Państwo i Prawo
Wolne media, chyży PiS
Dariusz Matuszak 13.02.2021

Jednym z uniwersalnych praw kosmosu jest to, że jeśli coś wychwala minister od cyfryzacji Andruszkiewicz, to jest to niemożebnie głupie i szkodliwe. Tak jest i z podatkiem od reklam, który PiS chce wprowadzić. Rozmodleni socjaliści są jak chyża i pijana małpa z brzytwą. Grasują i tną wszystko, co się da i akurat nie są to podatki. Tną po kieszeniach każdego, kto oddycha i się uśmiecha. Nie ustają w dziele, by koszmarny system podatkowy, jeden z najgorszych w krajach OECD, uczynić jeszcze bardziej wrogim obywatelom. Pazerni urzędnicy i aparatczycy partyjni wiedzą, że im więcej pieniędzy ludziom zabiorą, tym większą mają nad nimi kontrolę. I temu tak naprawdę to służy.

 

O ile podatki jako takie są złem koniecznym (nikt się nie cieszy, gdy płaci, ale każdy normalny człek rozumie, że danina na wspólnotę musi pójść), o tyle podatki sektorowe, czyli takie, które nakłada się na jakąś branżę, czy kategorie produktów są zwyczajnie podłe. Państwo, a więc urzędnicy i aparat partyjny może bowiem przy pomocy takiego narzędzia zdecydować o każdym aspekcie życia obywateli. Jak wzorem Hitlera uzna, że powinno ustalać co obywatel je, to opodatkuje cukier, (tak jak u nas niedawno), masło, mięso etc. (Tak tak, Kochani Zjadacze Niezdrowych Posiłków, to nazistowskie Niemcy były pierwszym państwem, które chciało decydować o diecie obywateli. Unia, USA za Baracka Obamy, czy PiS mają dokładnie te same pomysły co wódz III Rzeszy i jak on troszczą się o zdrowie – Hitler narodu, a eurokraci etc. o zdrowie obywateli). Jak państwo uzna, że za dużo obywatel podróżuje, to ukróci to podatkiem od paliw. Jak za Hitlerem dojdzie do wniosku, że nie powinien palić, to przyłoi akcyzę na papierosy. Nad każdą branżą wisi też miecz Damoklesa, bo każdą zniszczyć może podatkiem jak mu się zachce. I żeby nie wiem jak debilnie i przymilnie się Andruszkiewicz nie uśmiechał, to zachodzi podejrzenie, że PiS wprowadza podatek od reklam z czystej złośliwości, bo chce dopiec tym których z wzajemnością nie znosi (oczywiście to, że PiS jest pazerny – ma ciąg na pieniądz, to także oczywista sprawa).

Uzasadnienia do tego projektu są równie głupie co sam pomysł. Jedno z nich jest takie, że giganci medialni nie płacą podatków. Czujecie Państwo moc tej logiki: skoro nie płacą podatków, to wprowadzimy podatek. Media będą miały więc szanse nie płacić kolejnego haraczu. Będzie jak w „Paragrafie 22” Josepha Hellera, kiedy to państwo płaciło ojcu Majora Majora Majora Majora pieniądze za nieuprawianie ziemi. Za te pieniądze on kupował kolejne połacie, których nie uprawiał i interes kwitł (tak, tak, Unia swój pomysł na rolnictwo zerżnęła z powieści „Paragraf 22).

Innym uzasadnieniem jest to, że pieniądze mają iść na bardzo pożyteczne cele – zdrowie, dobra kultury i takie tam. No naprawdę, ależ jakie to piękne i szlachetne. Już lecę na pocztę, by sam wysłać przelewem własny datek za reklamowanie jakichś marek. Zauważyłem, że na niektórych ciuchach mam jakieś symbole, co może oznaczać, że jestem takim chodzącym bilbordem. Otóż jak świat światem jeszcze nigdy nie było polityka, który powiedział, że zabieramy wam obywatele wasze pieniądze, na które ciężko tyraliście, bo chcemy je ukraść, wydać na głupie i niepotrzebne rzeczy, przekupić nimi jakąś grupę wyborców, czy kogo tam, albo dać jakimś swoim za służalczość. Haracze są zawsze nakładane w celu szlachetnym i słusznym. Podatek od reklam na końcu oczywiście zapłacą obywatele. Podrożeje reklama, to podrożeją reklamowane towary.

