Pewniak i pretendenci

Pewniak i pretendenci
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Wybory prezydenckie trafnie opisał Andrzej Olechowski porównując je do biegu masowego, w którym wygrywa Kenijczyk a reszta bierze udział, żeby na przykład  komuś z trasy pomachać.  Cytując  barona Pierre de Coubertin: Istotą Igrzysk nie jest zwyciężyć, ale wziąć udział. Nie musisz wygrać, bylebyś walczył dobrze.
Mozolnie wyłonieni kandydaci do porażki trenują więc przed startem by nie zemdleć na trasie, dobrze wyglądać w tv i pomachać kibicom. Sztaby już teraz mogą pisać triumfalne wystąpienia na wieczory wyborcze z przekazem: nikt we mnie nie wierzył, media prześladowały a tu proszę – 5.7 procent, jak mocne piwo. Dziękuję wyborcom, jestem przyszłością polskiej polityki. Niektórzy pogratulują zwycięzcy, inni się na niego obrażą zarzucając doping lub/i fałszerstwo sędziów.

Co zrobić, żeby wybory Głowy Państwa nie przywodziły na myśl filmów Quentina Tarantino, choć aktorzy wyborczego spektaklu  mieliby nikłe szanse w castingu u słynnego reżysera. Nie musimy pisać dla niego scenariuszy.

Licząc na nieznajomość Konstytucji i ogólny brak wiedzy wyborców można się spodziewać festiwalu obietnic. Może już nie tak absurdalnych jak 100 milionów (przed denominacją) dla każdego czy miliona nowych miejsc pracy (stare czasy; pamiętacie czyje to pomysły?,) Ale jednak obietnic bez jakichkolwiek szans na realizację z uwagi na prerogatywy prezydenta a zwłaszcza zdrowy rozsądek.
Jednak zdrowy rozsądek w kampaniach wyborczych ma najmniejsze znaczenie. Zwłaszcza dla kandydatów o zerowych szansach nawet na dobry wynik, rozsądek to zły doradca. Lepiej obiecać wszystko, być wyrazistym, zyskać rozpoznawalność i liczyć na polityczne profity w swoich partiach, wręcz na zastąpienie  protektorów. O to walczą pretendenci, nie o wygraną w tym rozdaniu.
Jeśli więc nie chcemy filmu Tarantino i szanujemy te wybory to spróbujmy wymusić na kandydatach merytoryczne odpowiedzi na podstawowe sprawy. Tak, prezydent ma słabe uprawnienia, może bardziej przeszkadzać vetem niż kreować rozwiązania. Jednak jest też inicjatywa ustawodawcza a veta nie należy mylić z obstrukcją; to zajęcie stanowiska z silnym skutkiem prawnym i politycznym.
I właśnie na stanowiska w tej kampanii czekamy. Od kandydatów niewiele się dowiemy. Póki co media grzebią w życiorysach (ich prawo) a pretendenci są na szybkich kursach wystąpień publicznych albo ględzą to co akurat im do głowy przyjdzie. Poważne media ale i instytuty eksperckie, organizacje pozarządowe powinny spróbować wpłynąć na scenariusz tego filmu. W poprzednich wyborach były takie próby, choćby poprzez zmuszanie kandydatów do wypełnienia merytorycznych ankiet.

Rola państwa w redystrybucji dochodu narodowego, udział skarbu państwa w gospodarce , wolność wyboru (kredyty we frankach, ubezpieczenia zdrowotne), problem demograficzny i senioralny, wiek i regulacje emerytalne, system podatkowy, kodeks pracy, mix energetyczny – to skromny przykład pytań gospodarczych. Do tego drugi zestaw pytań: polityka międzynarodowa i obronność (tego nie trzeba wyjaśniać). Fundamentalne pytanie o stosunek do możliwych koalicji i  rządu po jesiennych wyborach . To prezydent desygnuje premiera! I współpracuje z rządem lub wkłada kij w szprychy.
Zbyt ambitny plan? Może naiwnością jest sądzić, że ktoś chce znać poglądy biegaczy, nawet tych którzy na trasie chcą tylko komuś pomachać.

Inne wpisy tego autora

Choroby groźniejsze niż COVID

Jeśli ktoś myśli i jeszcze to publicznie głosi, iż w szpitalach leżą statyści lub jest to reset światowych finansów, to mnie to nie przeszkadza. Jest