Włoska bitwa o lockdown

Włoska bitwa o lockdown

Doceniasz tę treść?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Lockdown w europejskim wydaniu, tj. w kształcie próby pogodzenia ograniczania mobilności społeczeństwa z poszanowaniem tradycyjnego katalogu wolności obywatelskich nie wypalił. Jednocześnie przyczynił się do kryzysu gospodarczego i przez rok „pozwala” wirusowi dobrze się rozprzestrzeniać np. w zatłoczonych sklepach czy zakładach pracy. Jednym z punktów zapalnych epidemii były Włochy. To stąd w marcu ubiegłego roku śledziliśmy z wypiekami na twarzy relacje, widząc obrazy ciężarówek wojskowych wywożących trumny. To tutaj też lockdown wplótł się w walkę polityczną i uwidocznił istniejące w społeczeństwie podziały oraz doprowadził do zaostrzenia konfliktu pomiędzy lewicą a prawicą, które co ciekawe, obecnie funkcjonują w ramach jednego rządu eurokraty Mario Draghiego.

Włochy były pierwszym krajem europejskim dotkniętym epidemią w tak masowym stopniu. Inne kraje wprowadzając restrykcje, ostrzegały, że robią to, by uniknąć „wariantu włoskiego”, który praktycznie pomimo obostrzeń i tak w każdym kraju wystąpił. Ślad w psychice Włochów jednak pozostał i do dziś pamiętają oni tragedię szpitali w Lombardii i opustoszałe miasto duchów Bergamo. Gdy zaczynała się epidemia, premierem był Giuseppe Conte wspierany przez koalicję centrolewicy (PD) i populistów (Ruch 5 Gwiazd) wraz z mniejszymi ugrupowaniami Matteo Renziego (Italia Viva) i lewicowej partii Wolni i Równi, z której wywodzi się minister zdrowia Roberto Speranza, główny gracz po stronie entuzjastów lockdownów. Na początku opozycyjna prawica Salviniego i Giorgii Meloni wzywała do ograniczenia ruchu lotniczego z Chinami, za co zostali oskarżeni o rasizm, a obywatele Chin bezproblemowo przybywali do Mediolanu czy Rzymu w celach turystycznych. Później ci sami liderzy prawicowych partii ośmieszyli się, gdy w przededniu wybuchu covidowej bomby biologicznej zachęcali do przyjeżdżania do Włoch jako kraju całkowicie bezpiecznego. Tydzień później wzywali do całkowitego zamknięcia. Liga Salviniego straciła wtedy ogromną część swojego poparcia i spadła z 30% do około 24%. Dzisiaj oscyluje wokół 22%.

Mniej więcej do czerwca 2020 r. polityka lockdownu cieszyła się ogromnym poparciem włoskiego społeczeństwa, zwykle blisko 80–90%. Później przyszło wakacyjne poluzowanie, a następnie – jesień z drugą falą, znacznie mocniejszą niż pierwsza. Poparcie dla lockdownu spadło jednak do ok. 65%. W tym roku koronawirus miał swój udział w upadku rządu Giuseppe Contego. Matteo Renzi, były premier Włoch, zadeklarował, że jego ugrupowanie przestaje popierać Contego ze względu na to, że premier chciał samodzielnie decydować o podziale środków z unijnego tzw. recovery fund bez szczególnie istotnego udziału decyzyjnego koalicjantów. Conte złożył dymisję wobec nieotrzymania wotum zaufania w senacie Włoch. W jego miejsce urząd premiera zajął znany w Unii Europejskiej ekonomista Mario Draghi, były szef EBC, który jest jednym z kluczowych architektów waluty euro (i na czym jednym z najbardziej stratnych krajów są właśnie Włochy). Poparcie dla Draghiego zadeklarowały prawie wszystkie partie od lewa do prawa. Obecnie mamy więc do czynienia z naprawdę egzotyczną koalicją – Wolni i Równi (lewica), PD i Italia Viva (centrolewica), Forza Italia (Tajani, centroprawica) i Liga Salviniego (prawica) oraz część Ruchu 5 Gwiazd. W opozycji pozostaje część Ruchu 5 Gwiazd, ta radykalniej antyestablishmentowa oraz Giorgia Meloni ze swoją prawicową partią Bracia Włosi. Tym samym rząd włoski stał się miejscem zażartej walki o politykę lockdownu.

