Państwo i Prawo
Wielki reset, czyli prawdy spiskowe
Dariusz Matuszak 26.11.2020

Ustalmy: w teorie spiskowe wierzą wszyscy, niektórzy tylko się do tego nie przyznają, bo chcą uchodzić za jasno oświeconych. Linia podziałów dotyczy źródła teorii. Jeśli pochodzi ona od osób, z którymi politycznie się zgadzamy, z miejsc, które uznajemy za siedliska prawdy objawionej – np. jakaś gazeta, albo stacja telewizyjna, wtedy teoria spiskowa staje się racjonalnym tłumaczeniem zjawisk, czy zdarzeń, które nam się nie podobają i teorią spiskową być przestaje. Jeśli coś głosi nasz polityczny oponent, to są to brednie maniaka karmionego teoriami spiskowymi. Świat zmierza w takim kierunku, że teraz tylko nieliczni będą głosić prawdę, a pozostali co najwyżej teorie spiskowe i dla dobra świata należałoby im to uniemożliwić. Mówiąc w skrócie, chodzi o to, żeby kłamać mogli tylko niektórzy.

 

Tak więc, jeśli chodzi o teorie spiskowe, to świat dzieli się na tych, którzy w nie wierzą i na tych, którzy również w nie wierzą. Wszystko tylko zależy od tego, czyja owa teoria jest. Spójrzmy na Amerykanów. Otóż prawie połowa z nich wierzyła, że to Rosjanie wybrali Trumpa. Podobnie teraz, że wybory zostały sfałszowane (do tej frakcji sam się zaliczam).  Po 4 latach śledztwa prokuratora Millera, po nieznalezieniu żadnych dowodów i tak wśród Demokratów, ich mediów, a więc i różnych środowisk na całym świecie w tym w Polsce panuje przekonanie o diabolicznym Putinie podsuwającym Amerykanom pomarańczowego faszystę. Podobnie jest u Brytyjczyków i Europejczyków, jeśli chodzi o ich stosunek do Brexitu. To nie obywatele Zjednoczonego Królestwa mieli dość brukselskiej nieudolności i biurokracji, to w kanałach na ulicy Grizodubowoj w Moskwie, gdzie mieści się siedziba wywiadu GRU, uknuto plan wyprowadzenia Zjednoczonego Królestwa z najwspanialszej instytucji w dziejach ludzkości – Unii Europejskiej. 

W Polsce część ludności wierzy, że do dziś Polską rządzi układ z Magdalenki, a część, że PiS ma tajny plan Polexitu i kolejne fatalne decyzje są podejmowane, by to ukryć, tak jakby nie mogły brać się ze zwykłej, szczerej głupoty. Część teorii spiskowych to świadome, głoszone dla potrzeb propagandy kłamstwa. Przecież Borys Budka nie jest na tyle durny, by wierzyć w to, co opowiada. Ok, no może i z tym Budką, to akurat zły przykład, ale taki Leszek Miller, to w pewnych sprawach z pewnością nie wierzy sobie za grosz. 

Jest też tak, że czasami najprawdziwsza prawda okazuje się teorią spiskową. Tak było np. z opowieściami, iż Saddam posiada w Iraku broń masowej zagłady, w związku z czym wywołano wojnę i zabito około miliona ludzi. Innym razem coś, co zdawało się majaczeniem szaleńca, jak opowieści o talibach w Klewkach okazywało się prawdą najprawdziwszą, o czym sam Miller Leszek zaświadczyć może.

Ten nieco przydługi wstęp jest jak mawiają Rosjanie „padgatowką”, przygotowaniem do rozważań na temat Wielkiego Resetu, który jest kolejną teorią spiskowa, bądź też najprawdziwszym planem zapanowania nad światem. W największym skrócie chodzi o to, że elity zamierzają wykorzystać pandemię do wprowadzenia nowego światowego porządku.  Termin „światowy” traktujemy nieco na wyrost, bo objąć on ma głównie otumanione ludy należące do zachodniego kręgu cywilizacyjnego, czyli również Polskę, oczywiście oprócz Radomia, gdyż jego, jak wiadomo, żadnej cywilizacji przypisać się nie da.  

