Gilotyna Miedwiediewa
Marek Budzisz 17.01.2019

W tym tygodniu w Moskwie odbywał się kolejny kongres, nazwany na cześć nieżyjącego premiera Jegora Gajdara, Gajdarowskimi lekturami. Spotykają się na nim rosyjscy politycy i ekonomiści, po to, aby ujmując rzecz w największym skrócie, dyskutować o problemach stojących przed krajem. Tak było i tym razem, a głównym pytaniem, stawianym przez większość biorących udział w debatach, była kwestia co zrobić, aby Rosyjska gospodarka rozwijała się szybciej niż w ostatnim dziesięcioleciu.

 

Rosjanie nadal chcieliby, aby ich gospodarka pod koniec obecnej kadencji prezydenta Putina (2024 rok) osiągnęła status, a taki cel wyznaczył władca Rosji, piątej pod względem wielkości gospodarki na świecie. Oczywiście nie idzie w tym wypadku o PKB liczone na głowę mieszkańca przy uwzględnieniu parytetu siły nabywczej, bo w tej klasyfikacji Rosja zajmuje 49 pozycję (Polska 45) według ostatniego zestawienia Banku Światowego i raczej nie ma wielkich szans na dokonanie takiego skoku, a nawet liczyć się musi z opuszczeniem piątej dziesiątki. W tym wypadku chodzi o wielkość PKB, również liczonego według parytetu siły nabywczej. W tym rankingu Rosja zajmuje 6 miejsce i przy odrobinie szczęścia może wyprzedzić Niemcy. Posługiwanie się tego rodzaju klasyfikacją, gdzie nie chodzi o poziom zamożności obywateli a jedynie o siłę gospodarki jako całości jest dość symptomatyczne dla stylu myślenia rosyjskich elit.

Rosjanie bardzo by chcieli przeskoczyć Niemców. Są pewnie i tacy, którzy uważają, że jest to możliwe, ale chyba nie w gronie ekonomistów dyskutujących na moskiewskim kongresie. Według oficjalnych prognoz rosyjskiego rządu w tym roku gospodarka urośnie o 1,3%, w przyszłym zbliży się do 2%, a dopiero w 2021 ma szansę przekroczyć 3%. Eksperci Banku Światowego są znacznie ostrożniejsi i uważają, że do roku 2025 raczej na pewno nie będzie się rozwijała szybciej niż maksymalnie 2% w skali roku. Podobnie ostrożni w ocenach są wszyscy profesjonalni analitycy regularnie ankietowani przez Moskiewską Wyższą Szkołę Gospodarki. Na podstawie ich opinii ekonomiści z tej renomowanej uczelni budują indeks – konsensus dotyczący perspektyw wzrostu rosyjskiego PKB. Żaden z ankietowanych, 25 analityków nie jest takim optymistą, aby uważać, że Rosja rozwijać się będzie w najbliższych latach w tempie większym niż 1,4 – 1,8% rocznie.

Na odbywającym się w tym samym czasie spotkaniu prezydium Rosyjskiej Akademii Nauk, jeden z wypowiadających się naukowców grzmiał, że rząd nie ma pojęcia dlaczego Rosja rozwija się tak wolno, a wzrost na poziomie, jak się wyraził 1 – 1,5% rocznie to żaden wzrost. Problem w tym, że szanowny akademik pomylił się i to dość znacznie, bo Rosja w ciągu ostatnich 10 lat rozwijała się średnio w każdym roku tylko w tempie 0,7%.

