Jak powinniśmy reagować na wydarzenia w Waszyngtonie

Jak powinniśmy reagować na wydarzenia w Waszyngtonie
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Waszyngton stoi w ogniu co najmniej trzech skandali. Ze wszystkich wojen jakie toczą się dziś w Białym Domu, dla nas najważniejsza jest ta w sąsiednim budynku – Old Executive Building, skąd kierowana i gdzie wypracowywana jest amerykańska strategia wobec Rosji. W miarę jak opada kurz po odejściu szefa doradców Trumpa, widzimy, że chaos pozostanie stałym elementem gry politycznej w Ameryce.  Wyzwanie jakie staje dziś przed Polską można porównać tylko do zabiegów o przyjęcie nas do NATO, a kto wie, czy nie do wielkiej naszej porażki i próby wpływania na rząd Franklina D. Roosvelta przed spotkaniem w Jałcie.

Ze wszystkich teorii na temat przyczyn odejścia doradcy Trumpa do spraw Bezpieczeństwa Narodowego Michaela Flynna, najbardziej przekonująca mówi o konflikcie zwolenników nowego otwarcia na Rosję z tradycyjną anty-putinowską szkołą. Oskarżenia doradców Trumpa o prowadzenie zakulisowych rozmów z ambasadą Rosji w Waszyngtonie, są co najmniej dziwaczne. Ktoś taki jak Flynn, całe życie ocierający się o wywiad, w tym szefowanie wojskowej agencji wywiadowczej, nie popełnia tak dziecinnych błędów jak wydzwanianie  na prywatny numer ambasadora Rosji i to kilka razy dziennie. Flynn wiedział, że rozmowy były nagrywane. Co oznacza, że musiał to robić w porozumieniu z Trumpem. Jego  podróż do Moskwy, spotkania jego doradców z rosyjskimi dyplomatami-agentami, wszystko to składało się na dość spójną linie polityki zagranicznej, którą podzielał Trump. Najprawdopodobniej uznał racje doradców doświadczonych wojnami w Iraku i Afganistanie, że Ameryka nie pokona samodzielnie Islamu. Flynn, jak wielu doradców Trumpa wierzył, że Ukraina jest stosunkowo niską ceną za pomoc w ujarzmieniu Bliskiego Wschodu.

To, że Flynn nie znajdował zrozumienia u innych ważnych graczy w administracji jak Sekretarza Obrony Jimiego Mattisa czy Sekretarza Stanu Rex Tillersona, to wiemy już od początku przesłuchań senackich. Obaj twardo i zdecydowanie mówili o Rosji jako najpoważniejszym zagrożeniu dla bezpieczeństwa w Europie i dla interesów Stanów Zjednoczonych w świecie. Tego co nastąpiło później, możemy się tylko domyślać.  Twarda gra z użyciem służb, nagrań, mediów i plotek, która zmusiła Flynna do odejścia.

Skandal wciąż żyje swoim życiem. Demokraci czują krew i mają nadzieję na powtórkę z 1974 roku, kiedy w niesławie z Białego Domu wynosił się Richard Nixon. Dla nas ważniejsze jest jednak to co rozgrywało się w tym tygodniu. Nie wiemy czy to Trump dał gen. Mattisowi pozwolenie, żeby zaczął kontestować oficjalną linię prezydenta w sprawie Rosji, czy co bardziej prawdopodobne, Trump po prostu został postawiony przed faktem dokonanym. I, co często mu się zdarza, zmienił zdanie pod naporem argumentów i nagonki politycznej za współpracę jego doradców z Putinem. Żal z jakim wspominał Flynna każe nam sądzić, że doszło tam do poważniejszej konfrontacji stanowisk i wewnętrznych nacisków na Trumpa. Przez cały ten czas  Mattis, nie przegapił żadnej okazji żeby otwarcie, wbrew stanowisku prezydenta, mówić o rosyjskim zagrożeniu i niemożliwości znalezienia wspólnej płaszczyzny porozumienia. W tym tygodniu Sekretarz Stanu  Tillerson,  po spotkaniu z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych, bezceremonialnie wyszedł przed kamery, rozłożył wcześniej przygotowane oświadczenie i wyrecytował coś co równie dobrze mógł odczytać Obama. Powiedział, że punktem wyjścia do dalszych rozmów z Rosją pozostają  postanowienia z Mińska, że Krym dalej jest terytorium okupowanym  i konieczna jest deeskalacja działań w Doniecku.

