Czy Putin wystraszy się strategii Tuska?
Tomasz Wróblewski 28.08.2014

Premier nie zdecydował się podnieść wydatków na zbrojenia, tłumacząc to wciąż niezapłaconymi rachunkami za F-16. Tłumaczenie na pewno przemówi do przekonania Putina. Jak tylko doradcy wytłumaczą mu niuanse finansowania polskiej armii, a potem finezję polskiej myśli dyplomatycznej, czyli budowę układów na salonach w Brukseli, które lepiej nas zabezpieczą niż własna armia, jak zapewniał Tusk, to z pewnością wycofa oddziały pancerne ze wschodniej Ukrainy.

Trudno sobie bowiem wyobrazić, że ktoś zechce szukać warszawskiej logice innego wytłumaczenia. Średnie wydatki Polski na zbrojenia w ostatnich latach to 1,75 proc PKB. Prezydent Komorowski proponował podniesienie wydatków do 2 proc. Czyli o 0,25 proc. PKB. Zakładając optymistyczny rok wyszłoby jakieś 4,13 mld zł. Jeżeli jednak zwrócimy uwagę, że Polska średnio wydaje o jakieś 1,75 mld mniej niż zakłada budżet, to tak naprawdę do pełnych 2 proc. PKB brakuje nam 2,38 mld złotych.

Przepraszam za tę przydługą wyliczankę, ale nie daj Boże ktoś w Moskwie też umie liczyć i zwróci uwagę, że 3 mld złotych, które premier wydał na emerytury i ulgi dla dzieci to dodatkowy budżet na zbrojenia. Te 1 zł 20 gr dziennie dla emerytów było ważniejsze od obronności. Ba, ważniejsze od polskiej dyplomacji, która straciła moralne prawo do nawoływania innych państw do zbrojeń. Byle ktoś w Moskwie nie odebrał tego opacznie, że Tusk bardziej obawia się przegranych wyborów niż rosyjskiej agresji.