Niemiecki biznes drży przed sankcjami

Niemiecki biznes drży przed sankcjami
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Tygodnik cytuje między innymi Eckharda Cordesa, przewodniczącego Komitetu ds. Wschodnioeuropejskich Relacji Gospodarczych, który w kontekście konfliktu na Ukrainie powiedział: „Nie pozwolimy, aby konstruktywna praca z ostatnich dekad została zrujnowana”. To nie odosobniony głos, ale wyraz opinii potężnego lobby.

Niemcy są wszak największym parterem gospodarczym Moskwy w UE. W 2013r. wymiana handlowa między obu krajami sięgnęła 76.5 mld euro. Niemcy to dla Rosji trzeci kolejności partner handlowy, zaś w samej Moskwie działa sześć tysięcy niemieckich firm, czyli więcej niż liczba wszystkich przedsiębiorstw z pozostałych państw UE razem wziętych. Niemcy świetnie zarabiają na rosyjskim rynku sprzedając tam samochody, obrabiarki i sprzęt elektryczny. Porzucenie go byłoby dla nich z pewnością bolesne, ale przecież nie katastrofalne.

Pozornie Polska nie może wiele przeciwstawić argumentom niemieckich przemysłowców, ale nie jesteśmy bez szans. Trzeba tylko uderzać w najbardziej czułe struny tamtejszej opinii publicznej. Na pewno pozostanie ona wrażliwa na argument, że bierność  UE umożliwia Rosji ekspansjonizm terytorialny, a więc nie powstrzymuje, ale sprowadza wojnę. Kolejny-  to spójność UE. Unia jest zbyt wielkim osiągnięciem i zbyt wielką korzyścią dla Niemców, by warto ryzykować jej zwartość w obronie interesów z Rosją. Wreszcie – biznes niemiecki zarabia jeszcze więcej  na wymianie handlowej z nowymi członkami Unii, obroty z Polską przerosły wszak obroty z Rosją.

Dodatkowo, polskie społeczeństwo, w imię solidarności z Ukrainą, mogłoby zacząć rozpocząć  bojkot niemieckich towarów i usług, rząd tego zrobić oczywiście nie może, ale ludzie – jak najbardziej. To także Niemcy powinni włączyć do swojego bilansu zysków i strat w relacjach z Moskwą.

Andrzej Talaga

Fot. na lic. CC/World Economic Forum/flickr.com

Inne wpisy tego autora