Od biedafirmy do Bezosa

Doceniasz tę treść?

Wszyscy czasami „marnujemy okazję, by siedzieć cicho”, jak to ujął kiedyś prezydent Francji Jacques Chirac, odnosząc się do poparcia przez Polskę amerykańskiej inwazji na Irak. Politykom z racji wykonywanego zawodu zdarza się to jednak częściej niż zwykłym obywatelom. Posłanka Lewicy Anna Maria Żukowska straciła tę okazję, kwestionując publicznie sens działalności mikrofirm, czyli przedsiębiorstw zatrudniających do dziewięciu osób. Zdaniem polityczki „gospodarce zwyczajnie opłaca się promocja zatrudnienia w dużych firmach, a nie głaskanie po głowie biedafirm”, które są „najmniej wydajnymi podmiotami w gospodarce”. I na dodatek niezbyt dobrze wynagradzającymi swoich pracowników.

(…) W rzeczywistości niektóre spośród tych biedafirm wyrastają w przyszłości na potężne przedsiębiorstwa. Bez nich nie byłoby firm małych, średnich i dużych. Dla dynamicznego rozwoju gospodarczego znaczenie ma bowiem nie tyle rozmiar przedsiębiorstwa, ile jego potencjał.

Nawet ponadgraniczne imperia biznesowe, posiadające w portfoliach dziesiątki marek i setki spółek córek, miały swój początek w kreatywności, pomysłowości i pracowitości swojego założyciela. Polskie firmy nie różnią się pod tym względem od zagranicznych. Rafał Brzoska, założyciel Inpostu, zaczynał od roznoszenia ulotek. Drałowanie od drzwi do drzwi i napraszanie się nieznajomym – tak wyglądały początki jednego z najbardziej innowacyjnych biznesów w Polsce. Z kolei Dariusz Miłek, szef grupy CCC, zaczynał od handlu na bazarze. Niemal każdy wielki przedsiębiorca był kiedyś „biedaprzedsiębiorcą”.

Wyjątek stanowią ludzie uwłaszczeni na transformacji ustrojowej. W Polsce jest to garstka coraz mniej liczących się osób, ale w krajach takich jak Rosja czy Ukraina tabuny cynicznych oligarchów wciąż pobierają rentę z wielkich, kiedyś państwowych przedsiębiorstw wydobywczych i chemicznych, które w nieuczciwy sposób przejęli. Pół biedy, gdyby tylko na tym się kończyło. Jednak ci ludzie tak ściśle zblatowali się z władzą, że odebrali jej jakiekolwiek bodźce do reformy ustrojowej, która sprzyjałaby powstawaniu nowych firm.

W systemach oligarchicznych nowe przedsiębiorstwa stanowią zagrożenie dla status quo, są z natury „antysystemowe”, więc nie pozwala się na ich rozwój. W Rosji – kraju liczącym 144 mln obywateli – działa tylko ok. 1,8 mln mikrofirm, podczas gdy w Polsce – kraju niemal czterokrotnie mniej licznym – jest ich ok. 2,2 mln. W Rosji firmy małe i średnie (czyli zatrudniające od 10 do 250 pracowników) wytwarzają ok. 22 proc. PKB i zatrudniają mniej niż 30 proc. wszystkich pracowników; w Polsce wytwarzają niemal 50 proc. PKB i zatrudniają ok. 69 proc. wszystkich pracowników. Przy czym w Polsce największy udział w tworzeniu PKB mają właśnie mikroprzedsiębiorstwa − ok. 30 proc. Najbogatsze gospodarki świata to te, które historycznie najbardziej sprzyjały powstawaniu nowych firm: Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Holandia, czy Hongkong. Wolny rynek to filozofia „jakoś to będzie”, która się sprawdza tym lepiej, im więcej kucharzy pichci swoje potrawy.

(…) Byłbym niezłym kawalarzem, gdybym próbował przekonywać, że polskie nowe firmy powstają tak licznie i tak licznie upadają ze względu na to, że w naszym kraju funkcjonuje leseferystyczna gospodarka niczym w XIX w. w Anglii czy Stanach Zjednoczonych – i że dane z raportu PIE właśnie o tym świadczą. Przeżywalność naszych firm jest niska nie z powodu gorącej konkurencji, lecz oddziaływania przyczyn pozarynkowych.

(…) W Polsce mamy w tym kontekście niezwykle niesprzyjającą sytuację. Bagaż doświadczeń z zaborami, wojnami i socjalizmem skutkuje niskim kapitałem zaufania społecznego nawet w obrębie kręgów rodzinnych. Jednocześnie instytucje formalne, które mogłyby deficyt zaufania kompensować – np. sądy – nie działają, jak należy. Nie jesteśmy zatem jak genueńczycy. Samo prawo też jest przeszkodą rozwojową dla naszych mikrofirm. Skomplikowanie przepisów, a przede wszystkim ich niestabilność są wskazywane w ankietach jako jeden z największych problemów. Polski Ład, który te problemy potęguje, ma przynajmniej tę zaletę, że w przyspieszonym trybie unaocznił wszystkim to, z czym przedsiębiorcy muszą się mierzyć na co dzień. W 2021 r. Polska zajęła 10. miejsce w rankingu Global Business Complexity Index mierzącym regulacyjne skomplikowanie środowiska biznesowego. Pierwsze trzy zajęły kolejno Brazylia, Francja i Meksyk. „Dzięki” Polskiemu Ładowi w 2022 r. mamy szansę na podium.

Jeśli chcesz przeczytać więcej, kliknij TUTAJ

Inne wpisy tego autora

Rządy głupców. Wywiad z Krassenem Stanchevem

Jeśli władze rozdają pieniądze na prawo i lewo, to możesz spodziewać się problemów. Z Krassenem Stanchevem rozmawia Sebastian Stodolak, wiceprezes WEI. Zastanawiałem się, co dzisiaj