Ale, ale żeby PiS-owi nie było smutno, że jest osamotniony we wprowadzaniu głupich pomysłów, to do akcji wkroczyły największe zasoby PiS  – to, co ma najcenniejszego i co pozwala mu wygrywać kolejne wybory, czyli opozycja i wolne jak się same określają, media. No i faktycznie, szybkie, czy bystre to te media nie są. Przeprowadziły one akcję protestacyjną malując się na czarno, przywdziewając żałobne kiry i milcząc przez 24 godziny. Trzecia osoba w państwie – Jego Pompatyczność Marszałek Grodzki porównał milczenie mediów do tego, co stało się 13 grudnia 1981 roku, kiedy to zniknęły programy, bo junta Jaruzelskiego wprowadziła stan wojenny. Słowa Grodzkiego były głupie i nikczemne. A ostatnia akcja mediów żenująca i infantylna. Pokaz egzaltacji, pychy, arogancji, narcyzmu, samochwalstwa i obłudy. Seans autopieszczot. 

Choć sam napisałem, że podatek sektorowy jest bardzo niebezpieczny, bo może być batem na każdą nieposłuszną branżę, to propozycja PiS jednak nijak nie wpływa na ową tak wysławianą przez nie niezależność. Kiedy już się owe wolne umysłowo media na drugi dzień odezwały zobaczyłem tę ekscytację, to podniecenie młodziutkich redaktorków i dynamicznych reporterów na tropie własną akcją, jakby to jakieś powstanie było, a już co najmniej walki w noc stanu wojennego z wojskową juntą Jaruzelskiego. I żałobne zawodzenie jak u wynajmowanych na pogrzeby greckich płaczek. W całej akcji nie chodziło o żadną niezależność, o wolność słowa, której nie będzie bez wolnych mediów. Chodziło tylko i wyłącznie o pieniądze i to ich własne, bo nowy podatek, choć przerzucony w dół na konsumentów, może branżę schłodzić, i o nieustającą walkę z reżimem PiS, czyli też w dużej mierze o pieniądze, bo póki on rządzi, to niektóre z mediów na żadne reklamy ze strony takich spółek Skarbu Państwa jak Orlen, PGE etc. liczyć nie mogą. Nigdy media nie podjęły tak stanowczych kroków, gdy na innych były nakładane jakiejś haracze, gdy całe branże stanęły przed widmem całkowitego bankructwa. Popis dały dopiero, wtedy gdy poszło o ich pieniądze. 

Media w Polsce nie podjęły też żadnej solidarnej akcji w obronie wolności słowa. Wręcz przeciwnie – wychwalają coraz powszechniej zaprowadzaną cenzurę, która w takich krajach jak Francja, Niemcy, Szwecja, czy Wielka Brytania ma już wymiar instytucjonalny. Kiedy wielcy giganci internetowi na świecie i w Polsce pozbawiają prawa głosu tych, których poglądy się im nie podobają, media w Polsce milczą. Dziś, gdy kogoś z jego głosem nie ma w przestrzeni cyfrowej, to tak jakby nie istniał. Tym mediom nie przeszkadza, że znikają redakcje, dziennikarze, jacyś politycy, czy komentatorzy. Słowem się nie odezwały, gdy Facebook wyciął anglojęzyczne konto IPN. Mediom to pasuje, bo ubywa im konkurencji. Każda minuta spędzona na czytaniu tego tekstu to minuta mniej na Onet, z „GW”, czy TVN. Cała żałobna akcja w obronie wolności słowa i mediów była wielkim wzmożeniem obłudy.

Przeprowadziłem prywatny sondaż o sprawie i nie trafił mi się nikt spoza branży mediowej, czy polityki, kto pochwalałby akcję mediów. Jej niewspółmierność do zagrożeń, jakie niesie ze sobą nowy, niepotrzebny i szkodliwy podatek, dla wszystkich była oczywista. Mieli to samo uczucie zażenowania, patrząc na ten żałosny patos, hipokryzję i użalanie się nad swoim losem. I niby kibicują tym mediom, ale patrzą na nie jak na występy polskich drużyn piłki nożnej w przedpokojach do pucharów europejskich. I niby trzymają kciuki za nie, gdy te zwarte są w śmiertelnym boju z drużyną cypryjską, albo z Gibraltaru, a potem machają ręką i mówią: niech się już ten żenujący spektakl kończy, niech odpadają, bo zęby szczypią od samego patrzenia. 

I na koniec jeszcze jedna sprawa. Nikt z tych walczących o wolność mediów nie przejął się tym, że ich odbiorcy zostali „okradzeni”. Kto i w jaki sposób odda pieniądze wszystkim tym, którzy wykupili dostęp do jakichś portali, płatnych stacji telewizyjnych etc. i przez 24 godziny nie otrzymali usługi, za którą zapłacili? Słyszał ktoś gdzieś o jakiejś obniżce w opłatach w przyszłym miesiącu, tak by oddać te pieniądze?