Mario Draghi stara się raczej zachowywać lojalność wobec bliższych ideowo koalicjantów, głównie prounijnych ugrupowań centrolewicy. Pomimo dużej presji ze strony partii prawicowych, pozostawił on na stanowisku ministra zdrowia Roberto Speranzę, który w tej chwili jest głównym orędownikiem ostrych ograniczeń. Speranza zresztą, w niedawno wydanej kksiążc, stwierdził, że epidemia koronawirusa stworzyła żyzny grunt dla idei lewicowych. Według niego ostatni rok przekonał wielu ludzi, że powinien istnieć centralny i państwowy (pardon, społeczny) system opieki zdrowotnej. Stwierdził, że teraz nadarzyła się niepowtarzalna szansa na stworzenie nowej hegemonii kulturowej, gdzie prym wiodą idee socjalne oraz enwironmentalizm. Speranza wieszczy kryzys neoliberalizmu, do którego niedługo nie będzie dalej mogła odwoływać się zła prawica, bo nie znajdzie to poparcia w społeczeństwie. Cóż, nie dziwi zatem, że lockdown uderzający w branże niezależnej klasy średniej sprawdza się w polityce „nowego, społecznego ładu”. Po drugiej stronie stoi Matteo Salvini, który właściwie zachowuje się jak polityk opozycji, będąc jednak częścią rządu. To głównie Liga postuluje otwarcie gospodarki, co Salvini obiecał, że nastąpi od razu po Wielkanocy. Obostrzenia zostały przedłużone przez Speranzę do 30 kwietnia, natomiast ostatecznie o poluzowaniu zdecydowano 26 kwietnia. Liga wygrała 4 dni, ale przegrała na tym, że kolejny raz zawiodła oczekiwania swoich wyborców wierzących w otwarcie od 7 kwietnia. Obecnie walka toczy się o godzinę policyjną, najbardziej kontrowersyjny środek i jedyny tak bezsprzecznie niekonstytucyjny. Zwolennikiem godziny policyjnej jest oczywiście orędownik żyznej ziemi dla reform socjalnych Roberto Speranza. Kilka dni temu, 21-letni student prawa wygrał w sądzie sprawę i doprowadził do uchylenia mandatu dla swojego kolegi, który o 1 w nocy wracał do domu. Wyrok może stanowić odniesienie dla podobnych spraw, ponieważ sąd uznał, że godzina policyjna może być wprowadzona tylko w stanie wojny. Innym przypadkiem wewnątrz rządowej bitwy są restauracje. Minister Speranza nie zgodził się na możliwość otwarcia ich dla gości wewnątrz pomieszczeń. Otwarte pozostają zatem tylko ogródki. O ile włoski klimat temu sprzyja, o tyle nie każdy bar jest na to organizacyjnie przygotowany. Paradoksalnie, tego typu częściowe otwarcie doprowadzi do drastycznego pogorszenia sytuacji barów bez ogródków, od których odpłyną wszyscy klienci.

Główna oś sprzyjania restrykcjom i sprzeciwiania się im przebiega zatem wzdłuż linii podziału lewica–prawica. Pośrodku tego znajduje się Mario Draghi, który musi również dbać o swoją polityczną pozycję, renomę i nie może stracić swoich stronników w Unii Europejskiej. Aby nie stracić zaufania i poparcia sił prounijnych i centrolewicowych, nie może również zbytnio zbratać się z prawicą Salviniego, choć jako ekonomista zdaje sobie sprawę z potrzeby otwarcia poszczególnych branż. Tarcia wewnątrz rządu nie pozwalają ocenić przyszłości Włoch jako stabilnej – utrzymanie godziny policyjnej i obostrzeń może spowodować odpływ turystów do innych południowych krajów, a to może pogłębić kryzys i podsycić niepokoje społeczne, które już miały miejsce podczas wielotysięcznych manifestacji w Rzymie. Społeczeństwo obecnie dzieli się równo po 50% w sprzyjaniu utrzymywaniu restrykcji albo poluzowaniu ich. W koalicji rządowej toczy się więc bitwa, której stawką są tysiące miejsc pracy i uratowanie sezonu turystycznego w obliczu wciąż obecnego w tysiącach przypadków koronawirusa.

Inne wpisy tego autora

Co dalej z Unią?

Ostatni miesiąc przyniósł wiele wydarzeń determinujących relacje Polski, a dokładnie polskiego rządu, z Unią Europejską. „Brukselski okupant” wypłacający Europosłom PiS sowite pensje, w kuluarach oznajmia,

Zbrodnia na rządach prawa

Jakość i standard polskiej legislacji od dawna pozostawiał wiele do życzenia, jednakże czasy epidemii koronawirusa szczególnie obnażyły słabości tego obszaru.

Rynek Pacyfiku na chińskim talerzu 

15 listopada 2020 r. ma potencjał zapisać się w historii równie doniośle co 18 kwietnia 1951 r., w którym to podpisany został układ paryski powołujący