Sam jeszcze nie zdecydowałem, czy wierzę w to, czy nie wierzę, ale… okazja jest znakomita. Nie można dopuścić do tego, by tak wspaniały kryzys, jak ten związany z pandemią, się zmarnował. O Wielkim Resecie, rożnie nazywanym, ale tak czy owak, o nowym światowym porządku mówi się całkiem otwarcie. Wiadomo, że taki projekt musi być ze swej natury lewicowy, a więc totalitarny, obejmujący niemal wszystkie aspekty ludzkiego życia. Czy ów reset, to plan, czy tylko zbiorcza nazwa różnych niezależnych od siebie działań, które są konsekwencja zmieniającej się rzeczywistości? Hm? Oczywiście światowe elity mogły się co do pewnych rzeczy umówić. Jedni np. opanowują jakieś ugrupowanie polityczne – dajmy na to Stronnictwo Demokratyczne i wyprzedają jego majątek, inni zawłaszczają jakąś spółdzielnię mieszkaniową, czy mleczarską, przejmują klub sportowy, albo jakieś miasto, a inni cały świat. Owszem, możliwa jest sytuacja, w której (oczywiście upraszczam) Merkel, Macron, jacyś tam eurokraci, do tego szefowie wielkich instytucji międzynarodowych jak Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, ONZ z jego wszystkimi agencjami, do tego prezesi największych korporacji – Facebook, Microsoft, Amazon, AT&T, BP, Shell, Google etc. umawiają się: chodźta zrobimy wreszcie porządek na tym świecie – zaprowadźmy rządy mądrych i sprawiedliwych, czyli nasze. Motłoch tylko przeszkadza w uczynieniu Ziemi ziemskim rajem.  

Istnieje już mnóstwo dokumentów, deklaracji, wypowiedzi odwołujących się do Wielkiego Resetu. Tej nazwy użył chyba po raz pierwszy Klaus Schwab, założyciel i szef Światowego Forum Ekonomicznego.  Magazyn „Time” poświecił tematowi specjalny numer, oddając łamy nawet parze celebrytów – księciu Harry’emu i jego żonie serialowej aktorce Meghan Markle. Schwab pisząc o resecie, stwierdził, że pandemia ma swoje dobre strony. Np. zmniejszyła się emisja gazów w związku z ograniczeniem podróży.  W swych artykułach i książce „COVID-19 Wielki Reset” pisze wprost o potrzebie skonstruowania/wymyślenia kapitalizmu na nowo.  Miałby on nieść ze sobą sprawiedliwość społeczną, czyli coś, co socjalizm zna już doskonale i sprawiedliwość klimatyczną. Ta ostania sprowadza się do kontroli produkcji energii narzucenia takiego stylu życia, który wedle tych wymyślających kapitalizm, miałby ocalić planetę, przed zagładą ocieplenia. Kapitalizm wymyślony jest oczywiście oksymoronem, sprzecznością samą w sobie, bo nie da się zaprojektować miliardów dobrowolnych decyzji wolnych ludzi, które się na wolny rynek składają. Ale nie szkodzi i kogo to obchodzi. Ten nowy kapitalizm wymyślać będą nie farmerzy, właściciele wytwórni kapsli, firmy rozbiórkowej, sklepu, restauracji, pralni etc. Tu nie chodzi o ludzi, którzy każdego dnia wstają i ciężko pracują w miejscu, które sami stworzyli, i które rozwijają. Ten nowy kapitalizm wymyśli w Davos Światowe Forum Ekonomiczne. To tam, gdzie miliarderzy mówią milionerom, jak żyją i czego potrzebują zwykli ludzie. Sojusz możnych i władców świata jest czymś całkowicie naturalnym i czymś, co w ostatniej dekadzie postępuje niczym rak. Naiwnością jest przypuszczenie, iż wielkie korporacje mają coś przeciwko regulacjom, czy podatkom. One sobie z tym doskonale radzą i traktują jako cenę ograniczania konkurencji. Słuchać się mają ci mali i średni, których nikt do wymyślania kapitalizmu nie zaprasza. 