Ostatnia konferencja prasowa Trumpa była już tylko odbiciem słów Tillersona i Mattisa. Choć prezydent wyraził przekonanie, że lepiej byłoby się dogadać z Rosją niż nie dogadać, to atmosfera wokół sprawy, raporty na temat działań Rosji i ostatnie kontakty z Moskwą, każą mu sceptycznie patrzeć na możliwość porozumienia. Kulminacją tej przedziwnej konferencji było potwierdzenie plotek kursujących od pewnego czasu na temat rosyjskiego niszczyciela u wybrzeży Stanów Zjednoczonych – „Najlepsze co mógłbym zrobić – powiedział Trump w kontekście poprawy swojego wizerunku – to ustrzelić ten statek pływający 30 mil od naszego wybrzeża”.

Dramatyczny zwrot jaki dokonał się w ostatnich dniach powinien być dla nas sygnałem do intensywnych i mądrych działań dyplomatycznych. Przesunięcie akcentów w amerykańskiej polityce zagranicznej i pozytywne wypowiedzi na temat NATO, równie dobrze mogą ulec zmianie. Nie wiemy dokładnie jakimi sznurkami w Waszyngtonie pociąga Putin. Nie wiemy jakich wolt może jeszcze dokonać Trump. Wiemy natomiast, że do dziś prezydent Duda nie spotkał się z prezydentem Trumpem, ba nie doszło do poważniejszej wymiany zdań nawet przez telefon. Ogromne wysiłki i próby nawiązania relacji naszych dyplomatów z administracją w Waszyngtonie były mocno ograniczone. Czas pomyśleć o nowej strategii. Budowaniu potężnego nacisku na administrację ze wsparciem Polonii. Najróżniejszej Polonii. Nie tylko tej na co dzień zaangażowanej i zainteresowanej tym co się dzieje w Polsce, ale również tej od lat tam osiadłej, żyjącej swoim amerykańskim życiem i zajmującej często wpływowe stanowiska. Zarówno Polonii ideowo bliskiej obecnemu rządowi jak i tej bliskiej formacji Donalda Tuska i szeroko pojętej opozycji. Czas stworzyć szereg ośrodków nacisku politycznego na Kongres i waszyngtońskich polityków. Wzorem mogą tu być doświadczenia z okresu batalii o NATO. Wciąż są ludzie, którzy prowadzili tą największą w naszej historii akcję lobbingową, wciąż są kontrakty i środowiska. Czas wypracować mądrą, ponad partyjną strategię zanim dojdzie do kolejnego przesunięcia w amerykańskiej polityce zagranicznej. We wrześniu prezydent Trump zdecyduje czy przedłużyć misję amerykańskich wojsk w Polsce, czy nie, czy zwiększyć nakłady finansowe, czy obciąć je do minimum. Czas start.

 

Inne wpisy tego autora

Wróblewski: Wolność jest dla właścicieli mediów

Prezes Warsaw Enterprise Institute Tomasz Wróblewski ocenił, że pozew Donalda Trumpa przeciwko największym mediom społecznościowym ma bardzo solidne podstawy. – Donald Trump bardzo rzeczowo i bardzo

Esej „Długa droga w nieznane”

„Dzieje ludzkości, co do zasady, są wypadkową ludzkich wyborów. Od czasu do czasu nasze wybory podyktowane są jednak siłą wyższą. Kataklizmy, zarazy, wojny, niewyobrażalne ludzkie

Esej „Oblany test eurokracji”

„Gdy Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, nie mówiąc o Izraelu, zaczynają „nowe”, postpandemiczne życie, Europa pogrąża się w trzeciej fali zarazy i wewnętrznych awanturach. Historia zmagań