Gra o rzeczownik
Tomasz Wróblewski 14.03.2016

Polityka, jak muzyka młodzieżowa, składa się z huku i marketingu. Scenę kontroluje nie ten, kto wybrzmi najładniej, ale ten, kto precyzyjnie trafi w ucho odbiorcy. Kto pierwszy nazwie emocje i będzie kontrolował nowy rzeczownik.

Rodzina, płaca, naród – nie jeden, ale trzy rzeczowniki zdecydowały o wygranej PiS. Sądząc po ostatnich sondażach, niewiele się tu zmieniło. Większości Polakom serca wciąż biją w rytm PiS. KOD-opozycja z imponującą jednak konsekwencją lansuje własny rzeczownik – „wolność”. Wolność dla mediów, wolność dla służby cywilnej, wolność dla Trybunału. Do tego chóru, wciąż jeszcze słabo słyszani, dołączają przedsiębiorcy i obrońcy wolności gospodarczych. Wszyscy rozczarowani ograniczaniem obrotu ziemią, podatkiem sklepowym, zakazem handlu w niedzielę, powrotem do monopolu pocztowego i wieloma innymi, które zaczynają się układać w jeden rytm. Oddajcie nam wolność. Słowo łatwo przyswajalne i, co może najważniejsze – trafiające do euroelit i lewicy w Stanach Zjednoczonych. Do wszystkich wystraszonych umacnianiem się antyestablishmentowych środowisk w świecie.

Nadzieje, jakie Polacy łączyli i łączą z „dobrą zmianą”, nie prysną. Zwłaszcza teraz, kiedy wiele z tych zmian, jak choćby 500+, wchodzi w życie, bezrobocie spada, a gospodarka rośnie. Jednak sam fakt, że KOD udało się sformułować wyraziste wspólne motto dla wszystkich formacji opozycyjnych, jest już zagrożeniem. Starcie o Trybunał pokazało, że każdy kolejny kryzys polityczny pozostawiony sam sobie będzie wzmacniał przekaz opozycji o zamachu na wolność. Zarzuty prawne formułowane przez rząd z pewnością mają swoją wagę merytoryczną i mogą być przydatne na potrzeby dyskursu, ale nie trafiają do odbiorcy. Karuzela argumentów i temperatura sporu powodują, że to opozycji coraz lepiej udaje się przebić ze swoim wolnościowym komunikatem, zostawiając stronę rządową z bon motami i złośliwościami niewpisującymi się w jeden wyrazisty rzeczownik – wyznacznik sporu.

Im dalej od Polski, tym ten czarno-biały podział na obrońców wolności i dyktatorów staje się klarowniejszy. Trumpizm, orbanizm, lepenizm nie służą Jarosławowi Kaczyńskiemu. Natychmiast lokowany jest w tej samej kategorii.

Zachodnie rządy są dziś za słabe, żeby podjąć zdecydowane działania czy zaordynować sankcje skierowane w Polskę. Życzeniowe przewidywania działaczy opozycji i zaprzyjaźnionych mediów o sankcjach, odbieraniu Polsce funduszy unijnych – są przestrzelone. Nie biorą pod uwagę podziałów w samej UE, które uniemożliwiają jakiekolwiek zdecydowane działania przeciwko innym państwom członkowskim. Podobnie rzecz ma się z USA pod rządami odchodzącego wkrótce prezydenta. Ale ta niedecyzyjność tylko pozornie jest krzepiąca dla rządu. Brak konsensusu oznacza, że zabraknie go też, kiedy my wkrótce będziemy potrzebowali twardej decyzji o stacjonowaniu wojsk NATO w Polsce czy wsparciu Unii w wypadku przekroczenia 3 proc. progu deficytu. Szczyt NATO w Warszawie nie musi się skończyć twardymi ustaleniami, a Komisja Europejska nie musi nam wybaczyć wpadek budżetowych. Lewicowe grupy nacisku politycznego motywowane przez rosyjską propagandę mogą spowodować, że prezydent Obama przed wyborami nie będzie ryzykował dodatkowych napięć z Rosją w obronie czegoś, co lewicowa część amerykańskiego senatu nazywa putinizacją Polski. Merkel broniąca swojej własnej skóry również będzie unikała spięć z opozycją we własnym kraju.

Doświadczenie uczy, że pat, w jakim znalazły się dziś strony kon iktu, zawsze osłabia stronę rządzącą. To od niej opinia publiczna oczekuje rozwiązania. PiS ma niepowtarzalną szansę wykorzystać opinie Komisji Weneckiej i zaoferować kompromis w imię bezpieczeństwa i wolności. Za pół roku nikt nie będzie pamiętał, kto komu ustąpił, ale PiS odzyska kontrolę nad rzeczownikiem „wolność”.

***
Tekst ukazał się we WPROST