O wielkim Resecie wspominają już przywódcy światowi, ONZ i jego agend, globalnych instytucji i organizacji. W tych opowieściach jest wiele wzniosłych słów i nowych terminów jak choćby owa sprawiedliwość klimatyczna. Brnięcie przez nie jest jak męka czytania skryptów WUML – Wieczorowego Uniwersytetu Marksizmu-Leninizmu, który kształcił wojewódzkie kadry partyjne za komuny. Ale trafiają się też rzeczy ciekawe, jak choćby opisy tego nowego świata, który nastać ma po Wielkim Resecie, i którego nadejście pandemia ma przyspieszyć. Wizje nowego wspaniałego świata przedstawiła m.in. Ida Auken, poseł do duńskiego parlamentu, była minister środowiska. Została wybrana jako jedna z młodych globalnych liderek Światowego Forum Ekonomicznego i jej pisanie/pisanina, (hm, ciężko znaleźć właściwe określenie), to część dokumentów owego gremium. 

By dobrze zrozumieć obrazy, jakie kreśli duńska polityk, dobrze jest sobie coś wyobrazić, np. to, że człek jest w szpitalu dla bardzo obłąkanych im. Priorytetów Unijnych. Obok nie siedzi już siostra Diesel z filmu Mela Brooksa „Lęk Wysokości”, tylko ze względu na czasy energii odnawialnej siostra Prądnica. Po rurach kaloryfera niesie się stukanie. To z piwnic alfabetem Morse’a globalna liderka Ida Auken nadaje o tym, jak będzie wyglądał świat Anno Domini 2030. To nie jest wizja, tylko scenariusz, który będzie realizowany – zapewnia.  W 2030 roku energia będzie już darmowa, bo przecież Słońce świeci za darmo, i nie płaci się też za wiatr. Darmowy więc jest też transport publiczny i za nim kolejne rzeczy. A skoro za nic się nie płaci, to tak naprawdę niczego się nie kupuje, tylko się dostaje, a w związku z tym nie ma potrzeby posiadania własności. I tak w tym nowym świecie liderka nie ma na własność nie tylko żadnego samochodu, ale nawet mieszkania. Jak chce się gdzieś dostać, to korzysta ze zbiorkomu, który wobec braku transportu prywatnego jest świetnie zorganizowany i nic go nie blokuje. Auken mieszka w jakimś lokum, ale za nie nie płaci. Jak wychodzi z niego to ktoś w salonie jej apartamentu, czy czego tam organizuje spotkania biznesowe. Oczywiście nic jej nie ukradnie, bo po co skoro wszystko za darmo. I nie naflei

Raz na jakiś czas będę gotować dla siebie. To proste – niezbędny sprzęt kuchenny jest dostarczany pod moje drzwi w ciągu kilku minut. Odkąd transport stał się darmowy, przestaliśmy mieć te wszystkie rzeczy we własnym domu. Po co trzymać w naszych szafkach urządzenie do robienia makaronu i naleśników? Możemy je po prostu zamówić, kiedy ich potrzebujemy – pisze, a raczej wystukuje globalna liderka. Niczego nie mam. Nie mam samochodu. Nie mam domu. Nie posiadam żadnych urządzeń, ani ubrań – niesie się rurami od duńskiej poseł. W świecie cyfrowym ubrania dla Auken wybierze algorytm. Auken nie wyjaśnia, jak to dokładnie będzie z jej ciuchami. Można się domyślić, że zamówi, a coś – robot, je za darmo dostarczy. Ponieważ niczym się nie będzie handlowało, to rzeczy z założenia będą trwałe, więc i ciuszki, które Auken wdzieje, nie będą jednorazowe. Myślę więc, że trafią później do jakiejś darmowej zbiorowej pralni, a potem np. majty po Auken wypożyczy sobie jakiś Wiesław, czy tam Magnus. 

