i liczby wojsk w poszczególnych stanach, to niezmiernie polityczny temat. Bazy wojskowe to stały dopływ rządowych kontraktów, pieniądze na budowlankę, na wsparcie szkół, poprawę dróg i setki nowych miejsc pracy. Wszystko to przekłada się na głosy wyborcze. Tradycyjnie Republikanie wspierają rozbudowę baz w stanach, które ich poparły, a Demokraci w swoich stanach. Ani jedni, ani drudzy, a już na pewno nie przed wyborami, nie zgodzą się na całkowitą likwidację jakiejkolwiek bazy. Dopóki Trump wysyła żołnierzy na tymczasowe misje w Polsce, nikt nie ma z tym większego problemu, jakakolwiek próba stałej relokacji doprowadziłaby do politycznej jatki. Czy po jesiennych wyborach Trumpowi będzie łatwiej przeprowadzić taką operację? Pewnie tak, choć przeszkody pozostaną. Nie zmienia to faktu, że pomysł „Fort Trump” dla zaspokojenia prezydenckiego ego jest dobrze pomyślany i kuszący.

Nord Stream2 to za mało

Teraz jeżeli chodzi o długo wyczekiwane amerykańskie sankcje na firmy uczestniczące w budowie Nord Stream 2. Amerykańska wojna celna z Chinami, z Rosją i Europą, za chwilę da o sobie znać w postaci wyższych cen w sklepach. Dla spokoju ducha prezydent Trump prowadzi obecnie ciche negocjacje z Brukselą na temat nowej umowy ramowej. Zniesienia podwyższonych taryf i rozpoczęcia handlu od nowa. Nałożenie kar na europejskie firmy w takim momencie mogłoby wywrócić stolik. A Trump bardzo potrzebuje tu sukcesu. Musi wreszcie dowieść, że jego ostra gra celna przynosi efekty i poprawę warunków dla amerykańskich konsumentów, a nie, że jest coraz gorzej i gorzej. Jeżeli chodzi o sankcje celowe dla Gazpromu, to Waszyngton ma nowy, skuteczniejszy pomysł. Zakaz obrotu obligacjami rządu rosyjskiego. To byłby nie tylko najpotężniejszy cios w rosyjski rząd, ale też intratny rynek dla amerykańskich obligacji, które i tak cieszą się dziś sporym powodzeniem. Już sama pogłoska o możliwości wprowadzenia takich spowodowała, że ostatnia próba emisji 10 letnich obligacji rosyjskiego rządu spaliła na panewce i zagroziła stabilności rosyjskich firm. Trump ma nową zabawkę, którą może szachować Moskwę i nie będzie się rozdrabniał na wąsko sprofilowane sankcje dla jednej rury.

Jeżeli jest coś, czego prezydent Duda mógł się nauczyć w Waszyngtonie, to chyba tylko tego, co tak naprawdę dawno powinien wiedzieć – sukces jest tym większy, im mniejsze są oczekiwania. Wspólna deklaracja wyglądałaby dziś znacznie lepiej, gdyby minister Szczerski przed wyjazdem nie udzielał tylu wywiadów, a jeżeli już, to podkreślał roboczy charakter wizyty. Bo tak naprawdę, to robota, czy raczej urabianie Ameryki w stałą bazę wojskową, dopiero się zaczyna.