Logika autokraty. Czy Putin w sprawie Ukrainy myśli racjonalnie?

Doceniasz tę treść?

Cały świat zadaje sobie pytanie, czy Putin dokona inwazji na Ukrainę – tym razem bez pomocy zielonych najemników. Niektórzy eksperci sugerują, że zamiast silić się na wyszukane analizy, równie dobrze można by rzucać monetą. Były ambasador USA w Rosji Michael McFaul uważa, że Putin „zachowuje się jak szalony i że jeśli jest to jego sposób na zastraszenie nas”, to na McFaula „ten sposób działa”. Podobnie mówiła Angela Merkel w 2014 r., gdy Rosja anektowała Krym – że jej przywódca „stracił kontakt z rzeczywistością”.
Ale Putin jako szalony tyran o niezaspokojonej żądzy władzy to bardziej baśniowa narracja niż poważna diagnoza. Utrwala ona nasze postrzeganie świata jako areny walki dobra ze złem, a tym samym dzielenie polityków na swoich i wrogów. Nie ma to wiele wspólnego z tym, jak naprawdę myślą i działają autokraci. A w zapobieganiu konfliktom międzynarodowym jest nieprzydatne. Jeśli rzeczywiście przyjmiemy, że Putin jest szalony i nie dba o konsekwencje swoich decyzji, to jaki wpływ na jego zachowanie mogą mieć kolejne sankcje czy inne narzędzia nacisku dyplomatycznego?
(…) Nie jestem ekspertem od Putina i Rosji, nie jestem w stanie rozstrzygnąć, jaki wpływ na rosyjskiego prezydenta mają służby specjalne czy oligarchowie. Jednak również specjaliści, którzy to wiedzą, potrzebują właściwej teorii, by z faktów wyciągać dobre wnioski. Tej zaś nie dostarcza historia, lecz ekonomia instytucjonalna. Może ona wyjaśnić, skąd wzięły się poszczególne typy ustrojów (a nawet samo państwo) oraz opisać bodźce charakterystyczne dla tych ustrojów.
Brzmi uczenie? Uprośćmy. Wszystkie ustroje wzięły się… z bandyterki. To teza amerykańskiego ekonomisty Mancura Olsona, sformułowana m.in. w jego klasycznym tekście „Dictatorship, Democracy, and Development” (Dyktatura, demokracja i rozwój) z 1993 r. Oto w czasach, gdy świat zasiedlały wędrujące grupy łowców zbieraczy, państwo było zbędne, bo problemy rozwiązywano jednomyślnie. Było to w interesie wszystkich członków. Grupy te żyły z dnia na dzień: napadały, rabowały, grabiły, niszczyły. Nie zależało im na tym, by ofiary przeżyły. W wyniku postępu technologicznego ludzie zdecydowali się porzucić łowiecko-zbieracki tryb życia na rzecz osiadłego, rolniczego. W rezultacie populacja zaczęła też rosnąć, a konsens przestawał być użyteczny w rozwiązywaniu bieżących problemów. Nie każdy korzystał na tym, na czym korzystała grupa. Zmienił się też rodzaj bandyterki – stała się ona „stacjonarna”. Najeźdźcom zależało teraz na przejęciu zasobów swoich ofiar, ale już nie na totalnej destrukcji. Ofiary pozostawione przy życiu, a nawet obdarowane pewną swobodą działania i pracy oraz ochroną przed innymi bandytami, stawały się trwałym źródłem dochodu. Instytucja rządu okazała się nie tylko mniejszym złem, lecz także warunkiem dalszego rozwoju. Wprowadzała w życie ludzi stabilność i przewidywalność, rozwiązywała problem grupowej koordynacji oraz pozwalała na zaistnienie przełomowej innowacji: własności prywatnej.
(…) Uznanie, że autokrata to po prostu niezbyt miły i źle zmotywowany, ale kierujący się racjonalnym rachunkiem zysków i strat osobnik, jest szkodliwym uproszczeniem. Niestety, w ekonomicznej teorii władzy takie uproszczenie często stosowano. Stąd brało się potem zaskoczenie, że rozmaite sankcje nakładane na tych czy innych tyranów nie działają. Kuba, Wenezuela, Korea Północna, Iran – to tylko niektóre ze współczesnych przykładów. Społeczność międzynarodowa próbowała bez skutku racjonalizować poczynania autokratów, nakładając na nich dodatkowe koszty i odwołując się do ich ekonomicznej racjonalności. Putin także jest obiektem różnych retorsji ze strony USA i Unii Europejskiej. Na razie nie powstrzymują go one przed eskalacją konfliktu. Może są zbyt łagodne i nie uderzają w żywotne interesy przywódcy? Możliwe. Ale możliwe też, że racjonalność Putina różni się od tej, którą mu przypisujemy. Maartje Weerdesteijn, profesorka prawa i kryminologii na Wolnym Uniwersytecie Amsterdamskim w książce „The Rationality of Dictators” (Racjonalność dyktatorów) przywołuje rozróżnienie na racjonalność instrumentalną i racjonalność aksjologiczną, wprowadzone przez słynnego socjologa Maxa Webera. Pierwsza to właśnie ta oparta na indywidualnych celach i starannie dobranych do nich środkach (przez co wrażliwa na takie instrumenty nacisku jak sankcje). Druga skoncentrowana jest na wartościach abstrakcyjnych, które należy realizować ponad wszystko, bo wymaga tego – cytując Webera – „obowiązek, honor, poszukiwanie piękna, religijne powołanie, lojalność czy waga jakiejś sprawy”. Osoby racjonalne w typie drugim wyłączają często całe dziedziny z tradycyjnego, ekonomicznego rachunku zysków i strat i gotowe są do absurdalnych poświęceń (choć najczęściej nie osobistych). Z pewnością przeczą ideałowi homo oeconomicus.

Jeśli chcesz przeczytać więcej, kliknij TUTAJ

Inne wpisy tego autora

Robert Gwiazdowski: Liberalne wiatraki

Zadanie dla Wysokiego Sądu: ile wiatraków musi wybudować PGE? I jak bardzo podnieść ceny? Przed Sądem Okręgowym w Łodzi rozpoczął się proces z powództwa Fundacji Greenpeace Polska przeciwko PGE