Kiedy sztuczna inteligencja i roboty przejęły tak dużą część naszej pracy, nagle mamy czas, aby dobrze zjeść, dobrze spać i spędzać czas z innymi ludźmi. Pojęcie godzin szczytu nie ma już sensu, ponieważ pracę, którą wykonujemy, możemy wykonać w dowolnym momencie. Naprawdę nie wiem, czy nazwałbym to już pracą. To bardziej jak czas na myślenie, czas tworzenia i czas rozwoju. Czyli będzie trochę jak w starożytnej Grecji, gdzie obywatele przechadzali się i wymyślali matematykę i filozofię, zaś na nich pracowali niewolnicy. Na Idę Auken zasuwać będą darmowe roboty i algorytmy, a ona będzie dumać nad Wielkim Resetem i kreślić kolejne scenariusze. 

Ów reset to nie tylko pisanina, ale także już konkretne działania. Światowe Forum Ekonomiczne przygotowało dla firm nowy standard raportowania. Mają podawać m.in. jakie są różnice w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn, jak bardzo zróżnicowana etnicznie jest firma i jak awansują przedstawiciele poszczególnych ras, w jaki sposób firma przyczyniła się do walki z globalnym ociepleniem i ograniczeniem emisji gazów cieplarnianych. Ten dobrowolnie obowiązkowy standard będzie zaprezentowany w 2021 i zarekomendowany jako dobra praktyka. Na pozór wygląda to niewinnie, ale w gruncie rzeczy chodzi o kontrolowanie, kto jest zatrudniany i zwalniany, kto ile zarabia, kto awansuje i wedle jakich kryteriów etc. Od tego będą zależeć zamówienia, czy szanse na sukces w przetargach publicznych. Takie kryteria już są wprowadzane przez władze lokalne na całym świecie, czy instytucje utrzymywane ze środków publicznych.  To szybko stanie się wymogiem. Tak jak parytety płciowe w zarządach i radach spółek. 

Unia stworzyła fundusz odbudowy gospodarki europejskiej, w którym ma znaleźć się 750 miliardów euro. Już samo mówienie o odbudowie jest sporą manipulacją, bo chodzi też o tworzenie nowej gospodarki, a nie rekonstrukcję tego, co ucierpiało w wyniku pandemii. Unia nie będzie koncentrować się na tylko na tym, by pomóc szewcowi, który padnie, wspierać serowara, fryzjera, właściciela baru, firmy transportowej, sklepu z pamiątkami etc. Gigantyczne środki mają iść na „transformację klimatyczną i cyfrową”, zrównoważony rozwój, cokolwiek to znaczy. 1/3 pieniędzy, które teraz Szanowni Państwo zostaną pożyczone, i które razem ze swymi dziećmi będziecie spłacać, pójdzie na walkę z globalnym ociepleniem. Ja wiem, że w Polsce w oczach mnożną się te pierdyliardy euro, które możemy stracić jak komisarz Jourova stwierdzi, że jesteśmy nieprawidłowi, czy niepraworządni. Dobrze sobie jednak uświadomić, że na razie tych pieniędzy nie ma. Przynajmniej 750 miliardów z tzw. funduszu Next Generation. Unia ma je dopiero pożyczyć, a potem pozwoli pożyczyć od siebie, pod warunkiem, że wydamy na to, na co nam wydać każe. Część z tych pieniędzy, które jak będziemy grzeczni, nam pożyczą, ma stanowić tzw. bezzwrotne granty. To oznacza, że spłacać je będzie nie Polska jako państwo, tylko sama Unia z naszych podatków. A wprowadzone będą nowe paneuropejskie – od transakcji finansowych, cyfrowy, nowy korporacyjny etc. Teoretycznie, gdyby nie pandemia koronawirusa nie byłoby pożyczania 750 miliardów euro, wskazywania, na jakie cele trzeba je wydać, nowych podatków i opłat – jak choćby „urealnienia” opłaty za emisję CO2. Ale okazja, czyli pandemia się trafiła i nie można było pozwolić, by się zmarnowała. 