To, że rząd nie wie jakie są powody słabego tempa wzrostu można było zauważyć w wystąpieniach jego przedstawicieli. Jedni, tacy jak minister gospodarki Orieszkin i minister finansów Siulianow mówili o wpływie czynników zewnętrznych, przede wszystkim niestabilnych w dłuższej perspektywie cenach surowców eksportowanych przez Rosję. Inni akcentowali wpływ wahań światowej koniunktury i wojen handlowych. Premier Miedwiediew wystąpił z rewolucyjna koncepcją „gilotyny biurokratycznej”. Otóż jego zdaniem, w Rosji zbyt wiele jest rozmaitego rodzaju regulacji, norm i zarządzeń. Wymienił nawet liczbę 9 tysięcy norm prawnych, z którymi każdego dnia borykać się musi rosyjski przedsiębiorca. I teraz rosyjscy biurokraci, jak zapowiedział, przystąpią do energicznej walki z biurokracją. Najpierw dokonają przeglądu wszystkich regulacji, potem przyporządkują niezbędne z nich do konkretnych gałęzi gospodarki, i tylko te, będące absolutnie niezbędnymi, zostaną utrzymane, pozostałe stracą swą moc. I to jest właśnie ta gilotyna, która odciąć ma głowę hydrze rosyjskiej biurokracji i uwolnić energię rosyjskich przedsiębiorców. Urzędnicy na przegląd potrzebują co najmniej rok, a zatem projekt, może ruszy od stycznia 2020, a kiedy ta uwolniona energia przełoży się na tempo rosyjskiego wzrostu, które zadziwi świat, premier Miedwiediew, póki co, nie zdradził.

Podobnie analityczną aktywnością zająć się mają służby podległe wicepremier Tatianie Golikowej. Ona musi zrealizować kolejny cel prezydenta Putina – do końca obecnej jego kadencji, liczba biednych Rosjan spaść ma o połowę. Dziś, według najnowszych danych statystycznych, w Rosji jest 19,2 mln ludzi, którzy mają dochody poniżej oficjalnego minimum niezbędnego aby przeżyć. W III kwartale ubiegłego roku kwota tego minimum wynosiła średnio 10 451 rubli miesięcznie, ale już w przypadku emerytów było to średnio 8 615 rubli, a dzieci 10 302 ruble. Nie jest to dużo i to nie tylko przeliczając na euro (kurs euro obecnie – 76 rubli), ale nawet biorąc pod uwagę ceny w Rosji, gdzie np. litr paliwa kosztuje ok. 52 RUB, czy ceny żywności, która w ostatnich dniach, jak informują rosyjskie media dość szybko drożeje, a Rosjanie płacą średnio więcej za żywność o 10%, niż porównywalne ceny na świecie. Ale nie to zastanawia rosyjską wicepremier. Otóż nie potrafi ona odpowiedzieć na pytanie dlaczego prawie 20 mln ludzi żyje mając dochody poniżej oficjalnego minimum, ale tylko niewiele ponad 4 mln, korzysta z pomocy społecznej. I teraz podlegli jej urzędnicy będą intensywnie starali się rozwiązać tę zagadkę.

Inni wypowiadający się ekonomiści, jak choćby szef rosyjskiego odpowiednika NIK-u Aleksiej Kudrin, mówił, że bez gruntownych reform strukturalnych, marzenia o przyspieszeniu rosyjskiego wzrostu gospodarczego pozostaną w sferze planów i zamierzeń, ale nie rzeczywistości. Pod dość nieostrym pojęciem reform, Kudrin skrywa, bo mówił o tym wprost już nie raz, wezwania do gruntownej reformy rosyjskiego państwa, odchodzenie od autokratycznych metod rządzenia, wszechwładzy biurokratów i siłowików, powrót demokracji, otwarcie na Zachód, czyli innymi słowy, politykę o wektorze zwróconym dokładnie w odwrotną stronę, niż polityka obecnych rosyjskich władz.

Z tych wszystkich opinii, planów i projektów nie wyłania się jakiś spójny, konsekwentny program działania. Takie są też komentarze rosyjskiej prasy na ten temat. Innymi słowy, władze nie bardzo wiedzą jaka polityka gospodarcza byłaby dla Rosji najlepsza. Biurokracja wymyśla zajęcia dla samej siebie, szczytne i ambitne cele pozostają takimi na papierze, a kraj pogrąża się w dryfie i marazmie. Starzejący się przywódca, dryfująca gospodarka i brak pomysłów na przyszłość. Wielu Rosjanom przypomina to czasy Breżniewa. Zagadką pozostaje jedynie jak się to wszystko skończy. Oby tylko w miejsce gilotyny Miedwiediewa, nie zaczęła pracować prawdziwa, wszystko jedno jaka, państwowa czy rewolucyjna.