Gospodarka
Minimum korzyści, maksimum strat
11.06.2014

Dziwactwo polega na tym, że niezależnie od koniunktury gospodarczej, czyli w oderwaniu od rzeczywistości, przyjmowania jest arbitralnie pewna wysokość wynagrodzeń, którą biznes musi zaakceptować. Jeżeli tego nie zrobi, zostanie ukarany. Oczywiście, przedsiębiorca ma jeszcze jedną możliwość: przenieść zatrudnienie do szarej strefy, czyli de facto oszukać państwo, wykorzystać pracowników i podjąć ryzyko, że za wykrytą nieprawidłowość będzie musiał słono zapłacić.

Pomysły z płacą minimalną to przypadłość nie tylko Polski (rząd w przyjętych we wtorek założeniach do projektu ustawy budżetowej na 2015 r. podniósł ją do 1750 zł), Europy, ale i wzorcowej gospodarki wolnorynkowej – USA. Jest zmorą pracodawców, którzy starają się, by była jak najniższa, bo radykalnie podnosi koszty pracy. Według wyliczeń Tax Care, podniesienie pensji minimalnej do 1750 zł oznacza zwiększenie obciążenia pracodawcy do 2112,96 zł, czyli o 84,53 zł miesięcznie (o 4,2 proc.). W skali roku wydatki na jednego pracownika wzrosną o 1014,36 zł.

Więcej, o ponad 4 proc., zapłaci też przedsiębiorca rozpoczynający działalność, który przez dwa lata korzysta z preferencyjnych stawek na ubezpieczenia społeczne. Może nie są to wielkie kwoty – ponad 80 zł rocznie – ale dla młodego biznesu nawet to się liczy.

Co ciekawe, rząd postanowił zwiększyć płace więcej, niż zobowiązuje go do tego ustawa o minimalnym wynagrodzeniu za pracę. Nadgorliwość? Nie, polityczna kalkulacja, bo jak inaczej można wytłumaczyć decyzję ewidentnie szkodliwą dla biznesu, a korzystną dla związków zawodowych?

Wyższa płaca minimalna nie zwiększy liczby etatów, nie zatrzyma w kraju uciekających za granicę młodych ludzi, nie pomoże otworzyć nowego biznesu czy znaleźć pracę dla zwolnionego pracownika po pięćdziesiątce. Usztywnia rynek, zamiast sprawiać, by był bardziej elastyczny. Pracownik niewiele na tym zyska, natomiast biznes mocno uderzy po kieszeni.

Stanisław Koczot