Gospodarczo ten unijny projekt zakończy się oczywiście porażką. Takie już są uroki biurokracji i centralnego planowania. Urzędnicy zmarnują miliardy euro. Jednak z punktu widzenia Unii taka akcja ma wielką zaletę. Niektóre małżeństwa są razem tylko ze względu na wspólny majątek i kredyty. W brukselskim stadle miłości już dawno nie ma. 

Przy okazji funduszu Polska będzie miała z Unią swe własne porachunki. Chodzi o powiązanie wypłat z praworządnością. Jorge Gonzales-Gallarca, ekspert hiszpańskiego think tanku Civico napisał w amerykańskim „Newsweeku”, że cała ta praworządność ma służyć dosłownie jako „pałka” do wymuszania posłuszeństwa politycznego. Zostawmy rozważania na ten temat, bo za chwilę miejsca w internecie zabraknie. Wspomnę tylko o jednym wątku. Eurokraci chcą nie tylko złamać zapisy unijnych traktatów, ale też fundamentalną, od czasów Monteskiusza uznawaną, zasadę trójpodziału władz. Oto urzędnicy, mieliby rozstrzygać, co jest zgodne z prawem a co nie i sami orzekać kary.

Tymczasem na szczycie państw G-20 Chińczycy złożyli propozycję stworzenia światowego systemu certyfikatów zdrowia. W największym skrócie chodzi o to, by ze względu na zagrożenie pandemiczne, podróżować mogli tylko zdrowi, którym owe certyfikaty będzie się wydawać. Państwo Środka ma już system niemal całkowitego kontrolowania swych obywateli. Jak ten pomysł zostanie przyjęty, jeszcze nie wiadomo, ale jest tak koszmarny i orwellowski w stylu, że może się spodobać.

Wśród różnych pomysłów, którymi raczą nas teraz władcy pandemicznego świata wszystkie sprowadzają się do ograniczania wolności, nakładania obowiązków większej kontroli, nowych nakazów i zakazów. Całkiem oddzielny temat to prace dotyczące wprowadzenia cenzury na skalę globalną. Zupełnie oddzielnym wątkiem jest to, iż wyniku ograniczeń padnie miony małych firm, a na ich miejsce po nich zajmą korporacje. Taki Amazon notuje niebotyczne zyski. Niektórzy twierdzą, że restrykcje, które są nakładane, mają tylko sprawdzić granice naszej odporności. To test pozwalający ocenić, na co się zgodzimy. Wychodzi na to, że na bardzo wiele. Ludy świata bez większego sprzeciwu zaakceptowały pęta. Być może słusznie. Nie odważę się mówić, co według mnie jest uzasadnione pandemią, a co już ekscesem, ćwiczeniem z odbierania wolności. Jeszcze nie wiem. Ale jedno jest jasne – będzie jak u Żyda, który poszedł do rabina i narzekał na ciasnotę w chałupie. Ten powiedział mu, by wprowadził jeszcze do domu kozę. Żyd po tygodniu powrócił z pretensjami, że jest jeszcze mniej miejsca. Wtedy mędrzec doradził mu, by kozę wyprowadził.  Z miejsca zrobił się luz. Tak będzie i u nas. Wprowadzą nam sto kóz. Gdy pandemia się skończy, pięćdziesiąt z nich zostanie wyprowadzonych, a my będziemy szczęśliwi.